- Autor: Krupiński Władysław
- Tytuł: Zachłanność mordercy
- Wydawnictwo: KAW
- Seria: seria Czerwona Okładka
- Rok wydania: 1976, 1978
- Nakład: 100260
- Recenzent: Mariusz Młyński
LINK Recenzja Jana Bielickiego
LINK Recenzja Iwony Mejzy
LINK Recenzja Grzegorza Cieleckiego

Halina Romańska zgłasza na komendę milicji w Radomiu zaginięcie matki, Izabeli. W mieszkaniu zaginionej na stole stoi wazon z niebieskimi goździkami; jej sąsiadka twierdzi, że przed trzema dniami kobieta odjechała po północy trabantem z jakimś mężczyzną.
Prowadzący dochodzenie porucznik Marcin Brzeski zatrzymuje właściciela trabanta, który kupował goździki u prywatnego ogrodnika; mężczyzna twierdzi jednak, że kwiaty kupił dla kochanki, a samochód z goździkami w środku mu skradziono. Wkrótce milicja znajduje w przyległym do miasta lasku zakopane zwłoki kobiety; w jej torebce jest dowód osobisty Izabeli Romańskiej ale denatka nie jest zaginioną kobietą.
Tymczasem morderca czyta w popołudniówce o odkopanych zwłokach; postanawia więc zlikwidować prywatnego ogrodnika, który widział go wjeżdżającego trabantem do lasu ze znalezioną przez milicję kobietą. Wkrótce okazuje się, że ogrodnik cały swój majątek zapisał w testamencie Monice Jasieńskiej, zaginionej po wojnie przyjaciółce z którą ma córkę Halinę; wiele więc wskazuje na to, że Izabela Romańska jest przybraną matką Haliny. Sprawa jest na tyle poważna, że przejmuje ją Komenda Główna MO; do Radomia przybywa pułkownik Jankowski wraz z kapitanem Mirskim.
Muszę przyznać, że dawno nie czytałem tak żenująco głupkowatego kryminału; pułkownik Krupka musiał dość nisko oceniać swoich czytelników, skoro uznał, że można im wcisnąć takie dyrdymały. Ale, co gorsza, mam takie przykre wrażenie, że autor, może świadomie, a może nieświadomie, dokonał tu swoistego podziału społeczeństwa. Na najniższym szczeblu tej drabiny znajduje się tytułowy, zachłanny morderca – Krupka tak bardzo chce go nam zohydzić, że popełnia elementarne błędy: morderca nie gasi w pomieszczeniu światła, żeby na kontakcie nie zostawić odcisków – ale jednocześnie zostawia w plecach ofiary wbity bagnet; swoją drogą, co milicja zrobiła z tym bagnetem? Nie wiemy. O tym, że na miejscu zbrodni morderca gubi fajkę i po stwierdzeniu tego faktu się tym specjalnie nie martwi, bo denat sam miał kolekcję fajek i pewnie milicja ich od siebie nie odróżni, to już nawet nie ma co wspominać.
Na wyższym szczeblu drabiny znajduje się właściciel trabanta – ktoś mu ukradł samochód, ale on się tym specjalnie nie martwi; zresztą nie pierwszy raz ktoś sobie tego trabanta pożyczył i następnego dnia zwrócił. Milicjanci patrzą na to dość pobłażliwie, ale ja nie okazuję autorowi pobłażliwości, tylko uśmiecham się z zażenowaniem. Na następnym szczeblu widzimy milicjantów: co prawda popełniają elementarne błędy czyli znalezionej fajki nie oddają do analizy, ale to drobiazg; po prostu śledztwo potoczyło się trochę dłużej – ale za to widząc w notesie dwie kolumny cyfr od razu wiedzą, że są to numery banknotów. A na najwyższym szczeblu znajduje się pułkownik z Komendy Głównej, który przejmuje dowodzenie śledztwem – przecież w radomskim grajdołku nie ma nikogo godnego jego prowadzenia i na odsiecz musi przybyć sam pułkownik, który niczym marszałek Gieorgij Żukow stoi na spiżowym pomniku, przyjmuje od podwładnych meldunki i wskazuje właściwe kierunki śledztwa. Ale potrafi też odezwać się do kapitana po imieniu, co robi rzadko i co świadczy o dużym wzruszeniu – no, nie ma co, po prostu ludzki pan.
Jest jeszcze kilka pozostawionych samemu sobie zagadek – morderca mówi, że zabił Izabelę Romańską, ale co zrobił z jej ciałem? Nie wiemy – ale przecież skoro nie ma ciała, to nie ma sprawy. Jak w torebce odkopanej kobiety znalazł się dowód osobisty Izabeli? Chyba morderca chciał wprowadzić milicję w błąd, ale pewni nie jesteśmy. Po co w notesie właściciela trabanta znalazł się adres Haliny Romańskiej? Tego też nie wiemy. Ale za to wiemy, że „w gabinecie zebrał się kolektyw wydziału operacyjnego. Celem narady było dokonanie podsumowania dotychczasowych wyników śledztwa oraz wytyczenie planu dalszego działania. Całość dotychczasowych ustaleń zreferował porucznik Brzeski i on też wysunął propozycję przeszukania terenu miasta i okolicy. Nad całością tych prac nadzór powierzono kierownikowi sekcji poszukiwań”. Czy ktoś, towarzysze, ma coś do dodania?
