Olga Rudnicka dla Klubu MOrd

Jesteś bardzo młoda, a wydałaś już cztery książki. Jak to się stało, że zaczęłaś pisać i dlaczego akurat kryminały?

Zawsze miałam wybujałą wyobraźnię. Jako dziecko kolekcjonowałam pudełka. Były to pudełka po zapałkach, herbacie expressowej (nie zawsze czekałam aż będzie puste, czego efekt na ogół było słychać w całym domu), cukierkach. W pudełkach były klocki, zwierzątka, żołnierzyki, samochodziki, główki od lalek Barbie (z jakiegoś nie znanego mi bliżej powodu reszta nie była mi potrzebna) i małe gumowe kucyki pony. Szafka ta tworzyła odrębny świat przeze mnie użytkowany i starannie pielęgnowany. Podobno potrafiłam siedzieć w tej szafce kilka godzin rozmawiając z postaciami ze stworzonego przeze mnie świata. W okresie późniejszym, jako nastolatka zaczęłam spisywać swoje sny. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam. Kilka razy udało mi się napisać opowiadanie i tak jak świat w szafce był zupełnie mój, tak samo pisane przeze mnie utworki były moje własne, prywatne. Nie wiem, czy można to uznać za początek pisania? Mój polonista pewnie by się z tym nie zgodził. Na polskim na ogół czytałam książkę pod ławką albo wcinałam kanapki. Jedno z opowiadań rozrosło się do formatu „Martwego Jeziora”, ale pisząc je, nie myślałam o tym, żeby je gdzieś wysłać. To był impuls i zupełny przypadek. Miałam szczęście. Dlaczego kryminały? Nie wiem. Tak do końca nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. W głowie rodzą się postacie, tworzy się historia i powstaje powieść. Na razie kryminał, ale nie wykluczam innych form.

Czytaj dalej „Olga Rudnicka dla Klubu MOrd”

Lubiłam milicjantów z piekła w Jerozolimskich – Helena Sekuła dla Dużego Formatu

Helena Sekuła, autorka kryminałów milicyjnych, powraca!

W reaktywowanej serii „Srebrny kluczyk”

Z HELENĄ SEKUŁĄ, PISARKĄ, ROZMAWIA JACEK SZCZERBA


Skąd pomysł, by w PRL-u pisać kryminały milicyjne?
– Byłam referentem prasowym w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej. Referent prasowy czytał gazety i gdy znalazł w nich coś, co było adresowane do milicji, np. że jakiś funkcjonariusz źle się zachował, to wycinał to i przesyłał do szefa odpowiedniego oddziału. Dzięki temu miało dojść do zbliżenia milicji i społeczeństwa. Ale guzik było, nie zbliżenie. Wszystko i tak pozostawało tajne.
Nie byłam rzecznikiem prasowym, oficjalne komunikaty wydawał szef oddziału, w stopniu podpułkownika. Ja byłam tylko podporucznikiem, szósta grupa zaszeregowania – referent.
Poza tym dostarczałam milicyjne akta zainteresowanym, czyli dziennikarzom zajmującym się sprawami kryminalnymi Przychodziły różne chałturszczyki i żaliły mi się, jak to trudno jest pisać. „Tylko cóż może o tym wiedzieć referent prasowy?” – wzdychali. Niektórzy nawet przynosili swoje wypociny. To byli skądinąd inteligentni ludzie, ale pisać nie umieli. Pomyślałam sobie – dłużej tego nie wytrzymam, takie poematy to i ja umiem popełnić. Więc w 1962 r. siadłam i napisałam pierwszą powieść – „Tęczowy cocktail”. Nie najlepszą.

Czytaj dalej „Lubiłam milicjantów z piekła w Jerozolimskich – Helena Sekuła dla Dużego Formatu”

Kobiety w polskiej powieści milicyjnej

Zachęcona lekturą opowieści o „morderczych siostrach” donoszę, że podobne działania kwitną także na naszym lokalnym podwórku. Wprawdzie klub miłośników powieści milicyjnej o wszystko mówiącej nazwie MORD nie jest jakoś naznaczony ze względu na płeć, to moja przygoda od płci się właśnie zaczęła. Poszukując bezskutecznie informacji bibliograficznych na temat ulubionych autorów ze strony natrafiłam na stronę www.mord.of.pl. Początkową moją ekstazę wywołało nie tylko znalezienie danych na temat Jerzego Edigeya, ale i Anny Kłodzińskiej – trwał konkurs na temat jej tożsamości, rozważano hipotezę tożsamości cybernetycznej. Po fazie ekstazy nastąpiła faza niedosytu – napisałam więc na adres podany na stronie, wyrażając żal i krytykę z powodu braku moich ulubionych autorek, to jest Heleny Sekuły i Barbary Gordon. Odpowiedź przyszła wkrótce, w skrócie było tam, że jak mi nie pasuje, to mogę coś o nich napisać. W ten sposób napisałam swoją pierwszą recenzję powieści milicyjnej, a potem następne. Po znajomości wirtualnej przyszedł czas na spotkania w realu – debiutem był zlot pod Małkinią, na którym przedstawiłam analizę powieści milicyjnej z perspektywy gender.

Czytaj dalej „Kobiety w polskiej powieści milicyjnej”

Esej o klasykach kryminału skandynawskiego

Skandynawska para

Powieści pisarskiego duetu Maj Sjöwal, Per Wahlöö wydawano u nas 70-tych i na początku 90-tych. W przypadku utworu „Jak kamień w wodę” informacja od wydawcy podaje datę pierwodruku – 1969. Wydana niedawno kolejna powieść z serii o Martinie Becku pochodzi z 1966 roku, a następna , „Reseanna”, z 1965 — mamy tu więc do czynienia z wydawaniem cyklu niejako „od tyłu”.
W przypadku „Mężczyzny, który rozpłynął się w powietrzu”, czytelnik obeznany z późniejszymi losami Martina Becka i jego kolegów obcuje z przeszłymi dla znanego tła wydarzeniami. Mnie ostatnio Martin Beck — Skandynaw, zlewa się niepokojąco z Kurtem Wallanderem, tak działa niestety siła stereotypów. Jednak pamiętam, że we wcześniej czytanych, a później napisanych utworach, Beck przechodził kolejne etapy kryzysu wieku średniego, oraz zobojętnienia na rodzinę. Najpierw sypiał w salonie zamiast z żoną, potem mieszkał już bez żony, i obserwował oddalanie się dorastających dzieci.  Najpierw mieszkał z dwójką dzieci, potem owe dzieci odpływają w swe własne światy. Tu zaś Beck mieszka z żoną i dziećmi i nic nie zapowiada rodzinnych kryzysów, choć nic też nie świadczy o rodzinnej idylli. Córka Ingrid ma około 15 lat, syn Rolf 11. O pożyciu małżeńskim państwa Becków nie dowiadujemy się niemal nic, bowiem akcja zaczyna się w pierwszym dniu urlopu komisarza, a kończy w przedostatnim. Urlop oznacza wyjazd całej rodziny na malowniczy zapewne szkier, skąd Beck zostaje natychmiast odwołany w dość tajemniczej sprawie. Po jej rozwiązaniu wsiada na prom i łączy się rodziną przebywająca nadal na szkierze.

Czytaj dalej „Esej o klasykach kryminału skandynawskiego”

Edgar Wallace – „The Ringer”

Zapewne poniższe nie kwalifikuje się do powieści milicyjnej… Ale, ponieważ właśnie przeczytałem, i zafrapowaly mnie intrygujące zbieżności z polską powieścią milicyjną, choć to dwie różne epoki, i systemy polityczne i gospodarcze całkiem inne; więc siadam, i piszę..

Richard Horatio Edgar Wallace – „The Ringer”,
powieść kryminalna, London, wyd. 1925

Wydana w Polsce jako “Człowiek o stu obliczach” w tłumaczeniu Jerzego Pańskiego, niestety nie wiem kiedy.

Edgar Wallace (1875 – 1932), brytyjski pisarz, dziennikarz, scenarzysta, był niebywale popularnym tworcą powieści kryminalnych. Jedną z najbardziej popularnych była właśnie książka „The Ringer” , który to tytuł nie ma wiele wspólnego z tytułem polskiego tłumaczenia, ale tak to już jest z tłumaczeniami – są jak kobiety – jak wierne, to mało atrakcyjne, i vice versa…

Czytaj dalej „Edgar Wallace – „The Ringer””

Kobiety w powieści milicyjnej

Referat Klubowiczki Anny Lewndowskiej podczas spotkania w Ursynotece

Zacznę od kobiet-detektywów, bo tych jest zdecydowanie najmniej, więc pójdzie najszybciej. Oficjalnych, czyli zawodowych jest zaledwie kilka. Bohaterką książki Jerzego Edigeya „Alfabetyczny morderca” jest porucznik Barbara Śliwińska, u Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego w książce „Pasta do zębów” jest porucznik Anka, w „Błękitnych szynszylach” Barbary Gordon jest prokurator Anna Świgoń, a w „Kim jesteś Czarny” Stanisława Mierzańskiego, czyli Anny Kłodzińskiej, jest porucznik Ewa. I to by było na tyle. Autorzy zdecydowanie woleli na bohaterów swoich książek obierać mężczyzn.

Czytaj dalej „Kobiety w powieści milicyjnej”

Z Edigeyem na Pradze

Północ

Na Ząbkowskiej granitowa kostka wprawia samochód w nieznośne drżenie. Kierownica niemalże wyrywa się z rąk. Bar Ząbkowski na rogu skrzyżowania z Targową. Zasłonki dyskretnie przesłaniają okna. Nie można już podpatrywać bywalców, którzy przy wysokich stołach na stojąco posilają się pyzami czy ruskimi pierogami. Bazar Różyckiego spsiał, kupujących i handlarzy mniej. Tubylcy z Pelcowizny i Szmulek, nie zważają na pasy i światła.  Koło poczty czasem leży na jezdni but, stoi policja. Nie na darmo mówią, że śmierć wyciąga człowieka z butów. Do niedawna spieszyli  firmowego sklepu „Konesera”.
Z samochodu można bezpiecznie oglądać tę ludzką menażerię. Panie, z twarzami na których znać wszystkie noce i dni ich żywota, panów o wysuszonych winem ciałach i nalanych obliczach. Wyglądają jak ów lokal na Radzymińskiej, który codziennie mijam w drodze do pracy. „Image” – sklep czy pracownia? Pozostał szyld. W całkiem dobrym stanie. Białe litery na czarnym tle, ale okno wystawowe zasłonięte prostokątem blachy podtrzymywanym poprzeczną sztabą. Drzwi wejściowe zamknięte zieloną kratą. Pośrodku szyby zieje czarna wyszczerbiona dziura.

Czytaj dalej „Z Edigeyem na Pradze”

Teatrzyk Zielone Oko – rzut oka na radiowy kryminał

„Kryminał” w Polsce Ludowej, to nie tylko popularne „kluczyki”, „jamniki”, czy serial „07 zgłoś się”. To także słuchowiska, emitowane między innymi w Programie III Polskiego Radia jako „Teatrzyk Zielone Oko”. Wielu z nas zapewne pamięta charakterystyczną czołówkę (ach, ten mrożący krew w żyłach kobiecy krzyk!) „Teatrzyk” funkcjonował w radiowej „Trójce” od przełomu lat 60 i 70 aż do początku stanu wojennego. Emisję wznowiono w kwietniu 1982 roku i kontynuowano z przerwami do roku 2003.
Na ten okres przypada największa popularność audycji, emitowanej wówczas w soboty o godzinie 22.15 Na potrzeby scenariuszy adaptowano teksty między innymi Chandlera, Conan Doyle’a, Agaty Christie, a z rodzimych autorów — Edigeya, Jacka Joachima, czy Heleny Sekuły. Szczególnymi perełkami były słuchowiska, które nie miały wersji drukowanej, jak np. „Włócznia śmierci” czy „Stalowa strzała” Basila Coppera, praktycznie nieznanego w Polsce kontynuatora pisarstwa w stylu Conan Doyle’a z detektywem Solarem Ponsem w roli głównej . Cykl słuchowisk zawierał nie tylko audycje kryminalne , ale także horrory (np. „Pokój na wieży” według Edwarda Frederica Bensona) i science-fiction (scenariusze według Asimova, czy Janusza Zajdla). Zdarzały się również humoreski (Konrad Szołajski „Misja”) i parodie (A. Nebelski „Herlok Szolms i zatruty borowik”). Nagrywano całe cykle, jak np. słuchowiska według opowiadań Conan Doyle’a z Piotrem Fronczewskim w roli Sherlocka Holmesa. Z polskich autorów „kryminalnych” największym „wzięciem” radiowców cieszyli się Jerzy Edigey i jego „Mister MacAreck” oraz Robert Brutter (właść. Andrzej Grembowicz), znany skądinąd jako twórca scenariusza niektórych odcinków serialu „Ekstradycja”. W nagrywaniu odcinków „Teatrzyku” brali udział znani i lubiani polscy aktorzy jak wspomniany Piotr Fronczewski, Czesław Wołłejko, Bogusz Bilewski, Henryk Talar, Barbara Wrzesińska, Barbara Ludwiżanka i wielu innych. Dzięki cierpliwości i mrówczej pracy radiosłuchaczy-pasjonatów, część słuchowisk jest obecnie dostępna w internecie, pozostałe jednak spoczywają zapomniane gdzieś w przepastnych archiwach Polskiego Radia.
Pozostaje nadzieja, że kiedyś ujrzą światło dzienne.

Rafał Figiel

Tajemnica Klukowa

Relacja ze spotkania z bratem Jerzego Edigeya

Udając się z wizytą do Andrzeja Koryckiego, przyrodniego brata Jerzego Edigeya, Klubowicz Kornaś z Oddziału Kraków i ja nie wiedzieliśmy, jak wypadnie to spotkanie. Oczywiście interesowało nas przede wszystkim życie Jerzego Edigeya i jego twórczość.
Andrzej Korycki trafił do nas sam, w właściwie do Klubowicza Kornasia. Po pamiętnym artykule o twórczości Edigea opublikowanym w ubiegłym roku przez Tomasza w „Najwyższym Czasie”. Był to tekst napisany w 20-tą rocznicę śmieci pisarza. Przypomnijmy, że Jerzy Ediogey zginął w 1983 roku w wypadku samochodowym wraz ze swoim bratem Wacławem. Miał wówczas 71 lat.
Andrzej Korycki jest o 10 lat młodszy. Dziś to elegancki pan po 80-tce. Przyjmuje nas w swoim przestronnym mieszkaniu w bloku, przy ul. 11 Listopada, na warszawskiej Pradze. Od kilku lat sam prowadzi gospodarstwo domowe. Wygląda dostojnie. Chętnie opowiada nam o rodzinie. Ma duszę gawędziarza. Siedzimy przy herbacie i ciasteczkach. Wokół mnóstwo rodzinnych pamiątek i bibelotów. Lokal utrzymany idealnie w PRL-owskim anturażu, ale liczne drobiazgi nadają mu zupełnie własny klimat.

Czytaj dalej „Tajemnica Klukowa”

Tadeusz Kostecki: Polski suspense

Był pisarzem nietypowym, wytrwale realizującym swoje artystyczne emploi autora mrocznych kryminałów w czasach, kiedy szanujący się literaci pisali o sprawach społecznych i politycznych oraz afirmowali narodową martyrologię.
Przyszły autor „Planu wilka” i „Zaułka mroków” urodził się  26 maja 1905 roku w Białej Podlaskiej w rodzinie adwokata Jerzego Kosteckiego i Heleny z domu Kowalik. Zamożnych rodziców stać było na posłanie syna do prywatnego, warszawskiego gimnazjum Kazimierza Kulwiecia. Już podczas nauki gimnazjalnej Tadeusz realizował swoje pasje literackie wydając i redagując szkolną gazetkę o nazwie „Sztubak”. W 1925 roku opuścił na krótko stolicę wyjeżdżając do Poznania, gdzie na Uniwersytecie Adama Mickiewicza rozpoczął studia prawnicze.

Czytaj dalej „Tadeusz Kostecki: Polski suspense”