- Autor: Korkozowicz Kazimierz
- Tytuł: Będę zamordowana
- Wydawnictwo: Czytelnik
- Seria: Z jamnikiem
- Rok wydania: 1970
- Nakład: 80280
- Recenzent: Grzegorz Cielecki
LINK Recenzja Katarzyny Piwowarczyk-Atys
LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego
LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

W oczekiwaniu na morderstwo
Kazimierz Korkozowicz umie skonstruować kryminalną fabułę, wie jak stopniować napięcie, a ponadto umiejętnie prowadzi grę z czytelnikiem. I to wszystko w dużej mierze przy użyciu schematów powieści milicyjnej. Spora sztuka. Dowodzi jej w powieści „Będę zamordowana”.
Powieść ukazała się u progu epoki gierkowskiej (1970), ale równie dobrze pasowałaby do międzywojnia, jak i czasów współczesnych. Jest to bowiem kryminał uniwersalny, w zasadzie bez konkretnego osadzenia czasowego, co bardzo rzadkie w gatunku milicyjnym. Oto zostaje otruty profesor Skoroń, który wraz z córką Justyną prowadził badania związane z promieniowaniem. Ich wynik miałby doprowadzić do uzyskania specjalnej emulsji. Przedmioty nią pokryte nie będą możliwe do sfotografowania. Brzmi fantastycznie, ale przecież nie od dziś wiemy z kryminałów milicyjnych, że polska myśl techniczna cieszyła się ogromnym zainteresowaniem obcych wywiadów, szczególnie jednego wywiadu. Nie udało się wykraść dokumentacji badań, więc zamordowanie profesora istotnie wpłynęła na obniżenie obronności kraju. Całe szczęście wątek szpiegowski nie bierze góry. Narracja ogniskuje się wokół córki profesora, której też grozi śmierć. Może ona przecież, o zgrozo, doprowadzić badania do końca. Pani Justyna zostaje ona zatem oddelegowana do nadmorskiego ośrodka „Złota Pani”, gdzie pod cichą ochroną milicji ma czyhać na mordercę. Winien być to jeden z kilkorga wczasowiczów. Tyle wiemy. Przyglądamy się zatem wszystkim po kolei. Może to pan Wojski, może pan Łukasz, może pan Deresz, może pan Ulmer, pan Tarski, a może któraś z pań? Cholera wie, gdyż autor bardzo umiejętnie myli tropy, wrzuca kolejne sugestie. Nad całością sprawy czuwa porucznik Janicki.
Narracja prowadzona jest dwutorowo, gdy Justyna prowadzi sekretny dziennik. A zatem przyglądamy się także jej oczami rozwojowi wydarzeń. Kilku panów usiłuje zbliżyć się do córki profesora Skoronia. Pierwszym jest niejaki Emil Sudra, ale wszystko wskazuje na to, że to lebiega nieudacznik, raczej bez szans. Inni mężczyźni z pensjonatu patrząc z chwilową zazdrością na umizgi Sudry określają go jako lebiegę i ciapciaka. No bo czym może zaimponować pracownik działu zaopatrzenia w FSO. Choć warto wiedzieć, że za Gierka była to bardzo silna grupa zawodowa zaludniająca w czasie delegacji hotele całego kraju. To o nich pisał sam Janusz Głowacki: „dziwki, taksówkarze i zaopatrzeniowcy”. Być może ważna jest tu kolejność wymieniania.
Kolejnym jest wspomniany Deresz, który chce wykorzystać wieczorny spacer: „-Czego miałabym się bać?- udałam zdziwienie.-Kobiety na ogół nie lubią samotności po ciemku – rzucił dwuznacznie. – Mnie to nie dotyczy – odparłam ozięble”. Deresza zastąpił szybko Robert Molski, jeszcze kolega z Warszawy. Ten to wręcz próbuje iść na całość, gdyż: „Leżąc tuż przy mnie zatopił spojrzenie w moich oczach. (…) Pocałunek trwał długo. Przerwałam go wówczas, gdy dłoń Roberta stała się zbyt śmiała”. Niestety w tym momencie następuje koniec podrozdziału. Jak widzimy w pensjonacie wiele się dzieje a narracja prowadona jest lekko i przypomina powiew morskiej bryzy. Korkozowicz świetnie sobie radzi z meandrami narracji opisując relacje zamkniętego kręgu osób i to jest głóna zaleta książki, gdyż wielu autorów grzęźnie w podobnych sytuacjach nie dając rady utrzymać ani tempa, ani napięcia. Tymczasem „Będę zamordowana” to niewątpliwe pierwsza liga. I nie jestem w tej ocenie odosobniony. Jako pierwsza chwaliła Klubowiczka Katarzyna Piwowawczyk, a następnie Klubowicz Mariusz Młyński i Klubowicz Robert Żebrowski, słowem same klubowe tuzy.
Książkę czyta się świetnie a obecność milicji jest tu w dużej mierze poboczna, a także nieco, by tak ująć, zawoalowana. I to jest też nietypowe dla gatunku. Wszystko zgodnie regułą: jak najmniej milicji w powieści milicyjnej. Jak najmniej realiów, na rzecz zagadki, intrygi i umiejętnie budowanej atmosfery. Kazimierz Korkozowicz ma w dorobku rozmaite utwory, poza kryminałami pisał powieści historyczne. Gdyby się bardziej skupił na kryminałach na pewno dziś byłby wymieniany jednym tchem – obok Jerzego Edigeya, Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, czy Anny Kłodzińskiej. Na pewno jakościowo im nie ustępuje, a w wypadku „Będę zamordowana”, uważam, że nawet przewyższa. Po wielu rutunowych i powtarzalnych milicyjniakach, gdzie autorzy skupiają się na procedurze dochodzenia i ukazywaniu trudu służby, ten jest powiewem świeżości.
