Zeydler-Zborowski Zygmunt – Brat Mikołaja 54/2026

  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
  • Tytuł: Brat Mikołaja
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1974
  • Nakład: 100275
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Rafała Figla
LINK Recenzja Iwony Mejzy

Mikołaja Konorskiego bardzo martwi to, że jego starszy o trzy lata brat, Maurycy, po czterech latach odsiadki wychodzi z więzienia; Mikołaj zawsze miał przez niego problemy i wiele razy był przesłuchiwany, bo brat to pospolity bandzior.

W tej sprawie Mikołaj zgłasza się nawet na milicję, ale ani porucznik Jerzy Makowiecki ani starszy sierżant Walerian Pawelec nie są w stanie mu pomóc; jedyne, co mu proponują, to zmiana nazwiska i wyjazd z Warszawy. Tymczasem narzeczona Mikołaja, dziennikarka Joanna Stawiska, odwiedza w Radości swoją przyjaciółkę, lekarkę Karolinę Morawską do której po trzech latach ma przylecieć Joachim Zelbert i się z nią ożenić. Zelbert jest milionerem, ma z Karoliną dziecko, mieszka w Australii i jest wujem braci Konorskich; Mikołaj boi się, że między wujem a Maurycym może dojść do awantury, gdyż Zelbert nigdy nie tolerował złych skłonności siostrzeńca.

Po kilku dniach Joanna przyjeżdża do Radości na spotkanie z Karoliną, Joachimem i braćmi Konorskimi; na miejscu okazuje się, że Zelbert został zamordowany silnym uderzeniem łomem w głowę. Mikołaj mówi, że kiedy przyjechał, to Zelbert był już martwy; twierdzi też, że na miejscu zbrodni widziano Maurycego i milicja już zorganizowała za nim pościg. Sprawę obejmuje porucznik Makowiecki, a do pomocy dostaje sierżanta Pawelca; obaj przeszukując dom Karoliny znajdują dwa listy napisane na maszynie: w jednym były partner kobiety, nieobliczalny i młodszy od niej o dwanaście lat, grozi, że nie dopuści do jej małżeństwa z Zelbertem, a w drugim anonimowa „Życzliwa” kwestionuje jego ojcostwo. Sprawa długo stoi w miejscu; w pewnym jednak momencie milicjanci zwracają uwagę na to, że siostra Joanny, Teresa, narzeczona Maurycego, przedstawia go w całkowicie innym świetle niż jego brat.

To nie jest zła książka, dobrze się ją czyta, ma wyraziste postacie, lekki język i wartką akcję – ale mimo wszystko nie jestem do niej do końca przekonany. Nie podoba mi się jej przewidywalność – kiedy Mikołaj Konorski skarży się całemu światu, nawet milicjantom, na swojego brata, to wręcz oczywiste wydaje się, że jest tu jakieś drugie dno. Nie podoba mi się jej schematyczność – jest młody porucznik, który dopiero dwa lata pracuje w komendzie, i jest stary wyga, starszy sierżant (wiadomo, najlepszy stopień:-), który „dawno już minął pięćdziesiątkę i milowymi krokami zbliżał się ku emeryturze”; chyba każdy wie, kto tak naprawdę będzie prowadził to śledztwo, tym bardziej, że będzie to prowadzenie z błogosławieństwem pułkownika („Chciałem was prosić, żebyście się trochę nim zaopiekowali. Dyskretnie. Niech działa, niech się wykaże. Niech mu się zdaje, że samodzielnie prowadzi śledztwo”). Nie podoba mi się wynikająca z tego pewna przaśność – Makowiecki z jednej strony cieszy się z tego, że pułkownik powierzył mu ważne zadanie, ale z drugiej nie ma na nie żadnego pomysłu; Pawelec zaś, którego przezwisko „Waleriana” pochodzi nie tylko od imienia ale głównie od kojącego działania na kolegów, przejmuje nad sprawą całkowitą inicjatywę i często się z Makowieckim droczy – no i niby OK, ale czasami wygląda to nie jak relacja służbowa ale wręcz rodzinna.

Ale postać Pawelca generalnie budzi moją sympatię: nie dość, że jest starszym sierżantem, to w dodatku, mimo trzech podejść, udało mu się zostać kawalerem twierdzącym, że „człowiek żonaty zbyt często narażony jest na utratę dobrego humoru, a może nawet popaść w melancholię”. Brawo! Tak trzymać! I pewnie ta trzykrotna ucieczka spod topora nauczyła go takiej mądrości życiowej, która mówi, że „co to można wiedzieć, co tam się w takiej główce koci? Z kobietami to tak jak z końmi, dopóty podskakuje, dopóki ją na porządny munsztuk nie weźmiesz, a i to czasem jeszcze zadem wybije”. Oj, niektóre kobiety podniosą pewnie larum, że męski szowinizm, że samiec twój wróg, że siła kobiet – ale czy taka odpowiedź nie będzie potwierdzeniem ludowej mądrości, że kiedy uderzy się w stół, to nożyce się odezwą?

A poza tym znalazłem dwa świadectwa epoki: pierwsze to kiełbasa rzeszowska namiętnie wtryniana przez Pawelca, a drugie to ciastka kreolki, które w obydwu milicjantach budzą delikatną niechęć. Generalnie jest to więc książka, która krzywdy nie zrobi, chaosu w głowie nie pozostawi i wrażenia straconego czasu nie wywoła – czyli wszystko w sam raz jak na książkę, której zadaniem jest być dobrą rozrywką. Szkoda tylko, że nie można nigdzie znaleźć nagranego na podstawie tej powieści słuchowiska – 23 grudnia 1977 roku o godzinie 22:08 w programie II Polskiego Radia wyemitowano „Brata Mikołaja”; wiem tylko, że w roli Mikołaja wystąpił Andrzej Kopiczyński, a w roli porucznika Makowieckiego Stanisław Mikulski; wiem też, że drukowano tę powieść w odcinkach w 1972 roku w „Echu Krakowa” i „Wieczorze Wrocławia”, a na przełomie roku 1973 i 1974 w „Gazecie Białostockiej”.