Zeydler-Zborowski Zygmunt – Nieudany urlop majora Downara 21/2026

  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
  • Tytuł: Nieudany urlop majora Downara
  • Wydawnictwo: Dziennik Łódzki, Wielki Sen
  • Seria: Seria z Warszawą (tom 6)
  • Rok wydania: 1969, 2009
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Klubowa Księgarnia
LINK Recenzja Anny Lewandowskiej

Majorowi Downarowi nie jest dane spędzić spokojnego urlopu w Sopocie – w pensjonacie, w którym chciał oderwać się od kryminalnych spraw, zostaje zamordowana Halszka Skoczyńska, żona sławnego profesora archeologii. Kapitan Michał Sarnecki z Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku prosi Downara o pomoc; major początkowo kręci nosem, ale szybko wciąga się w sprawę („Największy feler jest w tym, że mnie ta historia zaczyna naprawdę interesować.

Jesteśmy trochę jak nałogowi gracze. Dopóki nie zaczniemy, to wszystko w porządku, ale z chwilą kiedy bezpośrednio stykamy się z zagadką kryminalną…”). Małżeństwu Skoczyńskich nie układa się dobrze: profesor romansuje z Sabiną Wołczewską, turystką z Warszawy, a jego żona, która nie chce się zgodzić na rozwód, jest widziana na plaży w towarzystwie pana Ternera, znanego reżysera.

Wkrótce w hotelu w Gdańsku zostaje znaleziona martwa Olga Terner, żona reżysera; kobieta jest zamordowana w taki sam sposób jak Halszka Skoczyńska. Downar w jej pasie do pończoch znajduje wszyte półtora tysiąca dolarów, a w torebce bilet na statek do Nowego Jorku; z kolei w jej bagażu w dworcowej przechowalni jest męski ortalionowy płaszcz, w kieszeni którego jest kartka z nutami. Major jest przekonany, że gdzieś słyszał melodię zapisaną tymi nutami; okazuje się, że to właśnie ona jest kluczem do rozwiązania sprawy, której „ślady prowadzą w przeszłość”.

Na swoją książkową premierę ta powieść musiała czekać prawie czterdzieści lat – i zawsze zastanawiałem się, dlaczego tak wiele powieści autora istniało przez tak długi czas tylko w wersji gazetowej. Wydaje mi się, że mogła o tym decydować ich pospolita słabość i nierówność – na przykład ta książka to dwie powieści w jednej: część pierwsza, „trójmiejska”, to niemalże stenogram – Downar pyta, ludzie odpowiadają (swoją drogą zadałem sobie trochę trudu i policzyłem, że na pierwszych sześćdziesięciu stronach tekstu major zadaje 312 pytań!), postacie są nijakie, a sceneria ogranicza się do minimum: Sopot do jakiegoś pensjonatu, Gdańsk do jakiegoś hotelu, a Gdynia do plaży w Orłowie. A po powrocie majora do Warszawy mamy część drugą: pojawiają się normalne dialogi i charakterystyczne postacie, a miejsce akcji wygląda jak normalne miasto z rzeczywistymi ulicami i lokalami, a nie jak coś oderwanego od rzeczywistości.

A sama intryga jest typowa dla autora czyli trochę niefrasobliwa, trochę chaotyczna, ale w sumie nie najgorsza; myślę jednak, że szybko wyleci ona z mojej głowy, bo nie ma tu nic nadzwyczajnego – dwa morderstwa, śledztwo, wykrycie sprawcy i szlus. Jest tu parę ciekawostek dla varsavianistów – Sabina Wołczewska mówi do Downara: „Wolałabym pojechać tam, gdzie dają kaczki pieczone. Był pan kiedy w prywatnej knajpce przy Kamiennych Schodkach?”. Google Maps naprowadziło mnie na ten lokal, w którego menu znalazłem kaczkę po polsku podawaną z grzankami i żurawiną, a i też na same schody; mógłby to być więc jeden z elementów „warszawskiego szlaku im. Downara”. Jest też pewna prawda czasu: w okolicach dworca Warszawa Wschodnia „anemiczny blask rzadko ustawionych latarń padał na zmęczone, smutne twarze” – no cóż, w 1967 roku naród mógł się czuć zmęczony, a i cieszyć się nie było z czego, ale dziwne, że cenzura tego nie wyłapała. A może miała nie wyłapać? To już jest temat na jakąś osobną dyskusję, bo sama powieść większych emocji, przynajmniej moich, nie wzbudza – ot, po prostu jedna z pozycji w bibliografii ZZZ.