Helena Sekuła – 11 lipca 2005

Parnas i zielone kopytka

Tę wycieczkę planowaliśmy już od dawna. Nasza Honorowa Klubowiczka, Helena Sekuła, jeszcze zimą zaprosiła reprezentację Klubu MOrd (czyli Prezesa Grzegorza C. i skromną Klubowiczkę Annę L.) na obiad do Domu Pracy Twórczej Literatów w Oborach koło Konstancina. Ciągle jednak coś stawało nam na przeszkodzie i jakoś nie mogliśmy się zsynchronizować. Ale dzisiaj wreszcie pojechaliśmy – najpierw autobusem podmiejskim, potem odwaliliśmy około trzykilometrowy spacerek (z górki, więc nie był specjalnie męczący). Pogodę mieliśmy jak zamówioną – słońce, cieplutko i leciutki wietrzyk.

Czytaj dalej…

Helena Sekuła – 14 stycznia 2005

Łódź – Warszawa czyli spotkanie na szczycie

W piątek 14 stycznia 2005 w Domu Sztuki na warszawskim Ursynowie odbyło się kolejne spotkanie z Heleną Sekułą – poświęcone między innymi promocji „Śladu węża”.
W moim przypadku było to pierwsze spotkanie na żywo z Autorką, więc byłam pod wrażeniem i moja relacja nie może mieć waloru obiektywnego dokumentu, zwłaszcza, że Prezes oraz klubowiczka Lewandowska dokonali przedstawienia mojej osoby i zostałam uściśnięta. Szczerze mówiąc, reszta wieczoru rozpływa się w moich wspomnieniach w lekkiej mgiełce – dzięki temuż uściskowi, choć zapewne także pierwszemu w moim życiu spotkaniu klubowemu.

Czytaj dalej…

Helena Sekuła – 12 listopada 2004

Najbardziej udane spotkanie Klubu MOrd

Kiedy Najjaśniej Nam Panujący Prezes poinformował mnie, że pani Helena Sekuła wyraziła zgodę na spotkanie ze swymi najgorętszymi wielbicielami z Klubu MOrd w moim mieszkaniu, omal nie oszalałam ze szczęścia. Bo to naprawdę trudno uwierzyć, że będę mogła w swoich skromnych progach gościć osobę, której książki czytuję i uwielbiam od lat. Takie pozycje, jak „Figurka z drzewa tekowego”, „Piąta barwa asa” czy „Orchidee z ulicy Szkarłatnej” przeczytałam tyle razy, że znam je prawie na pamięć. I jeżeli teraz jeszcze sięgam po nie, to tylko po to, żeby znaleźć się w miejscach, które pani Helena tak barwnie opisuje i spotkać się z ludźmi, których znam tak dobrze, jakby to byli moi najbliżsi sąsiedzi. Wiem, że nie zrobią ani nie powiedzą już nic nowego poza tym, co zostało zapisane na kartach książek, ale przecież zawsze przyjemnie ich znowu spotkać.

Czytaj dalej…