Earl Derr Biggers – Dom bez klucza 146/2025

  • Autor: Earl Derr Biggers
  • Tytuł: Dom bez klucza
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo LTW
  • Seria: Charlie Chan (tom 1)
  • Rok wydania: 2009
  • Przekład: Kazimierz Bukowski
  • Recenzent: Mariusz Młyński

W 2025 roku obchodzimy bardzo okrągłą, bo setną rocznicę ukazania się „Domu bez klucza”, pierwszej książki w której jednym z bohaterów jest sierżant Charlie Chan, detektyw policji z Honolulu. Niestety, powieść nie wnosi niczego szczególnie odkrywczego, a nawet można powiedzieć, że jest trochę nijaka; sama zaś postać Charliego Chana jest jedną z kilku drugoplanowych, niczym nadzwyczajnym się nie wyróżnia i wydaje się być jakby wciśnięta na siłę. Nie jestem pewien, czy wpływu na taki a nie inny wygląd tej książki nie ma historia jej napisania – Earl Derr Biggers planował ją stworzyć już w 1919 roku, a dopiero cztery lata później postanowił dodać do fabuły postać wzorowaną na Changu Apanie, legendarnym hawajskim policjancie tropiącym handlarzy opium i organizatorów nielegalnego hazardu.

A sama intryga jest naprawdę dość przeciętna: jesteśmy na Honolulu i tutaj u swojego kuzyna Daniela od dziesięciu miesięcy przebywa Minerva Winterslip. Jej siostra wysyła na wyspę swojego syna, Johna Quincy’ego, który jest detektywem i ma nakłonić Minervę do powrotu do Bostonu. Pewnej nocy Daniel Winterslip zostaje zasztyletowany; Minerva prawdopodobnie widziała z ukrycia zarys mordercy, gdyż w ciemnościach zauważyła fosforyzującą tarczę zegarka na rękę. Początkowo „ślad prowadzi w przeszłość”, gdyż właśnie przed chwilą na Honolulu przybył Thomas Macan Brade, kapitan statku na którym w latach 80. XIX wieku przewożono niewolników na plantacje; Daniel Winterslip był na tym statku marynarzem i prawdopodobnie przywłaszczył ukryty na nim majątek Brade’a. Policjanci zaczynają śledztwo; wśród nich jest Charlie Chan, najlepszy detektyw w Honolulu, a pomaga im John Quincy.

I tak się to toczy – widzimy trochę różnic między konserwatywnymi i purytańskimi Winterslipami a będącym dla nich „czarną owcą” Danielem; widzimy trochę podkreślanego przez bohaterów lokalnego patriotyzmu ocierającego się jednak chwilami o szowinizm; poznajemy trochę hawajskiej tradycji, kultury i atmosfery – ale, moim zdaniem, to nie jest to. Charlie Chan, najlepszy detektyw w Honolulu jest niemalże niewidoczny – owszem, widzimy kontrast między jego postawą opartą na mądrości Konfucjusza a policjantami ale tak właściwie to John Quincy pierwszy wpada na trop mordercy. I mam wrażenie, że to właśnie John Quincy jest głównym bohaterem – obserwujemy jego urzeczenie atmosferą Hawajów, co w konsekwencji prowadzi do miłosnych dylematów.

A może wpływ na taki odbiór tej książki ma jej tłumaczenie? Wydawnictwo LTW zafundowało czytelnikom międzywojenną edycję, która gramatycznie jest trochę pokraczna – składnia niektórych zdań jest niedzisiejsza, pojawiają się literówki czy błędy w przekładzie (parowiec jest parowozem) i jest trochę językowych dziwolągów: w oryginale znalezionym w internecie czytamy, że John Quincy poszedł popływać „at a quarter to eight” czyli o 19:45, a tutaj „o godzinie trzy na ósmą” – niby wszystko OK, posługiwano się taką formą choćby w Galicji ale dziś to jednak trochę razi. A, co ciekawe, książka doczekała się powojennego polskiego tłumaczenia – w 1964 roku drukowano ją w „Dzienniku Łódzkim”, a w 1965 roku w „Echu Krakowa” i jest to przekład trochę bardziej współczesny. Szkoda więc, że nie dokonano nowego tłumaczenia – może wtedy wszystko wyglądałoby lepiej? Generalnie więc można tę powieść przeczytać ale chyba głównie wtedy, kiedy chce się poznać wszystkie książki o Charliem Chanie. A jak już się przeczyta, to można polecieć na Honolulu i zjeść obiad w restauracji „Dom bez klucza” nazwanej tak na cześć akcji dziejącej się w tym miejscu – albo przynajmniej napić się drinka Halekulani Mai Tai.