- Autor: Ankwicz Mieczysław, Frey Tadeusz
- Tytuł: 3 x „Omega”
- Wydawnictwo: Wydawnictwo MON, Wielki Sen
- Seria: Labirynt, Seria z Warszawą
- Rok wydania: 1962, 2018
- Nakład: 20000, nieznany
- Recenzent: Mariusz Młyński
LINK Księgarnia Klubowa
LINK Recenzja Grzegorza Cieleckiego
LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego

Eugeniusz Ćwiek ze Szczecina zostaje w barze „Eldorado” na Pradze otruty cyjankiem potasu rozpuszczonym w czystej wyborowej; kelner zeznał, że towarzysz denata przy stoliku nosił rogowe okulary i krótko przystrzyżony wąsik, a przy sobie miał żółtą teczkę ze świńskiej skóry.
W kieszeni Ćwieka znajduje się dziesięć tysięcy złotych, najnowszy model złotego zegarka „Omega” oraz połowa przerwanej wizytówki adwokata Mariana Kozerskiego. Wkrótce w jednej z taksówek zostaje znaleziony Jan Malinowski, pasażer również otruty cyjankiem potasu; w jego kieszeni również znajduje się znaczna suma pieniędzy, złota „Omega” i przerwana wizytówka; z kolei taksówkarz znajduje w samochodzie zgubione rogowe okulary.
Śledztwo prowadzi porucznik Jerzy Rembisz z Komendy Głównej; po piętach depcze mu Joanna Mirecka, redaktorka „Gońca Warszawskiego”, która w zamian za niepublikowanie w prasie szczegółów sprawy dostaje zgodę na nieformalny udział w śledztwie i monopol na napisanie o nim reportażu. Mirecka odwiedza adwokata Kozerskiego; kiedy jednak wraca do niego po pozostawione rękawiczki, zastaje go otrutego cyjankiem potasu. Milicja odkrywa, że trucizna znajdowała się w filiżance kawy; adwokata musiał więc otruć ktoś z grupy osób, która odwiedziła jego gabinet przed redaktorką. Rembisz z kalendarzyka Kozerskiego dowiaduje się danych tych osób i przystępuje do działania.
Szczerze mówiąc – nic nadzwyczajnego; historyjka zgrabna, napisana sprawnie, lekko się ją czyta, ale nie pozostaje w głowie na długo. Porucznik Rembisz, który „jak sam o sobie mawiał, miał policyjny mózg”, szybko przyznaje, że jeden z jego profesorów przyrównywał kryminologię z układem równań z wieloma niewiadomymi – tym razem jego śledztwo bardziej przypomina zagadkę logiczną z „Rewii Rozrywki”: mamy sześć osób w poczekalni u adwokata i trzeba określić ich personalia oraz kolejność wchodzenia do biura; dodatkowym utrudnieniem jest lista interesantów Kozerskiego napisana przez niego tajemniczymi skrótami. W końcu jednak udaje się Rembiszowi tę listę rozszyfrować i wtedy zaczyna kolędować od Annasza do Kajfasza; przy okazji tego pielgrzymowania po Polsce poznaje trochę lokalnego folkloru, ale też służy radą pewnemu umoczonemu dyrektorowi przedsiębiorstwa budowlanego – no cóż, taki znak czasu czyli przełomu lat 50. i 60. Pewnym znakiem czasu jest też historia zmian nazwy ulicy Artyleryjskiej w Warszawie; z kolei zagadką pozostaje pytanie – co to jest „torcik N-S” zamówiony do kawy przez Rembisza w kawiarni „Nowy Świat”?
Generalnie jednak książka jest nierówna i chaotyczna – prawie cała intryga toczy się wokół otrucia adwokata Kozerskiego, a tymczasem śmierć Ćwieka i Malinowskiego wyjaśnia się niemalże sama; poza tym rola dziennikarki staje się w pewnym momencie marginalna. Ale za to mamy intrygujące opisy postaci: jedna z klientek Kozerskiego „chyba kiedyś była ładna. Ale to musiało być już bardzo dawno”; są też ciekawe dialogi: „– Ukłony dla małżonki. – Nie jestem żonaty. – Nie szkodzi. Będzie na zapas”; jest też finałowe rozstrzygnięcie godne sceny z Herkulesem Poirot zbierającym w jednym pomieszczeniu wszystkich podejrzanych i tłumaczącym przez niemal czterdzieści stron zawiłości śledztwa. Ogólnie więc książka przeznaczona jest głównie na plażę: przeczytać, rozerwać się i zapomnieć – o ile wcześniej uda się ją zdobyć, bo jest to „labiryntowy” biały kruk; łatwiej zdobyć jej czeskie wydanie. A zanim pojawiła się ta powieść w wersji książkowej, drukował ją w 1959 roku w odcinkach „Express Wieczorny” pod tytułem „Filiżanka kawy”.
