Wigilia klubowa – 21 grudnia (piątek) 19.15 – Bar Syrenka

Drogie Klubowiczki/Szanowni Klubowicze/Mili Sympatycy,
Zapraszam na spotkanie wigilijne do Baru Syrenka (Tamka 13a) w najbliższy piątek o godzinie 19.15. Lokalik jest przaśny i skromny, ale pamiętny od czasu gdy w roku 1963 Jerzy Edigey opublikował w Kluczyku „Czek dla białego gangu’. Za chwilę będzie pół wieku. Jakiegoś śledzika i coś do popicia powinni mieć. Osobiście będę zdążał wprost z PZO (Dobra 56/66). Jeżeli ktoś ma życzenie uzupełnić braki w klubowych zasobach książkowych lub zajrzeć do regałów z kryminałami PRL, to jest okazja. Można po prostu między 18 a 19 pojawić się w PZO.

Wszystkich, którzy nie będą mogli przybyć pragnę uspokoić. Tuż po Świętach planuję kolejne spotkanie – powigilijno – przedsylwestrowe – tym razem w KDK Cafe na Oboźnej 11. Natomiast po Nowym Roku odbędzie się spotkanie noworoczne (tu proszę o propozycje co do terminu i miejsca, chętnie dopasuję się do sugestii oddolnych – mój mail: prezesik13@wp.pl, telefon 502-322-705).
Niniejszym pozdrawiam świątecznie
Grzegorz Cielecki, prezes MOrdu

Kobra kobrze nierówna

Wieczór z Kobrą

Kobra Kobrze nierówna. Przekonali się o tym uczestnicy piątkowego spotkania u Ani Niklewskiej, podczas którego łyknęli aż dwie „Kobry” na raz. Na pierwsze danie poszła „Żona z orchideami” z 1974 roku w reżyserii Andrzeja Zakrzewskiego ze znakomitą, zdawałoby się, obsadą w postaci Barbary Wrzesińskiej, Józefa Duriasza i Andrzeja Kopiczyńskiego. Film okazał się jednak kompletną porażką i nie uratowali go nawet Pola Raksa i Roman Wilhelmi na drugim planie. Po prostu nic nie mogło wygrać z tak ciężkawą grą głównych bohaterów. Jeżeli komuś trudno jest sobie wyobrazić, że dobry aktor może grać źle, niech sobie tę Kobrę obejrzy. Inaczej nie uwierzy. Z widowni sączącej wino w trakcie projekcji (no, doprawdy, żadnego poszanowania dla sztuki) padł celny komentarz na temat dwóch i jedynie dwóch rodzajów min aktorki: pierwsza mina – zdziwniona, druga – przestraszona. Na tym kończyły się środki wyrazu Wrzesińskiej.
Jej partner (Duriasz) grał twarzą zdecydowanie lepiej, chodził jednak krokiem uwiązanego na sznurku robota. Urozmaiceniem tego sztywnego teatro – filmu było kilka kawałków Led Zeppelin wrzuconych jako podkład muzyczny dla trzech scen plenerowych, podczas których: jechano samochodem, wysiadano z samochodu i wsiadano do niego. Całość trwała godzinę i była o godzinę za długa.

Czytaj dalej…

Wigilia Klubowa 2010 – Restauracja Ujazdowska & Mołdawska

Jak na Prawdziwą Wigilię Klubową przystało – przybyło 12 osób. Amudena, Ania N, Ania L, Tadek z żoną, której cierpliwość do gazetowców nie ma granic, Leszek, Zbyszek, Adam, oczywiście Prezes z Basią, no i przede wszystkim gość honorowy – Marta Różańska, autorka pierwszej pracy magisterskiej o Klubie MO-rd. Pod koniec pojawił się tajemniczy Lucjan…

Czytaj dalej…

Mołdawska Recenzja z dnia 12 lipca 2010 roku, czyli Nie-winne Spotkanie Klubowe

Właśnie dzwonił prezes. Powiedział: napisz relacje z klubowego spotkania i możesz jechać na wakacje. Co robić? Służba nie drużba, Polska nie zagranica, słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Po tym nad wyraz marnym zaklęciu przejdę do rzeczy. Było bardzo gorąco. Snułem się od Ronda De Gaulle’a, a tuż przy Mołdawskiej Restauracji zaczepiła mnie atrakcyjna blondynka. To była Klubowiczka Monika (Wiadomo Która). Z gorąca nie poznałem. Po chwili zszedłem do piwnicznej salki lekko wychłodzonej, w której zgromadziło się około 10 klubowiczów obojga płci i być może kliku wyznań.

Było też radio w osobie redaktorki Eweliny Grygiel, która dowiedziała się o nas z pisma Aktivist. Koleżanka redaktorka przeprowadziła z wybrańcami krótkie wywiady po czym opuściła lokal, zapewne w poszukiwaniu kolejnych tematów na audycje. No a wtedy wszystko się zaczęło. Z dużym impetem zaczęto wychylać kolejne butelki czerwonego i białego wina mołdawskiego, dotychczas zaledwie sączonego prawdopodobnie z powodu lęku przed mediami…

Czytaj dalej…

Spotkanie klubowe u Moniki – 27 marca 2010

Kolejne spotkanie Klubu MORD 27.03.10 zaczęło się punktualnie o godzinie osiemnastej. W mieszkaniu klubowiczki Moniki stawili się: Klubowiczki:, Anna, Helena. Klubowicze: Tadeusz oraz autor tej relacji czyli Adam. Oraz Prezes (który mimo przeziębienia tryskał jak zwykle humorem). Później dołączył do nas znany, lubiany i dawno nie widziany klubowicz Bartosz. Klubowiczka Monika przyjęła nas iście po staropolsku. Wyśmienitego jedzonka oraz napitków starczyłoby dla wyżywienia całego pułku piechoty a nie tylko dla naszej skromnej gromadki.

Czytaj dalej…

Spotkanie klubowe – 30 stycznia 2010

Włochy są tak blisko

Pierwsze w tym roku (30 stycznia 2010) Spotkanie MOrdu zorganizował w swoim niezwykle przyjaznym i przytulnym domu Klubowicz Marek Malinowski. Klubowiczki i Klubowicze przybywali do Włoch w trzech grupach (jak się potem okazało). Samochodem przyjechała Ania Niklewska, wioząc Helę Sekułę i Anię Lewandowską oraz Monikę Przygucką. Grupa główna ruszyła pociągiem ze stacji Warszawa Śródmieście, linią na Bełchów (mieliśmy szczęście, gdyż do tej miejscowości odchodzi tylko jeden skład na dobę). W grupie była Amudena Rutkowska, Paweł Duński, Remigiusz Kociołek oraz ja. Samodzielnie na dotarł Klubowicz Adam Sykuła.

Czytaj dalej…

Wigilia Klubowa 2009

Tegoroczna Wigilia odbyła się w dwóch miejscach – w warszawskiej restauracji „Mozaika” przy ulicy Puławskiej oraz w mieszkaniu Klubowicza Pawła Duńskiego. Pierwsze z miejsc – bardzo gwarne – nie wszystkim przypadło do gustu, choć na pewno nie można było odmówić mu klimatu. Przy głośnych dźwiękach muzyki, płynących z „didżejki”, zajadaliśmy się pysznymi pierogami i mniej pysznym, bo słodkawym, barszczem. Nie zabrakło też wina i wódki – lecz wszystko to w przyzwoitych ilościach.

Czytaj dalej…

Spotkanie w Mozaice – 29 września 2009

Mozaika z obrusu żurku, wódki i coli

Pierwszy prawdziwie jesienny dzień roku 2009 został przywitany w restauracji Mozaika, przy ulicy Puławskiej w Warszawie.
Był chłodny, acz podeszczowy wieczór. Do prawie pustego lokalu weszły dwie osoby. W dużej sali wydawało się, że zajęty jest dosłownie jeden stolik, ale za przepierzeniem siedzieli ONI. Klubowicze. W ten sposób zaczęło się spotkanie w pięcioosobowym gronie, krótkie, ale jakże treściwe.

Czytaj dalej…