- Autor: Ziemski Krystyn
- Tytuł: Niewidzialne kręgi
- Wydawnictwo: KAW
- Seria: seria Czerwona Okładka
- Rok wydania: 1979
- Recenzent: Grzegorz Cielecki
LINK Recenzja Wiesława Kota
LINK Recenzja Andrzeja Smosarskiego
LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

Nieźleście sobie poradzili, poruczniku Korcz
Porucznika Andrzeja Korcza poznajemy w chwili, gdy jako świeżo upieczony oficer Milicji Obywatelskiej zostaje rzucony na głęboką wodę, czyli do Zaborowa, gdzie ma rozpocząć zaszczytną służbę pod majorem Ziębą, będącym tu od lat i, co oczywiste, mocno osadzonym w niewidzialnych kręgach lokalnych zależności i powiązań. Tak, mowa tu o kryminale Krystyna Ziemskiego „Niewidzialne kręgi”.
Książka została opublikowana w KAWowskiej serii z Czerwoną Okładką w roku 1979. Co ciekawe, w o rok wcześniejszym kryminale – „Tropami cieni”, gdzie kapitan Korcz wspomina ojca, gdyż kojarzy mu się z nim woda kolońska o zapachu lawendy – tej spółki autorskiej (Świątecka, Godziemski) Korcz jest kapitanem. Wygląda się na to, że publikacja miała charakter achronologiczny i kwestia ta wymaga bliższego zbadania (myślę, że Klubowicz Mariusz Młyński byłby tu potrzebny).
Porucznik ma obiecane mieszkanie, ale póki co przycupnął kątem w wynajętym pokoiku, w którym towarzyszy mu jedynie tapczan, krzesło, szafa, półka na książki i oleodruk o treści „smacznego”. Niestety nie wiemy, co Korcz czyta w wolnych chwilach. W zasadzie może to lepiej, bo jeszcze by go lektura odciągała od spraw służbowych, którym oddaje się całym sercem. I umysłem. A przeszkadza mu w tym córka gospodarzy, która upatrzyła sobie Korcza jako przyszłego męża i nie odpuszcza z umizgami. Korcz nie bardzo już wie, jak w kulturalny sposób dać odpór.
Tymczasem w Zaborowie miała niedawno miejsce tragedia. Nie dość, że pożar strawił magazyny z materiałami budowlanymi, pechowo tuz przed remanentem; to jeszcze w nie do końca logicznych okolicznościach poniósł śmierć kierownik budowy, Wróbel . Miał on pijany wejść do jeziora, uprzednio pozostawiwszy odzież w pobliskich kłujących krzakach. Poza tym znany był z tego, że nie pił. Jak to zrozumieć. Jeżeli dodamy do tego, że zaginęły pewne dokumenty związane z zawartością spalonych magazynów, to okazuje się, że można mieć jak najbardziej oczywiste podejrzenia, że co ś tu nie gra. Poza Korczem, podobnego zdania jest siostra ofiary. Natomiast miejscowi notable – prezesi, naczelnicy, kierownicy – słowem cała miejscowa sitwa nie rozumienie o co chodzi. Nawet major Zięba ma pretensje do Korcza, że ten działa zbyt samodzielnie. Oj, nie ma łatwo porucznik Korcz. A wszystko zdaje się wskazywać na kradzież wysokiej jakości klepki podłogowej i zamiany jej na gorszy asortyment. Słowem poważne nadużycia, W papierach wszystko niby się zgadza, a w rzeczywistości to już zdecydowanie nie. Ktoś dostaje urzędową nominacje dzięki znajomościom, ktoś z kolei etat z zjednoczenie, słowem ciąg wzajemnych uprzejmości, jak to w społeczności niedużej, gdzie wszyscy się znają lub choćby widza kto kim jest i co może. Korcz węszy wszędzie i zdobywa kolejnej elementy do skomplikowanej układanki. Lokalni możnowładcy chcąc go usidlić, a to obietnicą mieszkania (na okładce widzimy nawet domek z klocków lego – tej symboliki graficznej używali nagminnie Jan i Waldyna Fleischmannowie, etatowo produkujący okładki w tej serii kryminalnej), a to sugerowaniem, że taka jedna byłaby chętna pokręcić się w kuchni tegoż mieszkania. Korcz jednak bezczelnie bije w układ i bierze się za przesłuchania. Zaczyna od magazynierów:
„- Karany? – Korcz podnosi głowę znad wypełnianego arkusza. Duś zacina usta. Zmarszczka na czole pogłębia się. – Za co? Ironiczny uśmiech i ironia w głosie. – Niby to pan nie wie, za co? Jestem kryminalista. Notowany . Za kradzież worka z cementem. Dostałem rok z zawieszeniem”
Porucznik narusza niewidzialne struktury miasteczka. Czyżby dlatego musiał zginąć niejaki Kiciński, który rzekomo po pijaku spadł ze schodów? Nie brakuje też skandali obyczajowych. Na jaw wychodzi, że Ziachówna z Ligi Kobiet , co to była z zaręczona z sołtysem, w międzyczasie spędzała czas w motelu „Pod Sosnami”, z dyrektorem technicznym Walickim. I ten fakt Korcza by nie interesował, gdyby Walicki nie zeznawał, że miał być w tym czasie gdzie indziej. A on chciał tylko na chwilę oderwać się od codzienności: „Panie poruczniku, to są takie normalne męskie sprawy. Proszę o dyskrecję. Chodzi o kobietę. O spokój domowego ogniska. Sam pan rozumie, że czasem trzeba się dla odświeżenia oderwać od rodziny”. Korcz chyba nie może rozumieć, wszak nie ma rodziny. Ale jesteśmy pewni, że gdyby miał, to nie chciałby się od niej odrywać. Dzieje się zatem dużo, akcja obejmuje kolejne osoby, ale budowana jest logicznie i wartko. „Niewidzialne kręgi” to niewątpliwie jedna z lepszych pozycji Krystyna Ziemskiego, a także ciekawy obraz małomiasteczkowych stosunków społecznych za czasów późnego Gierka. Zresztą za wczesnego Gierka działo się podobnie. Wystarczy zajrzeć do kryminału Andrzeja Zbycha (jak raz też spółka autorska – Safjan i Szypulski) „Strach”. Tam, w Dębnikach, też mieliśmy dziwną śmierć pracownika zakładów budowalnych, który badał dokumenty. I tam także one zaginęły. Tak to się działo w czasach wszelakich niedoborów. Natomiast, co się tyczy natury ludzkiej, to jest ona zasadniczo niezmienna.
