Daleszak Bogdan – W ubraniu skocz do jeziora 7/2026

  • Autor: Daleszak Bogdan
  • Tytuł: W ubraniu skocz do jeziora
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1986
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Grzegorza Cieleckiego

Wrocławscy dziennikarze starają się wyjaśnić samobójcze śmierci dwóch studentów, którzy w odstępie dwóch tygodni skoczyli do Odry. Żurnaliści poznają specyficzną atmosferę akademika, a w szczególności pokoju zamieszkanego przez grupę studentów z Legnicy.

Tymczasem milicja poszukuje młodego włamywacza dorabiającego klucze do mieszkań, które później okrada; plan chłopaka zakłada istnienie „Spółdzielni”, której członkowie będą okradali mieszkania w wielu miastach. Milicjanci stwierdzają, że działalność włamywacza może się wiązać z niewyjaśnionym okrutnym zabójstwem jubilera w Legnicy; okazuje się też, że wiąże się z samobójstwami studentów.

Pod koniec książki jeden z dziennikarzy zniechęcony tym, że przez dwa miesiące nie udało się wyjaśnić przyczyn śmierci studentów opowiada o rozmowach z ich kolegami: „Utonąłem w słowach, w opiniach subiektywnych, w dziesiątkach opowieści o życiorysach poplątanych, rozchwianych, skomplikowanych bez wyraźnej przyczyny”. I taka właśnie jest ta książka – czytamy pretensjonalne i egzaltowane opowieści o młodych ludziach uważających samych siebie za niemalże namaszczonych, których mitomania kończyła się jednak na alkoholu i psychodramach; symbolem tego napuszenia jest grafomański poemat w którym pada zwrot „Kiedy zacznie się walić twój świat… w ubraniu skocz do jeziora”. Autor książki sam był dziennikarzem, więc w usta jednego z nich wkłada piękne ale puste i trącące frazesem słowa, że winne takiej sytuacji jest otoczenie: hipokrytyczni rodzice, zaniedbane szkoły i ludzie, którzy „żyją za osobno, za pojedynczo, za bardzo obok”. Trudno się z tym nie zgodzić ale to wszystko jest jakieś płytkie, nijakie i rozwodnione, a przede wszystkim, tak jak powiedziano wcześniej, utopione w słowach i niepotrzebnie skomplikowanych życiorysach.

Ale jest w tej książce kilka zastanawiających elementów – przede wszystkim: dlaczego książka ukazała się z siedmioletnim poślizgiem? Pisząc o kłopotach z młodzieżą autor zwraca uwagę, że „w Polsce dzieci wychowywały się same, organizacje młodzieżowe dbały tylko o ciepłe posadki dla swoich liderów, a groźby narkomanii w ogóle oficjalnie się nie zauważało”; pisząc o Legnicy zaznacza, że w żadnym folderze nie przeczyta o funkcjonujących tam tysiącach melin. Jest też kilka ciekawych spostrzeżeń: żona milicjanta sugeruje mu, by zajrzał do wanny i zlewozmywaka, a on chyba się domyślił, że trzeba je umyć, bo przecież „wiedział, że w wannie nie znajdzie Lizy Minelli, a w zlewozmywaku chłodzącej się żytniówki”; pojawia się też wino „Kordiał” – wszystko to jednak nie zmienia faktu, że jest to książka nijaka; po prostu ważny temat został doszczętnie rozmemłany.