Mag Aleksander „Podwójna gra” – Pierwsza seta 59

  • Autor: Mag Aleksander
  • Tytuł: Podwójna gra
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07
  • Zeszyt nr 78
  • Rok wydania: 1975
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki
  • Broń tej serii: Pierwsza seta

Romantyczny dylemat utrwalacza z przypadku

„Podwójna gra” Aleksandra Maga wydana jako 78 zeszyt „Ewy” jest zaskoczeniem o tyle, że nie mamy tu do czynienia z kryminalna intrygą tylko utrzymaną w westernowej konwencji plakatową opowieścią o… utrwalaniu władzy ludowej.

Dla lepszego strawienia okraszonej wątkiem miłosnym. Oczywiście wyjaśnienie zagadki tej gatunkowej hybrydy znajduje się na przedniej stronie okładki opatrzonej hasłem „30 lat służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej”. To wszystko wyjaśnia. Aleksander Mag stanął przez zadaniem wypełnienia zamówienia społecznego czasów środkowego Gierka. Sprostał mu jednak zaledwie częściowo. Podjął ambitną, ale niestety chybioną próbę. Przede wszystkim nachalna teza o tym, że dobro i uczciwość są tylko po jednej stronie przeszkadza w czytaniu. Jest to po prostu specyficzny western propagandowy i tylko jako rzadkość gatunkowa godny jest naszej uwagi.

Fabuła jest prosta. Organizacja o nazwie Podziemna Armia Niepodległościowców (nie słyszałem nigdy o takim tworze, więc pewnie historical fiction) napada na prowincjonalne sklepy GS, targowiska, a nawet bank w Krakowie i „rekwiruje” pieniądze na cele niepodleglościowe właśnie. Sprawą zajmują się oczywiście dzielne organa bezpieczeństwa. O ile tych pierwszych znany choćby ze szkicowych opisów i pseudonimów, takich jak Orlik, Szrotka, Janosik, Cichy, to przedstawiciele SB są bezosobowi. Tworzą monolit składający się z bezimiennych bojowników słusznej sprawy: „Kapitan służby bezpieczeństwa zmagał się z telefonem.” (s. 2).

Walka oddziałów stanowi tło. Sedno zaś to działania Łuki, czyli zakonspirowanego przedstawiciela władzy w szeregach Niepodległościowców. Punkt ciężkości utworu to życie wewnętrzne Łuki sugerowane przez narratora. Oto bowiem Łuka się waha. Najpierw jest neutralny i nie chce się w nic angażować. Nie opowiada się po żadnej ze stron. Dopiero widząc co się dzieje (napad na targowisku) dojrzewa ideowo i zgadza się niebezpieczna misję, tytułową podwójną grę. Więc nie agitacja, nie deklaratywność, nie przekonywanie na siłę i przymuszanie, a samodzielny proces dochodzenia do wniosków, właściwych wniosków oczywiście. Łuka pogrywa tak jak sobie tego życzy narrator. Do tego dochodzi wątek liryczny. Okazuje się, że jednym z Niepodleglościowców jest Szarotka, urodziwa dziewczyna bliska sercu Łuki. I tu powstaje prawdziwy dylemat. Konieczność romantycznego wyboru między dwoma wartościami – zadanie dla ojczyzny, a miłość. A więc cel społeczny wersus  cel prywatny. Nic już dla Łuki nie jest takie oczywiste. Nic nie jest proste. Jak zawsze w takich sytuacjach bohater próbuje stanąć okrakiem na barykadzie, czyli wykonać zadanie i uchronić dziewczynę zachowując jej miłość. Czy to możliwe?

Spod fabuły wyzierają podstawowe tematy eschatologiczne – życie, miłość, śmierć. Kulminacja stanowi zwieńczenie ryzykownego planu polegającego na wyprowadzeniu oddziału z lasu. Dochodzi do strzelaniny. Jedni znajdują się w autobusie, drudzy na zewnątrz. Szarotka postanawia się poddać. Bierze białą chorągiewkę i wychodzi z ostrzeliwanego autobusu. I jest to piękna chwila od której zależy cały sens działań protagonistów. – Idź w kibini matieri” (s.37) – mówi do niej Ewir. Też zakochany, nieoczywisty adwersarz Łuki, szef oddziału. Jeszcze kilka sekund o coś się wydarzy. Strzelcy kładą palce na spustach. Terkoczą karabiny…

Warto zaznaczyć, że Wydawnictwo Iskry musiało mieć przejściowe trudności na odcinku dostaw papieru. Druk rozpoczyna się już od drugiej strony, natomiast ostatnia strona, poza zakończeniem utworu zawiera także stopkę. Takie były czasy. Teraz jest odwrotnie papieru ile dusza zapragnie, za to nakłady mikroskopijne. Hitem ubiegłego roku była nowa powieść autorki dla pań Katarzyny Grochali. Rozeszła się w łącznym nakładzie 90 tys. egzemplarzy, podczas gdy każda z brzegu „Ewa”, w tym omówiona powyżej miała 100 tys. a niektóre 150 tys. Nie są to wcale żadne rekordy nakładów powieści milicyjnej. W nakładach przekraczających 200 tys. tłuczono wiele tytułów serii Labirynt.