Głowacki Jerzy – Testament królowej Nefertite 110/2026

  • Autor: Głowacki Jerzy
  • Tytuł: Testament królowej Nefertite
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1971
  • Nakład: 70200
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego
LINK Recenzja Mikołaja Kwaśniewskiego
LINK Recenzja Moniki Przyguckiej

Profesor Sulima, znany egiptolog, zostaje znaleziony martwy w swoim domu; przyczyną śmierci jest uderzenie skronią o kant marmurowej pokrywy sarkofagu przywiezionego przez niego z Egiptu – profesor trafił tam na grobowiec kapłanów boga Atona i jeden sarkofag otrzymał od egipskiego rządu, by przekazać go Muzeum Narodowemu w Warszawie.

W zwojach bandaży, którymi była owinięta mumia, znajdował się papirus z częścią testamentu królowej Nefertite; jego dalszy ciąg zawierający wskazówki dotyczące miejsca ukrycia skarbu znajduje się w muzeum w Kairze. Śledztwo w sprawie śmierci Sulimy prowadzi kapitan Andrzej Wojnar; postanawia on polecieć wraz z córką profesora do polskiej ekspedycji w Benha tel Atrib i udając autora sensacyjnych powieści szukającego egzotycznych tematów zorientować się w sytuacji.

Często nie zgadzam się z opiniami kolegi Roberta, którego pozdrawiam, ale tym razem muszę przyznać mu rację – to jest zaskakująco dobra książka! Początkowo byłem do niej nastawiony trochę sceptycznie – a kiedy jeden z bohaterów zrobił Wojnarowi liczący kilka stron i godny Pana Samochodzika wykład o historii starożytnego Egiptu, to pomyślałem, że może to być opowiastka dla chłopców, których świadomość literacka jest gdzieś między Zbigniewem Nienackim a Alistairem MacLeanem. A tu niespodzianka! Dostajemy naprawdę fajną, wciągającą historię napisaną przede wszystkim lekko, płynnie i potoczyście; nie ma tu milicyjnej siermiężności ani propagandowej nowomowy, mamy tu zgrabnie poprowadzoną akcję, wyraziste postacie oraz barwną i egzotyczną scenerię. Jest tu striptiz i taniec brzucha w kairskim lokalu, jest atakująca kobra, jest też lokalny gangster piszący do Wojnara: „Tęsknią za tobą w domu” – i jest to nie byle kto, bo kapitan sam stwierdza, że „ma przed sobą potężnego rekina, nie jakiegoś tam warszawskiego mankowicza lub aferzystę przemysłowego, starającego się zarobić na syrenkę”. I mamy też jedną trochę fatalistyczną ale jakże prawdziwą myśl kapitana: „Każdy wstępujący do milicyjnej służby śledczej podpisuje na siebie wyrok śmierci z zawieszeniem. Zresztą czy tylko śledczej, chyba każdej milicyjnej…” – bardzo dojrzałe spostrzeżenie ale w kryminałach milicyjnych chyba niespotykane. I to wszystko pokazuje, że mamy do czynienia z polskim kryminałem dość niecodziennym – i dlatego myślę, że wydane na nią całe trzy złote zostały spożytkowane dobrze.

A co wiemy o autorze tej książki, oprócz tego, że był ojcem Janusza Głowackiego i żył w latach 1903 – 1975? Niestety, ja, mówiąc politykierską nowomową, w tym temacie większej wiedzy nie posiadam, ale jeśli ktoś posiada, to niech się podzieli. Ale posiadam wiedzę, że pierwszy raz wydano tę powieść w 1971 roku w „Iskrach”, a drugi w 1990 roku przez bliżej mi nie znany Dom Wydawniczy „Ankar”; wiem też, że ma ona dwa wydania zagraniczne – w 1974 roku pojawiło się tłumaczenie czeskie pod tytułem „Odkaz královny Nefertiiti”, a w 1990 roku łotewskie jako „Valdnieces Nofretetes testaments”.