Zarzycki Andrzej – Skarabeusz z lapis lazuli 522/2025

  • Autor: Zarzycki Andrzej
  • Tytuł: Skarabeusz z lapis lazuli
  • Wydawnictwo: Wielki Sen
  • Seria: Seria z Warszawą (# 78)
  • Rok wydania: 2015
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego
LINK Klubowa Księgarnia

Komu przyjdzie dulczyć, a komu jednak nie

Na dorobek literacki Andrzeja Zarzyckiego składają się trzy tytuły – „Ślad prowadzi w przeszłość, „Dimanche znaczy niedziela” oraz omawiana tu pozycja – „Skarabeusz z lapis lazuli”. Wszystkie powstały w czasie środkowego Gierka (1973-75) i stanowiły epizod literacki w życiu autora, gdyż nie znamy żadnego więcej tytułu.

Nie wiemy również kim był Zarzycki. Budowa poszczególnych utworów, chaotyczna, mozaikowa, lepiona z wielu wątków i postaci, każe domniemywać, że Zarzycki nie parał się piórem na co dzień, a zawodowo był związany z pracą w jakichś służbach i swoje doświadczenia przekuwał na pisanie.
W „Skarabeuszu” narracja jest dość podobna jak w „Śladzie prowadzącym w przeszłość”. Wątek wyjściowy – napaść na inżyniera Czarnika i kradzież jego samochodu spod domu w Aninie sugeruje, że będzie lokalne śledztwo, którym pokieruje sierżant Tokarski z Komendy Milicji w Otwocku. Szybko jednak okazuje się, że to mało znaczący epizod, owszem powiązany jakoś z tytułowym wyrobem jubilerskim – skarabeuszem , który inżynier nabył w prezencie dla żony, ale potem wątek kradzieży samochodu zostaje ostatecznie porzucony i nie znajduje wyjaśnienia. Podobnie było ze 107 workami cementu w „Śladzie”. A zatem i tu i tam punkt wyjścia utworu jest tylko zapalnikiem do innych działań, a śledztwo i tak musi trafić w ręce kapitana Szareckiego, porucznika Grada pułkownika Każmierczuka, których to oficerów już znamy. Tu też ślad prowadzi w przeszłość, gdyż do osoby nieco szemranego jubilera z Krakowa, który wykonuje na zlecenia szajki mocodawców, precjoza, które mają być następnie szmuglowane na Zachód. I to mógłby być koncept wystarczający do skonstruowania całej intrygi. Zarzycki jednak znowu dosztukowuje przeszłość, gdyż okazuje się że jubiler ma skomplikowaną okupacyjną ( a jakże ) przeszłość i działa pod szantażem dawnych hitlerowskich zleceniodawców, którzy mimo upływu lat, wciąż pociągają za sznurki. Intryga zostaje oczywiście okraszona trupem, znalezionym przy szosie. To wynik porachunków wewnątrz grupy przestępczej, ale nie bardzo znamy szczegóły sprawy. Autor pisał „Skarabeusza” jako powieść odcinkową (publikacja w „Trybunie Mazowieckiej”, 1975) i przyjmując reguły gatunku rezygnuje z logiki, a skupia się na popędzaniu akcji. Chodzi o to, by w każdym odcinku coś się działo. A zatem wciąż dorzuca postaci i wydarzeń. Bywa to miejscami interesujące, gdyż czytelnik nie wie, czym zostanie zaskoczony na kolejnej stronie, poza tym, że zaskoczeń należy spodziewać się wciąż i wciąż. Klubowicz Robert Żebrowski (recenzja 310/2025) dostrzega tu znaczne walory filmowe. Coś w tym jest, ale fabułę należałoby znacznie uklarownić, że tak się wyrażę. Wiele tropów prowadzi do kawiarni „”Irena” w Gdyni . Tu wprost roi się od podejrzanych rzezimieszków, nieoczekiwanych kobiet i milicyjnych agentów działających oczywiście pod przykrywką. Tak więc, jeżeli mamy ochotę jedynie na dwie godziny literackiej zabawy, bez sztywnych reguł, to nad „Skarabeuszem” można się w jeden wieczór pochylić. W tym celu zresztą Klub MOrd postanowił wyjąć tę powiastkę z odmętów prasowej niepamięci i udostępnić pasjonatom powieści milicyjnej w formie książkowej, w legendarnej Serii z Warszawa (tom 78) Czytajmy jednak z dystansem, a nawet przymrużeniem oka. Tym bardziej, że zakończenie było zaskakujące nawet dla mnie, a nieco kryminałów milicyjnych mam już za sobą. Okazuje się, że można wrzucić do tekstu wszystko, co tylko autorowi podpowie wyobraźnia i Andrzej Zarzycki korzysta z tej możliwości bez umiaru, co ma swój urok. Z ciekawostek wspomnę, że trafiłem tu na słowo „dulczyć”, o którym wcześniej nie słyszałem. Okazało się, że to archaizm oznaczający tyle, co „męczyć”, „ślęczeć”, „zagłębiać w jakimś problemie”. No cóż, dla miłośnika gatunku „Skarabeusz z lapis lazuli” będzie ciekawym zagłębianiem się w fabule, natomiast pozostałych Czytelników może trochę pomęczyć.