Zeydler-Zborowski Zygmunt – Czwarty klucz 78/2026

  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
  • Tytuł: Czwarty klucz
  • Wydawnictwo: Wielki sen
  • Seria: seria z Warszawą (tom 4)
  • Rok wydania: 2009
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Klubowa Księgarnia
LINK Recenzja Marka Malinowskiego
LINK Recenzja Marzeny Pustułki
LINK Recenzja Wiesława Kota

Lekarka Magdalena Wysznacka po kilku latach pobytu w Egipcie i Algierii wraca do Polski i następnego dnia zostaje zasztyletowana we własnym mieszkaniu.

W Afryce Wysznacka zakochała się w Piotrze Szczerbińskim, pilocie samolotów sanitarnych, który zerwał dla niej związek z dziennikarką Joanną Markowską. Śledztwo prowadzi kapitan Antoni Grabicki, „z zawodu milicjant, z zamiłowania zielarz”, który jest już o krok od emerytury, ale przed odejściem chciałby jeszcze dokonać czegoś znacznego. Dochodzenie idzie opornie, gdyż Grabicki nie może znaleźć motywów morderstwa.

Wkrótce we własnym mieszkaniu zostaje zamordowany Piotr Szczerbiński; nad jego ciałem stoi Joanna Markowska trzymająca w ręku brązową statuetkę lotnika, którą rozbito głowę denata i w związku z tym kobieta zostaje aresztowana. Oględziny wykazują, że do zamka w drzwiach mieszkania Szczerbińskiego ktoś dorabiał klucz; kapitan Grabicki nie wierzy więc w winę Markowskiej i uważa, że rozwiązania sprawy należy szukać w Algierii.

„Czwartym kluczem” zapoczątkowano w 2009 roku publikowanie powieści ZZZ nie wydanych w wersji książkowej, a drukowanych tylko w prasie – i okazuje się, że na takie wydania musiała czekać niemal połowa bibliografii autora! Dlaczego tak się stało? Myślę, że czasami decydowała o tym pospolita słabość czy wtórność; nie wiem jednak, co sprawiło, że tę powieść wydano dopiero po niemal trzydziestu latach, bo nie jest zła – akcja jest odpowiednio zawiła, autor umiejętnie podsuwa nam mylne tropy, intryga jest dość wiarygodna i mało naciągana. Przyznam jednak, że postać kapitana Grabickiego mnie nie zachwyciła – jest jakiś taki ciapowaty i mało charyzmatyczny jak na milicjanta za chwilę odchodzącego na emeryturę i nawet Joanna Markowska mówi o nim: „Zrobił pan na mnie wrażenie prowincjonalnego proboszcza” (swoją drogą, bardzo podobnie oceniano zwykle kapitana Walczaka, przyjaciela majora Downara). Pozostałe postacie są o wiele ciekawsze – mój faworyt to Ali Sehim Tahelen, biznesmen z Algieru, u którego „szlachetne rysy syna pustyni utonęły w nadmiarze tkanki tłuszczowej”. Jest też trochę realiów 1981 roku: jeden z bohaterów stwierdza, że „do kina na jakiś możliwy film nie można się było dostać” (czy dziś ktoś może sobie wyobrazić koników stojących przed kinami? Bo ja pamiętam); najciekawszy wydaje mi się jednak dialog: „–Wypiłem trzy herbaty, tak mnie paliło po śledziu. – Gdzie pan dostał śledzie? – Ach, to moja ciotka zdobywa takie specjały. Ma prawdziwy talent do wynajdywania miejsc, w których można dostać atrakcyjne towary” – dla czytelników 50+ to jest przypomnienie, a dla młodszych egzotyka. Jako całość książka broni się więc dość skutecznie; nie jest to jakieś literackie arcydzieło tylko pospolite kryminalne rzemiosło – przekartkować więc w pociągu można, krzywdy nie zrobi.