Kulczyński Jerzy – Direttissima 275/2026

  • Autor: Kulczyński Jerzy
  • Tytuł: Direttissima
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1986
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Rafała Figla
LINK Recenzja Marzeny Pustułki

Jest przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych – dziesięciu alpinistów z Klubu Wysokogórskiego udaje się na dwa tygodnie w Tatry na obóz treningowy; spośród nich zostanie wyłoniona szóstka, która wyjedzie na pierwszą po wojnie polską wyprawę w Himalaje.

Piotr Wirski, kierownik wyprawy, postanawia w ramach treningu zrobić solowe przejście direttissimy czyli najkrótszej drogi na Mięguszowiecki Szczyt i o trzeciej w nocy wychodzi ze schroniska nad Morskim Okiem; nie wie jednak, że w nocy ktoś dosypał mu do termosu z herbatą rozluźniający środek psychotropowy i w efekcie ginie spadając ze zbocza. Dla wszystkich staje się jasne, że ta śmierć jest bardzo podejrzana i postanawiają między sobą przeprowadzić prywatne śledztwo – a w międzyczasie pogoda zmienia się radykalnie i nadciąga halny.

Tymczasem oficer WOP dostarcza do schroniska notatkę dotyczącą kontroli treści żołądka Wirskiego – okazuje się, że znaleziono tam, co prawda, ślady środka psychotropowego ale w ilości nie stanowiącej zagrożenia dla życia. Wkrótce jeden z uczestników obozu przyznaje się, że chciał ośmieszyć Wirskiego; w tym celu sporządził miksturę, której użycie sprawiłoby efekt typowy dla zatrucia pokarmowego i umieścił ją w opróżnionej tubie po paście do zębów – to jednak również nie mogło się przyczynić do śmierci. Kluczowe dla wyjaśnienia sprawy okazuje się bliższe przyjrzenie się przeszłości Wirskiego.

Co możemy powiedzieć o Jerzym Kulczyńskim oprócz tego, że jego bibliografia składa się z omawianej „Direttissimy” oraz zeszyciku z serii „Ewa wzywa 07”, którego akcja, swoją drogą, również toczy się w środowisku wysokogórskim? Nic, wszelkie źródła milczą na jego temat jak zaklęte; podejrzewam jednak, że jest to dziennikarz zajmujący się problematyką górską – jego książka jest bowiem bardziej dość płytką analizą stosunków panujących w środowisku taterników niż kryminałem. Mamy więc dość krytyczne opinie na temat wątłości partnerstwa, lojalności i solidarności; czytamy też o stworzonym kulcie silnego człowieka – niestety, dużo jest tu moralizatorstwa i wzniosłych wypowiedzi ocierających się o pretensjonalność. Sama intryga kryminalna zapowiadała się dość ciekawie ale szybko zrobiła się trochę kuriozalna – bohaterowie wysuwają wobec siebie niczym nie poparte oskarżenia bez jakichkolwiek podstaw oraz wynajdują i wykluczają podejrzanych według własnego widzimisię. Ogólnie więc myślę, że jest wiele ciekawszych zajęć niż czytanie tej książki.