- Autor: Czerniawski Czesław
- Tytuł: Nie wychodź na pokład po zmroku
- Wydawnictwo: KAW
- Seria: Różowa okładka
- Rok wydania: 1988
- Nakład: 50.000 egz.
- Recenzent: Grzegorz Cielecki
LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego
LINK Recenzja Rafała Dajbora

Strzeż się „czarnych błyskawic”
„Nie wychodź na pokład po zmroku” to trzeci i ostatni kryminał z kapitanem milicji Antonim Dolińskim w roli głównej. Głównej, gdyż jest to oficer specyficzny, co już wiele razy podkreślali inni badacze jego kariery, o dużym poziomie autorefleksji i można nawet powiedzieć, że sprawy kryminalne rozwiązywane przez Dolińskiego pozostają w tle za jego, postawnej zresztą osoby. Książka ukazała się w roku 1988, czyli tym samym, w którym zmarł autor. Druk powieści ukończono w lutym, zaś Czesław Czerniawski zmarł 15 czerwca. A zatem zapewne zdążył mieć w ręku swoje ostatnie dzieło.
Tym razem kapitan Doliński opuszcza swój rodzinny Szczecin i udaje się do długi rejs. Czyni to podczas urlopu, a misja kapitana, to odbiór syna, przebywającego w Lagos i będącego w trakcie rekonwalescencji po wypadku. Syn, ku zdziwieniu kapitana, został bowiem marynarzem. Doliński pragnie w trakcie rejsu odpoczywać czytać kryminały (szczególnie lubił Simenona, może dlatego że sam nieco przypominał komisarza Maigret) i spokojnie sączyć kolejne porcje piwa. Choć i czystą wychylić się zdarzało, ale trzeba zaznaczyć, poza tymi dwoma trunkami Doliński nie uznawał innych alkoholi. Poddaje to pod wątpliwość tezę, że kapitan był alkoholikiem. Jeżeli już, to był co najwyżej pijakiem, no a może tylko piwoszem. Przytoczmy na tę okoliczność kilka stosownych cytatów: „Antoni Doliński nie miał nic przeciwko wódce. Zresztą, poza piwem i czystą, najlepiej żytnią, nie uznawał żadnego innego alkoholu. Nie lubił jednak pić tak, jak w tej chwili, ze szklanki, wielką ilość od razu. Przemógł się jednak i wypił”; „A potem rozsiądzie się w fotelu, w dobrze ogrzanej kabinie i otworzy flaszkę wyśmienitego żywca”; „-Dziękuje – odpowiedział. – Nie piję – Naprawdę? – To znaczy nie piję.. tego (mowa w whisky – przyp. mój) – A co pan lubi? – Tylko czystą. Najlepiej żytnią. I dlatego tu wpadłem. Podobno można u pana…”. Takich alkoholowych wtrętów jest tu bez liku i faktycznie dalece przekraczamy milicyjną średnią. Ale czy to o czymś świadczy?
W trakcie rejsu poznajemy grupę pasażerów i załogę: kapitan, radiowiec, smarownik, bosman pan Gamratek, pani Iza, pani Maria oraz kilka innych postaci. Czas płynie spokojnie i przez spora część książki autor opisuje życie za statku i relacje między postaciami. Potem dochodzi do wypadku. Jeden z marynarzy zostaje znaleziony martwy. Nie wiadomo, czy sam rozbił sobie śmiertelnie głowę, czy też ktoś drugi uczestniczył w tym wydarzeniu. Do Dolińskiego dociera też anonim napisany na nekrologu wyciętym z gazety. Jego treść to zarazem tytuł książki – „Nie wychodź na pokład po zmroku”. Mimo tych ekstrawagancji rejs trwa nadal i wszyscy, w miarę możliwości korzystają z uciech życia, podczas zawijania do kolejnych portów. Taka to na przykład pani Pastuszek zostaje przyłapana podczas intymnej sytuacji z Murzynem, w swojej kabinie. Pewna swoboda obyczajowa udziela się także płci przeciwnej, a to za sprawą „czarnych błyskawic”, czyli urodziwych mewek z Douali. Są jednak konsekwencje, o których wspomina drugi oficer: „- Wiadomą rzeczą jest, że na każdym statku wychodzącym z tego portu wysoce wzrasta wskaźnik zachorowalności na choroby weneryczne. Wśród pasażerów także”.
Tak więc obyczajowo i załoga, i pasażerowie rozhulali się, że w zasadzie gdzie tu kryminał? I nagle dostajemy niczym obuchem w łeb, bo następuje kanonada morderstw. Naliczyłem trzy trupy. Jeszcze chwila i morderca sam by się zdradził, bo zostałby jedynym podejrzanym. „Nie wychodź na pokład po zmroku” to oczywiście konstrukcyjnie schemat wyspy, czyli zbrodnia w zamkniętym kręgu osób. Autor daleki jest od kunsztownego cyzelowania, ale też nie brak narracyjnej swady, co zdecydowanie warto docenić i dlatego szkoła, że Czesław Czerniawski nie dał nam więcej powieści z kapitanem Dolińskim. Musza wystarczyć nam trzy (poza omawianą, „Jak tylko wróci z morza” oraz „Ta cholerna mgła”). Znajdujemy zresztą w tej ostatniej motywy intertekstualne. Bo oto trafiamy na takie zdanie: „Widzicie też, w jaką cholerną mgłę wlazł nasz statek”.
„Nie wychodź na pokład po zmroku” to niewątpliwe najlepsza z powieści kryminalnych autora. Bardziej niż dwie poprzednie, utrzymana jest w nieco gawędziarskim stylu, co rzadkie w gatunku milicyjnym. A i aspekt poznawczy nie został zaniedbany, bo o „czarnych błyskawicach” nigdy wcześniej nie słyszałem. Uczymy się każdego dania.
Książka został wydana przez szczeciński odział KAWu. Niestety słabe klejenie i lichy papier powodują bezpowrotną degradację egzemplarza w trakcie lektury. Mój poszedł w rozsypkę. Całe szczęście na zdalnym rynku wtórnym widzę kilka przyzwoitych, w cenie od niecałych 4 do 7 złotych.
