MOrderca w Bibliotece – 10 kwietnia 2009

Prezes, który już doszedł do siebie po urodzinach, krzewi i popularyzuje bez odpoczynku! Udzielił wywiadu zaprzyjaźnionemu portalowi Zbrodnia w Bibliotece!

Liczy się klimat, lokalne smaczki, zamierzone lub nie bon moty

ZwB Witamy serdecznie zaprzyjaźniony klub, skupiający fanów kryminału i filmu milicyjnego. Od jak dawna Państwo działacie?

Grzegorz Cielecki Klub MOrd powstał spontanicznie w końcu 2001 roku. Rozmawialiśmy w gronie przyjaciół o kryminałach z PRL-u, bo właśnie otrzymałem w prezencie ponad 100 powieści w serii z Kluczykiem i Jamnikiem. Miały zostać wyrzucone na śmietnik i postanowiłem je uratować. Tak więc sterta książek znalazła się za kanapą w mojej kawalerce. Książki zwracały uwagę, stając się powodem pytań. I tak okazało się, że wokół jest sporo osób, które zaglądają czasem do podobnej literatury, a lektura ta daje wytchnienie od codzienności i – co ważniejsze – niezłą zabawę. Postanowiliśmy bawić się wspólnie. Tak się zaczęło.

Czytaj dalej „MOrderca w Bibliotece – 10 kwietnia 2009”

Klub MOrd w TVN Warszawa – 1 marca 2009

Kapitan Sowa, major Downar czy porucznik Borewicz to tylko niektóre gwiazdy miejskiej powieści milicyjnej, która w czasach PRL był rozrywką dla milionów czytelników. Ukazywały się nakładach sięgających 300 tysięcy egzemplarzy. Grupa zapaleńców z Warszawy postanowiła odkurzyć nieco zapomniane książki.
Były hitem PRL-u, teraz zostały wyparte przez seriale telewizyjne. O losach dzielnych milicjantów pamiętają tylko niektórzy. Fascynaci tej literatury skupili się w MOrd-zie, czyli klubie Pasjonatów Polskiej Powieści Milicyjnej.



– Wznawiamy stare kryminały, a niektóre unikaty wydajemy po raz pierwszy – mówi „Rytmowi Miasta” Grzegorz Cielecki, prezes MOrd-u.

Właśnie zakończyła się emisja. Całość około 8 minut. Najpierw kilka ujęć z filmów kryminalnych. Potem mówię dwa zdania w BUWie. Potem ujęcie z domu u Heli Sekuły, która mówi z sympatią o MOrdzie. Przenosimy się do studia. Tu już jest nasz reprezentant Klubowicz Bartek Brzózka. Jako drugiego gościa na żywo dobrali Mariusza Czubaja, autora współczesnych kryminałów. Czubaj zabiera sporo czasu, ale na pasku cały czas widnieje, że Klub MOrd. Znaczy, że Czubaj pewnikiem musi do nas przystąpić.
Redaktorzy nie ustrzegli się kilku błędów, ale nic to. Najważniejsze, że nas pokazują i o nas piszą.  Tyle o tym. (GC)



Byłoby znacznie fajniej, gdyby z Heleny Sekuły nie zrobili Hanny Sekuły 🙁
Klubowicz Bartek wypadł fantastycznie (o Prezesie już nie wspomnę, rozumie się samo przez się), chociaż pisarz Mariusz Czubaj zagadał wszystkich – zdaje się, że ma dryg nie tylko do pisania, ale i do gadania. Ale wrażenie robi sympatyczne, a pisze fajnie 🙂  (AL)

Spotkanie klubowe – 9 lutego 2009

Warszawa nocą. Sabotaż w stadninie. Czujny Szczęsny – 9 lutego 2009

Plan spotkania MOrdowego 1/2009 (9 lutego, poniedziałek) zrealizowaliśmy w pełni, a nawet z naddatkiem. Jako aperitif obejrzeliśmy dwa krótkie metraże Krzysztofa Szmagiera – „Akcja 202” – o trudach milicyjnego patrolowania wieczornej Warszawy w 1961. No po prostu poezja. To tu późniejszy autor „07 zgłoś się” uczył się budowania fabuły. Drugi aperitif to „Jeden dzień na Manhattanie” z 1972. Widac tu szlify epoki wczesnego Gierka. Szczypta krytyki kapitalizmu i ciepło o Polonii. Głos z offu nieco przypomina wstęp do „Zamknąć za sobą drzwi”.

Danie główne, to kryminał „Pościg” (1954). Sabotażyści próbują truć konie w doświadczalnej stadninie. Całe szczęście porucznik Kłos z powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa, z pomocą pracowników stadniny, wykrywa szajkę, której celem jest sianie niepokoju w gospodarce.
Między filmami czytaliśmy dysertację Agnieszki Haskiej „Kapitan Szczęsny na straży systemu”. Bite 17 stron. Można było przepłukać gardło trunkiem „Chlibnyj Dar”, przyniesionym w darze przez Klubowicza Marka Ciasia.
Klubowiczka Anna Błaszczyńska obiecała artykuł o poruczniku Borewiczu, a Klubowicz Maciek Szwedowski machnął na pniu recenzję.

Spotkanie bilateralne w kwaterze Prezesa – 8 lutego 2009

Z nagłą roboczą wizytą siedzibę główną Klubu MOrd czyli kawalerkę Prezesa odwiedził Klubowicz Andrzej Byczak, przynosząc butelkę budafoku. Chciał w ten sposób uczcić napisanie swojej pierwszej recenzji, niedawno udostępnionej Klubowiczom.
Budafok to trunek szczególny, ikona powieści milicyjnej w alkoholach z górnej onegdaj półki. W „Zaproszeniu do podróży” Jerzego Siewierskiego (Ewa nr 39) czytamy: „Na co dzień musi mi wystarczyć jarzębiak, od święta soplica, a już zupełnie rzadziutko zdarzy mi się kupić buteleczkę budafoku. Wtedy jak dostanę premię” (str. 46).
Teraz wiadomo dlaczego Klubowicz Byczak przyniósł właśnie budafoka.
Wychyliliśmy po jednym za rozwój Klubu MOrd.

Nowe Książki – 1/2009

MOrd w mediach – recenzja z „Trzeciej  Sety” w „Nowych Książkach” (1/2009)

Informacje o działach Klubu MOrd pojawiają się nie tylko w prasie popularnej czy tygodnikach opinii. Oto w styczniowym numerze „Nowych Książek” mamy notę o „Trzeciej Secie” pióra Bartosza Kaliskiego.
„Nowe Książki” to miesięcznik poświęcony wnikliwym analizom prozy i poezji z sektoru kultury wysokiej. Nic dziwnego, że prędzej czy później coś o „Setach” musiało się pojawić na łamach tak wysublimowanego magazynu. Dodam tylko, że nota znalazła się w otoczeniu recenzji nowego dzieła Jacka Podsiadły oraz prozy Ignacego Karpowicza. Tym samym, siłą rzeczy, „Trzecia Seta” trafiła w rejony metafizyki.

 

TRZECIA SETA
czyli sto recenzji napisanych przez członków Klubu Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd. – Warszawa : Wydaw. MOrdownia „Wielki Sen”, 2008. – 373 s. : il. ; 21 cm. – (Broń Tej Serii). – Egz. 200 821.162.1 (091 )-312.4″ 1944/1989″(049.32)

Powieści milicyjne stanowiły szczególny rodzaj beletrystyki powstającej w PRL: realistyczne, choć niewątpliwie tendencyjne, artystycznie częstokroć mierne, językowo nieporadne – sprzedawały się, o dziwo, w masowych nakładach. Autorom zapewniały sowite honoraria, a czytelnikom rozrywkę, nieraz na niezłym poziomie. Przemycały też propagandowy, z konieczności prosty przekaz, korzystny dla wydawcy, czyli komunistycznego państwa – wizję dobrej władzy i skutecznego, a przy tym nieskazitelnego aparatu ścigania. Czy rzeczywiście miały moc perswazyjną? Nie wiadomo. W jakimś stopniu kształtowały gusta literackie wielomilionowej rzeszy odbiorców.
Trzeci wydany przez Klub Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd zbiór recenzji kryminałów dowodzi, że na tę literaturę zdegradowaną spojrzeć można świeżym okiem, dostrzegając w pozornie banalnych i przewidywalnych fabułach, nieudolnym sposobie prowadzenia akcji, opisach bohaterów i realiach codzienności zaskakujące aspekty kultury PRL. Książka ta to w istocie zbiór arcyciekawych antropologicznych miniesejów, zaskakujących rozmachem skojarzeń i interpretacji. Prekursorem badania „książek najgorszych” był oczywiście Stanisław Barańczak, natomiast pomysł serii narodził się w głowie prezesa klubu Grzegorza Cieleckiego. Wśród 100 omawianych i w większości zapomnianych pozycji znajdziemy powieści zarówno mistrzów gatunku, jak Jerzy Edigey, Barbara Gordon (której zadedykowano cały tom), Anna Kłodzińska, Maciej Słomczyński, jak i trzeciorzędnych wyrobników. Miało bowiem powieściopisarstwo milicyjno-bezpieczniackie swoje hierarchie. Trzecia seta pozwala je poznać. Do tomu dołączono m.in. fragment wspomnień Gordon, jej opowiadanie oraz studium literaturoznawcze na temat poetyki powieści milicyjnej.
Bartosz Kaliski

Polskie kryminały w obcych językch

Wielu polskich autorów zostało przetłumaczonych na języki obce. Prym prawdopodobnie wiedzie Jerzy Edigey, ale i Helena Sekuła ma kilka pozycji w języku czeskim które bez trudnu znajdziemy w Czeskiej Bibliotece Narodowej.

Prezentuję pozycję Edigeya, którą znalazłem w małomiasteczkowej bibliotece i prawdopodobnie byłem drugim czytelnikiem tej pozycji – „Il poliziotto è freddo” czyli naszej klasycznej „Zbrodni w południe” (Recenzja A.R., Recenzja E.H.). Ukazała się w 1974 w serii  wydawnictwa Longanesi. Giallo to kolor żółty i tak potocznie określa się we Włoszech kryminały od koloru ich okładek. Książka jest przetłumaczona chyba dobrze (nie czytałem w oryginale) choć tłumaczka popełniła kilka błędów jak „wartburg – samochód polskiej produkcji” i redakcja dołożyła swoje z „To wspaniała powieść, bestseller obszaru niemieckojęzycznego…”. Prawdopodobnie była tłumaczona z niemieckiego. Zachowane polskie realia, wiemy ile zarabia sprzedawczyni, ile inżynier, zakupy nosimy w siatkach i kupno samochodu to prawdziwe wyzwanie. Jest też o liście do Pierwszego Sekretarza, bez wymieniania jednak nazwiska tow. Gomułki (książka pisana przed Edwardem Jeżowłosym).

Czytało mi się bardzo przyjemnie, choć początek jest trochę zagadany, ale jak ruszyło to ruszyło!

Może Prezes rzuci hasło czynu społecznego i wyszukamy wszystkie „milicyjniaki” w innych językach?

 

Wigilia 2008 – Lotos

WIGILIA KLUBOWA 2008 W LOTOSIE

A było to tak…

Zeszliśmy się w stałym rozszerzonym gronie – od klubowego „betonu” poprzez członków pisujących okazjonalnie (lub bardzo okazjonalnie, jak niżej podpisany), do sympatyków, czyli tych, którzy nie napisali nigdy żadnej recenzji. Tych Prezes tradycyjnie opieprzył, tak po ojcowsku. Nie stało Remka, który bawił w ciepłych krajach.

Potem było tradycyjnie miło: Prezes mówił, robił zdjęcia, potem jeszcze trochę mówił. Opowiadał, namawiał, roztaczał, nawiązywał. Aktyw klubowy (i pasyw) słuchał, potakiwał, pił. Co do picia, niestety trzeba wyraźnie powiedzieć, że jakość wódki w Lotosie się pogorszyła. Chyba dolewają czegoś. Obsługa też nie okazywała gościom takiej atencji jak dawniej. Przy uiszczaniu rachunku trzeba było jak zwykle zachować czujność. Jak za PRLu znaczy się. Widać popularność nie wychodzi na dobre temu lokalowi – nic tak nie rozbestwia jak nie w pełni zasłużona „kultowość”.

No, ale w końcu nie dla konsumpcji tam byliśmy. Uczta intelektualna zaś jak zwykle była przednia. Tego wieczoru zrodził się pomysł napisania klubowego kryminału, którego osią będzie zabójstwo Prezesa. Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że projekt taki był realizowany swego czasu, ale nie przetrwał próby czasu. Cóż, może tym razem będzie lepiej. Poza tym Prezes opowiadał o planach wydawniczych na najbliższe miesiące, o najbliższych clubbingach (ja zaproponowałem mało znany Grochów). Około 23.00 rozeszliśmy się w ciemną noc.

Cóż jeszcze dodać – może to, że wieczór umilał (?) śpiew pracowników POLFA-Ożarów, świętujących przy stoliku nieopodal. Na rewersie (tzn. na plecach) każdy miał napisane WDUPIEMAMTO. Nie wiadomo co dokładnie, ale pomysł zabawny.

Maciek

Gazeta Wyborcza Łódź – 21 września 2008

Porozmawiajmy o powieściach milicyjnych

Rozmawiała Izabella Adamczewska

– Kobiece pisarki kryminałów zdetronizowały detektywa supermana. Bez siwej panny Marple nie byłoby detektywa Monka – mówi dr Iza Desperak*. Zainteresowani tematem mogą przyjść w poniedziałek o godz. 18 na spotkanie do księgarni Litera (ul. Nawrot 7)

Fot. Tomasz Stańczak / AG

Izabella Adamczewska: Skąd takie zainteresowanie Barbarą Gordon?

Iza Desperak: – Bo to niedoceniona wybitna pisarka. Przez lata była dziennikarką, mieszkała w Łodzi. Po wojnie przeprowadziła się do Warszawy, była rzecznikiem prasowym rządu. Kiedy jej mąż pisarz dostał zakaz publikowania, sama stała się autorką. Jej książki były tłumaczone na wiele języków. Mam egzemplarz po słowacku, podobno książkę znają nawet w Mongolii! Opowiadania Gordon były także inspiracją scenariusza serialu „07 zgłoś się”. Niestety, od lat nie wznawiają jej kryminałów. I teraz jeśli wpisze się do internetowej encyklopedii hasło Barbara Gordon, można przeczytać o amerykańskiej autorce romansów. A przecież w PRL-u była tak popularna, że Milicja Obywatelska poprosiła ją o napisanie książki na temat wampira ze Śląska. Powieść „Nieuchwytny” miała spowodować, że wampir wyjdzie wreszcie z ukrycia… Nawiasem mówiąc, głównym bohaterem „Nieuchwytnego” jest kobieta, która niechcący odkrywa rozwiązanie zagadki kryminalnej. Kobieta nienormatywna, która ma ponad 170 cm i nosi spodnie.

Czym się różnią kryminały kobiece od męskich?

– Trzy damy polskiego kryminału – Joanna Chmielewska, Hanna Sekuła i Barbara Gordon – mają coś, co można określić jako „kobiece pisanie”. Bo bohaterem kryminałów najpierw był superman. Dopiero potem pojawiła się panna Marple – starsza, siwa pani. Bez niej nie byłoby detektywa Monka. Jego fenomen wynika właśnie z kobiecego pisarstwa: detektyw nie musi być Sherlockiem Holmesem, może się mylić. Zanim zaczęłam recenzować powieści Barbary Gordon dla Klubu Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd, zanalizowałam rolę kobiet w kryminałach milicyjnych. Okazało się, że występują w trzech odmianach: albo są ofiarami morderstw, grabieży czy gwałtów, albo sekretarkami pułkowników, albo wychodzą za kapitanów. Ewentualnie pozostaje im rola kobiety szpiega, choć w niej niekoniecznie dobrze się sprawdzają, bo zawsze przecież mogą się zakochać…

Czytaj dalej „Gazeta Wyborcza Łódź – 21 września 2008”

Spotkanie telewizyjne u Prezesa – 2008

Gulasz, telewizor i dziwny gust Doktora Połtyki

Czwartkowe spotkanie w Kwaterze Głównej Klubu MOrd, czyli w apartamencie Prezesa, miało odbyć się z dwóch okazji:
Po pierwsze, finalizujemy prace nad słynnym już katalogiem „Serią po kryminałach”. Pozostała właściwie tylko kosmetyka. Klubowicz Bartek, jako człowiek dociekliwy, wypatrzył jeszcze trochę błędów i niedociągnięć, które trzeba poprawić.
Drugą okazją było nabycie przez Prezesa nowego telewizora o 32-calowym ekranie, na którym w trakcie spotkań klubowych będziemy oglądać nasze ulubione filmy.

Ponieważ znam niechęć Prezesa do gospodarstwa domowego, w drodze do Kwatery Głównej zahaczyłam o sklep spożywczy, w celu nabycia skromnej zakąski. Okazało się, że całkiem niepotrzebnie, bo Prezes zadbał, aby menu było smaczne i obfite.
Najpierw było danie gorące, czyli przepyszny gulasz, przygotowany osobiście przez Tatę Prezesa, który wyraził chęć wzięcia udziału w spotkaniu. Następnie podano przeróżne zakąski, których obfitość zrobiła na nas ogromne wrażenie. Do nabycia kilku z nich zainspirowała Prezesa recenzja książki „Czarny koń zabija nocą” pióra Klubowiczki Helleńskiej. Otóż nasza koleżanka Ewa w zakończeniu recenzji zastanawia się, czy możliwe jest, by doktor Połtyka zjadł rybę po grecku i nóżki wieprzowe w galarecie, popijając je pomarańczówką. Prezes postanowił sprawdzić to osobiście i zapewniam Cię, droga Ewo, że jest to możliwe.

Nóżki i rybę zamówił Prezes w zaprzyjaźnionej garmażerii, tylko z pomarańczówką był pewien kłopot, ponieważ okoliczne sklepy nie dysponowały takim alkoholem. Ale, jako człowiek z wyobraźnią, Prezes poradził sobie i z tym problemem i zaproponował nam dwie wersje tego napoju: tradycyjną żytniówkę z sokiem pomarańczowym oraz firmową „mandarynkówkę”, w której pływały nawet cząstki owoców (zeżarłam je osobiście, bardzo były smaczne). No i okazało się, że doktor Połtyka miał gust może trochę dziwny, ale nie niezwykły.
Innych napojów była również spora obfitość, a znając mój brak entuzjazmu dla mocnych alkoholi, Prezes nabył butelkę Kadarki, czym mnie ogromnie wzruszył. Przypomniał mi się bowiem pan Władek Huzik, który w swoim Pałacu Starej Książki zawsze obok fotela trzymał flaszkę Kadarki, popijał obficie i częstował ulubionych klientów, do których i ja miałam zaszczyt należeć. Nie ma już Pana Władka od ponad dwóch lat, Pałac Starej Książki już nie ten sam, ale sentyment do Kadarki pozostał.

Tak więc Prezes zapewnił rozkosze stołu, a o strawę duchową zadbał Klubowicz Bartek, przynosząc dwa świeżo nagrane stare polskie filmy: „Co jest w człowieku w środku” i „Historia współczesna”. Nie będę ich streszczać, bo zapewne niedługo obejrzymy je w szerszym klubowym gronie, ale mogę nadmienić, że oba są związane z milicją, mają wątki sensacyjne i znakomitą obsadę (m.in. filary „Stawki większej niż życie”). Nowy telewizor Prezesa doskonale spełnił swoje zadanie – na tak dużym ekranie wszystko widać znacznie lepiej.

W trakcie spotkania zaszczycił nas krótką wizytą Klubowicz Byczak, który spożył porcję nóżek, popił je herbatą (samochód) i udał się do domu. Wkrótce i my z Klubowiczem Bartkiem pożegnaliśmy się i udaliśmy się do własnych domów, uwożąc ze sobą przemiłe wspomnienia i smak nóżek wieprzowych w galarecie popijanych pomarańczówką.

Z klubowym pozdrowieniem
Anna Lewandowska

Klubowe Wieczory (5)

Nasze ostatnie klubowe spotkanie odbyło się 17 stycznia. Miało się zacząć o 18, ale umówmy się, że nasze spotkania nigdy nie zaczynają się punktualnie. Ja przyszłam pół po 6 i byłam pierwsza…

Bohaterem Wieczoru (BW) był Krystian Ziemski. Co prawda każdy z nas miał przeczytać jakąś jego książkę, ale udało się to nielicznym.

Na początku oglądaliśmy zdobycze Prezesa z Giełdy Książek. Wydaje mi się, że nasza Biblioteka wzbogaciła się o jakieś 100 książek. Rozradował nas także wielce dar starego Walczaka (przepraszam od razu p. Walczaka, być może nie jest on wcale stary, ale to zestawienie słów bardzo mi się podoba). Prezes twierdzi że większość z tych darowanych książek to prawdziwe ‘białe kruki’.

Czytaj dalej „Klubowe Wieczory (5)”