Ziętal Jerzy – Poker z zabójcą 52/2026

  • Autor: Ziętal Jerzy
  • Tytuł: Poker z zabójcą
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1990
  • Nakład: 80350
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Jarosława Kiereńskiego
LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

Połowiczny marynarz czyli jak porucznik Derkacz pod przykrywką działał

Był rok 1990. Skończył się PRL i kluczowe kryminalne serie wypuszczały swoje ostatnie tytuły kojarzące się z minionym ustrojem. „Poker z zabójcą” Jerzego Ziętala z KAWowskiej serii z Czerwoną Okładką to kryminał autora o którym ani wcześniej, ani później nie słyszano, książka ledwie przekroczyła 100 stron, a o wydanie jej pokusił się szczeciński oddział wydawnictwa. Wyglądało, jakby ktoś postanowił wyciągnąć ostatni maszynopis zalegający w redakcyjnej szafie. Słowem było to symboliczne domykanie serii.
Jak przystało na wydawcę akcja rozgrywa się w Szczecinie i okolicach. Porucznik Derkacz ma udać się na zasłużony urlop letni, ale przychodzi do niego major Jakubowski i Derkacz uznaje, że lepiej będzie wziąć na urlop zimą, bo jest nagła sprawa, czyli jak zwykle – stały element schematu powieści milicyjnej. Co ciekawe wszystko zaczyna się od anonimu o charakterze oczywiście donosu. Ktoś ma szmuglować na statku „Bogusław X” złote monety. Derkacz nie został wybrany do tej misji przypadkowo. Zdecydowała pięcioletnia przeszłość we flocie handlowej. Tak więc Derkacz mustruje się pod przykrywką i zaczyna węszyć. Jednocześnie na lądzie dochodzi do morderstwa. Pani Genowefa znajduje w lesie ciało mężczyzny i porzucony samochód. Zachodzi podejrzenie, że ciało mogło należeć bo niejakiego Kowalskiego Jana, krawca, ale także osobnika obrotnego, który w różne szemrane interesy wchodził. Z jego poprzednich działań, czyli jak jeszcze żył, dowiadujemy się, że miał nabyć dużą ilość złotych monet. Walory owe pojawiają się również we wspomnianym anonimie. a zatem pozostaje Ziętalowi powiazanie obu spraw. Idzie to wszystko rutynowo, siermiężnie, językowo dość drętwo i ogólnie niemrawo. Wszystkiemu pomagają przypadki oraz kolejny anonim. A wszak cała narracja mogła pójść zupełnie innym torem, mianowicie po linii włamań do delikatesów, desy i szczecińskich kiosków, co by dało okazję do bliższego przyjrzenia się miastu. A Szczecin to piękne miasto, gdzie miałem okazję być dwukrotnie, jak dotąd – wraz z Klubowiczem Ciasiem i Klubowiczem Duńskim. Autor uznał jednak zapewne, że brzmi to zbyt mało zachęcająco dla czytelnika. Ziętal podciąga fabułę pod finał i okazuje się że nie bardzo wie jak zakończyć. Zasypuje się czytelnika kolejnymi zwrotami akcji, mieszając w i tak już kulejącej logice i wyciągając kolejne asy z rękawa. Tytuł bowiem nie odnosi się do rozgrywki karcianej, tylko symbolicznie – do gry milicji z przestępcami. To nawet i lepiej, bo przecież o śmierci przy karkach to możemy sobie poczytać na przykład u Edigeya w „Nagłej śmierci kibica”. Na koniec autor dorzuca jeszcze wątek rzeszowski i sprawę kradzieży ikon. Biedni milicjanci muszą męczyć się wiele godzin w pociągu na jednej z najdłuższych relacji w Polsce. Natomiast czytelnik męczy się czytając „Poker z zabójca” o wiele krócej, bo to oczywiście lektura tylko dla zagorzałych admiratorów powieści milicyjnej.
Nie mamy pełnej wiedzy jak poszła dystrybucja 80 tys. egzemplarzy nakładu, ale chyba słabiej niż wcześniejszych kryminałów milicyjnych. Wraz z nową epoką zalała Polskę lawina kryminałów i sensacji z zachodu, z Alistairem Macleanem na czele. Może dlatego ktoś nabył mój obecny egzemplarz „Pokera z zabójcą” za 99 groszy (sic!) w hipermarkecie Geant. A zatem pod strzechy.