- Autor: Frender Igor
- Tytuł: Człowiek Jatka
- Wydawnictwo: Wydawnictwo CM
- Rok wydania: 2017
- Recenzent: Tomasz Lada
LINK Recenzja Kingi Młynarskiej
LINK Recenzja Grzegorza Cieleckiego

Ćwirlej na kwasie. Wiadrze kwasu. Milicyjna powieść grozy sprawiająca wrażenie pisanej przez członków trupy Monty Pythona na spółkę ze scenarzystami serialu „’Allo ’Allo”. Tyle że w scenografii i kostiumach Wielkopolski końcówki lat osiemdziesiątych XX wieku, rzeczywistości jakby żywcem wyjętej ze środkowych i późnych prac Stanisława Barei.
Igor Frender, deklarujący się jako miłośnik kryminałów milicyjnych oraz giallo – tworzonej we Włoszech od lat sześćdziesiątych do osiemdziesiątych XX wieku bardzo brutalnej i krwawej odmiany kina sensacyjnego – powinien być jedną z najjaśniejszych (jeżeli nie najjaśniejszą) twarzy polskiej rozrywki. Jego poczucie humoru oraz tendencja do podkręcania groteskowości wydarzeń i bohaterów o parę klas biją to, co prezentują w mediach silący się na żarty polscy twórcy i wykonawcy. Tyle że te media mogłyby nie dać sobie z Frenderem rady. Facet jest pozbawiony hamulców. Jego wyobraźnia nie zna żadnych ograniczeń, co sprawia, że „Człowiek Jatka” jest jazdą bez trzymanki. Bardzo ryzykowną, bo pisarz bawi się logiką i stosuje niespotykane w polskiej prozie zagrywki narracyjne – jak choćby ta z opowiadaniem Igora Frendera czytanym przez głównego bohatera powieści, opowiadaniem zresztą jeszcze absurdalniejszym niż sam „Człowiek Jatka”. Na dodatek ta jego jazda bez trzymanki jest utrzymana w zawrotnym tempie. Tempie, którego nie są w stanie spowolnić nawet pisane z udawaną powagą, chwilami dość długie opisy przyrody i architektury oraz smakowite wtręty, sprawiające, że trudno nie popłakać się ze śmiechu, jak choćby dyskusja wysokich oficerów milicji z reżyserem teatralnym o twórczości Tadeusza Różewicza.
Jednak ta jazda bez trzymanki ma swoje konsekwencje. „Człowiek Jatka” jest powieścią nierówną. Chwilami Frender odjeżdża tak daleko, że jego humor staje się nieczytelny. Są tu też fragmenty, gdy można odnieść wrażenie, że pisarz traci wątek lub zabrakło mu kawy czy czego tam używał, wspomagając się przy pisaniu. Na szczęście te spadki formy, choć widoczne, są tu krótkie. I nie obniżają znacząco jakości całego tekstu. Znakomitego. Dawno się tak nie ubawiłem jak w czasie lektury tej powieści.
