Edigey Jerzy – Czek dla białego gangu 60/2026

  • Autor: Edigey Jerzy
  • Tytuł: Czek dla białego gangu
  • Wydawnictwo: Iskry, Wielki Sen
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza, Seria z Warszawą (tom 11)
  • Rok wydania: 1963, 2010
  • Nakład: 30250, bd.
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Klubowa Księgarnia
LINK Recenzja Marka Malinowskiego
LINK Recenzja Grzegorza Cieleckiego
LINK Recenzja Tomasza Bujaka
LINK Recenzja Adama Sykuły

Na ulicy Agrykola w Warszawie dochodzi do zamachu na Zygmunta Kalinkowskiego, młodego sądowego aplikanta, który współpracuje z prokuratorem Jerzym Kurem przy sprawie „białego gangu”; sprawca ogłusza aplikanta i kradnie mu teczkę w której miał on akt oskarżenia i ostatni tom sprawy, ale przede wszystkim list z Wiednia, który upoważniał jego odbiorcę do pobrania z banku osiemdziesięciu tysięcy dolarów czyli po przeliczeniu jakichś ośmiu milionów złotych.

„Biały gang” zajmował się oszustwami przy handlu specjalistycznym cementem z austriackimi firmami budowlanymi; w tej chwili na wolności pozostaje już tylko księgowy za którym wystawione są listy gończe. Prokurator prosi komendanta głównego MO, by sprawę prowadził jego stary znajomy, major Stanisław Krzyżewski; major uważa, że głównym podejrzanym jest sam aplikant, który ze sprawcami napadu był w zmowie.

To jest pierwsza powieść Jerzego Edigeya wydana w formie książkowej – i to jest bardzo wyraźnie widoczne: książka jest surowa, drętwa i chwilami nieznośnie sztuczna. Nie ma tu właściwie nic, co na dłużej zapadłoby w pamięć, ani ciekawych dialogów, ani błyskotliwej intrygi, ani interesujących postaci; akcja po prostu się toczy, a personaliów czarnego bohatera dość trudno się domyślić. Parę ciekawych momentów w tej książce jednak jest – możemy się dowiedzieć, gdzie w Warszawie są domki fińskie; wiemy też jak wygląda polski kawior, ale już tego, kto to jest LEJKARZ musiałem trochę poszukać. Ciekawi mnie też inna rzecz: ojciec jednej z bohaterek pracuje „u Wedla” – czy tej sanacyjnej nazwy można było używać, kiedy oficjalna była inna? Zastanawia mnie też, czy autorowi coś się nie pomieszało w topografii Warszawy – aplikant Kalinkowski idąc ze swojego fińskiego domku do Alei Ujazdowskich przechodził „koło sali Gwardii, tam gdzie jest ta fabryka wody sodowej i gdzie dawniej była skocznia narciarska”. Można się też zastanawiać jaka jest kolejność pisania powieści przez Jerzego Edigeya: o majorze Krzyżewskim wiemy, że ma za sobą kilka udanych akcji, między innymi sprawa morderstwa, gdzie jedynym śladem był szkielet bez dwóch palców oraz ujęcie mordercy zwanego diabłem, który przychodzi w nocy – a tymczasem dwie „Ewy” opisujące te historie zostaną wydane dopiero za pięć lat.

I wielka szkoda, że zamiast pasjonować się tą intrygą wynajdujemy w niej rozmaite ciekawostki; na szczęście autor napisze jeszcze wiele lepszych książek, ale też i kilka gorszych. I dorzucę jeszcze kilka ciekawych rzeczy: powieść doczekała się swojej wersji prasowej w „Zielonym Sztandarze” i pod tytułem „Skradziony czek”, ale, co intrygujące, trzy lata po wydaniu książkowym – rzecz bardzo rzadko spotykana. Zagraniczne wydanie książkowe znalazłem, rzecz jasna, w Rosji i tylko tam – w 2022 roku wydawnictwo „Orion” z Niżnego Nowgorodu wydało ją jako „Чeк для Бeлoй бaнды” wraz z historią o Henryku Makarku oraz „Sprawą Niteckiego” i tym tomem zapoczątkowało druk dzieł zebranych Edigeya. Ale znalazłem też, że w 1964 i 1965 roku powieść tę drukowano w odcinkach w czterech węgierskich dziennikach jako „A csekk”; tu z kolei autor ma na imię Jorzy. A zainteresowanym podaję tytuły tych dzienników: „Tolna Megyei Népújság”, „Hajdú-Bihari Napló”, „Békés Megyei Népújság” i „Dunántúli Napló”. Zainteresowało to kogoś?