- Autor: Kowalewski Stanisław
- Tytuł: Nie ma ceny na miód akacjowy
- Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
- Seria: Klub Siedmiu Przygód
- Rok wydania: 1973
- Nakład: 30277
- Recenzent: Robert Żebrowski

Mądry człowiek mówi mało słów
Do tej pory zrecenzowałem dwie pozycje Stanisława Kowalewskiego, do tego obie o tym samym tytule: „Kiedy mija noc”. Są one do siebie podobne, ale jednak się różnią. Recenzowana powieść liczy 171 stron, a cena okładkowa to 12 zł. Po przeczytaniu tej książki stwierdziłem, że jej okładka jest fenomenalna. Wszystko, co ważne, jest na niej ujęte. Szkoda tylko, że liście są takie do akacjowych niepodobne. Odnośnie miodu, to nie pamiętam, czy jadłem akacjowy. Na pewno jednak miałem do czynienia z akacją, a konkretnie z jej liśćmi. Jako dzieciak rwałem je dla królików, które je wprost uwielbiały.
Akcja toczy się w Polsce, gdzieś nad jeziorem, na przełomie lat 60. i 70.
Przemek wraz z rodzicami przyjechał z Warszawy do leśniczówki na wakacje. Nad jeziorem poznał rówieśnicę Alicję, pochodzącą z Wrocławia. Nastolatkowie poczuli do siebie sympatię i razem spędzali większość czasu. Któregoś dnia gruchnęła wiadomość, że nocą z miejscowej cerkwi starowierców (odłam prawosławia) skradziono kilkanaście zabytkowych ikon, z których najcenniejsza była ta, która przedstawiała Mikołaja Cudotwórcę. Sprawca lub sprawcy dostali się do wnętrza przez niezamknięte – jak się okazało – okno. Przestępstwo ujawniła kościelna – babka Jewdokia, milicję zaś powiadomił batiuszka (słowo pop na określenie duchownego prawosławnego jest obraźliwe, tak jak klecha dla księdza katolickiego). Przemek poprzedniego dnia widział w sumie cztery osoby zainteresowane cerkiewką: jakiegoś włóczęgę, który przyglądał się jej z zewnątrz oraz trzy poważnie wyglądające, którym wyrażono zgodę na obejrzenie jej od wewnątrz. Ci ostatni przyjechali samochodem marki Taunus nr rej. WR 99-77 [Warszawa Mokotów]. Co ciekawe, taki sam samochód widział Przemek w noc włamania, kiedy to wyglądał przez okno. Postanowił on, z pomocą Alicji, przeprowadzić prywatne dochodzenie.
Książka ta klimatem trochę przypomina mi „Szaleństwo Majki Skowron”. Ponadto i w tej, i w tamtej, zbyt dużo było – jak dla mnie – takich nijakich chłopięco-dziewczęcych gadek.
Poza wątkiem kryminalnym i obyczajowym, mamy też kwestie związane z mniejszością religijną, malarstwem i przyrodą. Sprawę kradzieży ikon udało się wykryć tylko dzięki informacjom od Przemka. Miód akacjowy był dla niego prezentem od wdzięcznych parafian. Wydaje mi się, że gdyby powieść tę zekranizowano, to powstałby całkiem fajny film, lepszy od książki, która jest po prostu przeciętna.
PRL-ogizmy: samochody: Polski Fiat (125p., produkowany od roku 1967), Warszawa, Syrena, Nysa i Ford Taunus, wczasy w Bułgarii, kawa „Marago”, herbata „Ulung”, serial „Bonanza”, teatr „Kobra”.
