- Autor: Rosa Krzysztof T.
- Tytuł: Nie chcę umierać!
- Wydawnictwo: Wielki Sen
- Seria: Seria z Warszawą (wolumin # 108)
- Rok wydania: 2018
- Nakład: nie podano
- Recenzent: Grzegorz Cielecki
LINK Klubowa Księgarnia
LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego

Zgubny afekt niejakiego Wasiaka
„Nie chcę umierać”, to prawdopodobnie jedyny kryminał Krzysztofa T. Rosy. Pierwotnie publikowany na łamach „Głosu Szczecińskiego” w roku 1959, czyli tzw. „gazetowiec” (jedyne wydanie książkowe ukazało się kilkadziesiąt lat później, staraniem Klubu MOrd). Należy przypuszczać, że Rosa to pseudonim jakiegoś szczecińskiego dziennikarza, ale nie udało się ustalić czyj. Śledztwo w toku.
Autor zaznacza, że powieść została osnuta wokół autentycznych wydarzeń. Oto ktoś zastrzelił w lesie dwoje ludzi i za tę zbrodnię trafił do więzienia młody chłopak. Oficer śledczy, Burzym nie daje wiary ustaleniom sądu i prowadzi własne śledztwo, mając podejrzenia co do prawdziwego sprawcy. Działa jednak w pojedynkę, na własną rękę, co okazuje się dużym błędem i skutkuje śmiercią milicjanta, który zdąża jednak powiadomić zwierzchników, że znalazł się w matni. Do akcji rusza grupa dowodzona przez majora Rucińskiego. Sprawą interesuje się także prokurator. Znaczną partie książki zajmuje opis gorączkowego pościgu za mordercą. Sprawca salwuje ucieczką pociągiem towarowym relacji Odra Port – Krzyż. Zadanie jest niezwykle trudne, ale udaje się je kontynuować dzięki psu tropiącemu. Równolegle z pościgiem, poznajemy powoli motywy działania morderczego uciekiniera, niejakiego Wasiaka. On to bowiem zamordował wspomnianą dwójkę w lesie. I nie ujawniam tu żadnej tajemnicy, gdyż czytelnik szybko poznaje te fakty i sensem dzieła nie jest odpowiedź na pytanie, kto strzelał, tylko jak i kiedy sprawca wpadnie w ręce organów. Wasiak nie mógł znieść odtrącenia przez kobietę i, mając dogodną możliwość, postanowił pozbyć się byłej narzeczonej oraz swojego następcy. A wcale nie musiało się tak stać. Zacytujmy:
„Teresa, gdy Wasiak zobaczył ją po raz pierwszy, od razu wzbudziła w nim pragnienie miłości i posiadania. Jej proporcjonalna sylwetka, lekko kołyszący chód, jasna cera i krucze włosy, opadajace na ramiona, wywoływały w nim stany, których się później wstydził. Wtedy obiecywal wszystko: małżeństwo, pieniądze, dostatnie życie, biżuterię i futra. Znacznie więcej, niż byl w stanie jej dać”. Nie wiemy – chodzi o więcej pieniędzy, a mniej futer, czy też może na odwrót.
Afekt Wasiaka był tak duży, że nie poprzestał na tym i również na co dzień grosza nie żałował: „Kupował czekoladę i cienkie pończoszki, przemycane z Zachodu. Brał do kina i usilnie zapraszał do leśniczówki. Ale dziewczyna była sprytna. W dzień dwa razy przyszła, ale wieczorem nie dawała się namówić żadnym sposobem. Zwlekała też ze stanowczą odpowiedzią. Jeszcze się namyśli”
Czując niepewność sytuacji, a jednocześnie wzmagający afekt próbował działać także poprzez gastronomię:
„Tego wieczora gajowy odprowadził ją pod dom. Umówił się na następny dzień, bo akurat była niedziela. Poszli do restauracji. „Dziewczyna działała na niego jak dobra, gdańska wódka’.
Nie dowiadujemy się wprawdzie o jaką wódkę chodziło (ale wiemy, że były to czasy, gdy do obrotu wszedł odbiornik radiowy „Aga”, palacze zaś korzystali z papierosów marki „Triumf”), a może byłaby to cenna wiedza, skoro trunek ten może działać na mężczyznę jak kobieta. Wasiak chyba jednak nie traktował gdańskiej wódki na równi z utraconą miłością, skoro zdecydował się strzelać.
Przyznam, że czytałem tę niedużą powieść z rosnącym zainteresowaniem. Rosa umiejętnie popędza fabułę i dozuje napięcie, jednocześnie dorzucając kolejne informacje o głównych postaciach dramatu. W dużej mierze „”Nie chcę umierać” to powieść akcji, co w pewien sposób wyróżnia ją z tłumu kryminałów milicyjnych, z którymi dane mi było dotąd się zetknąć. Dlatego z przyjemnością rekomenduję. Tym bardziej, że jest to lektura na jeden jesienny, zimowy, wiosenny lub letni wieczór, przy herbacie z cytryną. No chyba, że mamy pod ręką jakąś gdańską wódkę.
