Edigey Jerzy – Siedem papierosów Maracho 7/2014

  • Autor: Edigey Jerzy
  • Tytuł: Siedem papierosów Maracho
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07
  • Zeszyt nr 122
  • Rok wydania: 1982
  • Nakład: 150000
  • Recenzent: Ewa Helleńska

LINK Recenzja Leszka Mogla
LINK Recenzja Jana Mola

OBYWATELU, OSZCZĘDZAJ W PKO

W noweli Edigeya „Siedem papierosów Maracho” przestępstwa dokonano w pociągu. Śledztwem zajął się młody podporucznik MO, Marian Balerski, który przypadkowo jechał tym pociągiem. I niech was nie zmyli pozorne podobieństwo dzieła naszego czołowego „kryminalisty” do słynnego „Morderstwa w Orient Expressie” Agaty Christie.

No bo też co tu porównywać? U Agaty Christie mamy słynny luksusowy Orient Express jadący przez znaczną część Europy, u Edigeya jest nocny pociąg relacji Warszawa – Szczecin, spóźniony i niemiłosiernie zatłoczony. Co prawda w angielskiej powieści Orient Express też jest spóźniony, ale sytuacja jest wyjątkowa – na Bałkanach miała miejsce potężna śnieżyca, czyli klęska żywiołowa, która unieruchomiła słynny pociąg na jakiś czas. W wagonie sypialnym też był tłok i Herkules Poirot z trudem i dzięki protekcji znalazł tam przedział dla siebie, ale sytuacja była i pod tym względem wyjątkowa (kto czytał, ten wie, o co chodzi). Nasz rodzimy pociąg natomiast jest zatłoczony i spóźniony, bo taka była norma. Pociąg dalekobieżny jadący nad morze w sezonie urlopowym musiał być zatłoczony i nie mógł dotrzeć do celu punktualnie – takie były realia.

W Orient Expressie doszło do morderstwa będącego konsekwencją głośnej zbrodni sprzed lat. W naszym pociągu pasażerowie jednego z przedziałów zostali uśpieni i okradzeni, czyli przestępstwo można uznać za drobne, zwłaszcza że skradzione pieniądze i precjoza udało się odzyskać. U Agaty Christie zagadkę rozwiązuje sam Herkules Poirot, czyli genialny detektyw i znawca ludzkiej natury. Jego polskim odpowiednikiem jest podporucznik Balerski, który zaledwie kilka tygodni wcześniej ukończył szkołę milicyjną i ma za sobą dopiero kilka tygodni służby na dworcu kolejowym w Szczecinie. W rozwiązaniu zagadki pomaga mu nie tyle znajomość psychologii i wydarzeń sprzed lat, co analiza niedopałków tytułowych papierosów, no i pewien łut szczęścia. Również pasażerowie obu pociągów to ludzie diametralnie różni. Bohaterowie przedstawieni przez Agatę Christie to przeważnie ludzie zamożni, niekiedy utytułowani, nawet towarzyszący im służący to nie żadne prymitywne typy. A kto podróżuje polskim pociągiem? Para nowobogackich: rozkapryszona żona, obwieszona drogą ale tandetną biżuterią niby choinka wielkanocna, oraz jej mąż, który ma przy sobie dwadzieścia pięć tysięcy złotych, przeznaczonych zapewne na drobne wydatki. Jest tu i zaopatrzeniowiec, przedstawiciel prywatnego warsztatu samochodowego, jadący do Szczecina po części zamienne do zachodnich samochodów, które odbiera od zaprzyjaźnionych Szwedów z pominięciem centrali handlu zagranicznego. Jest emerytka, która przez cały rok ciułała pieniądze na skromne wczasy w Międzyzdrojach, jest i prowincjonalny piłkarz wykorzystujący każdą okazję, by zarobić.

– Gdy będę w „Huraganie”, dadzą mi w fabryce etat brygadzisty czy mistrza. Będę dostawał ze dwa patole więcej. Poza tym przyrzekli mi takie same premie jak w pierwszej lidze, i to bez względu na wynik meczu. Na przeprowadzkę dadzą sto pięćdziesiąt tysięcy. Mieszkanie M-4, już mi klucze pokazywali. A także talon na dużego „Fiata” lub na „Poloneza”. Całe towarzycho się ze mnie śmieje, że do tej pory jeżdżę maluchem.” Nie muszę dodawać, że wspomniany etat brygadzisty lub mistrza istniałby jedynie na papierze. Spotkamy tu również prezesa pewnej spółdzielni, też ze sporą sumą w kieszeni. Myślę, że opis wszystkich pospolitych kombinacji, do których przyznają się pasażerowie, jest w noweli Edigeya cenniejszy niż kryminalna intryga. Warstwa obyczajowa i pokazane w noweli realia naszej rodzimej rzeczywistości doby realnego socjalizmu wydają się być główną wartością utworu – wątek kryminalny to chyba jedynie pretekst do ich pokazania. W kryminale Agaty Christie pasażerowie otrzymują posiłki zgodnie ze swymi życzeniami (a to kotlet ma być tak a nie inaczej usmażony, a to herbata ma mieć określoną temperaturę). W polskim pociągu dotarcie do bufetu jest niemożliwe (tłok), a dwoje pracowników Warsu roznosi kawę, herbatę, ciepłe piwo i bułki. Przy okazji wychodzą na jaw kanty i kombinacje tychże pracowników. Taka nasza socjalistyczna rzeczywistość.

„- Nie słyszał pan nigdy o „lewej wódce” sprzedawanej w restauracjach przez nieuczciwych kelnerów lub barmanów? To samo z tymi „Maracho”. Krystyna sprzedawała je po trzydzieści złotych. Bez mojej wiedzy, na własny rachunek. Teraz rozumiem, dlaczego od pewnego czasu tak nam zmalała sprzedaż papierosów. Bo powstała prywatna konkurencja. Jak się sprzedało dziesięć kartonów „Maracho”, to się miało tysiąc złotych na czysto. A za to w magazynie „Warsu” zostało dziesięć kartonów innych papierosów. Jasne? – kierownik aż poczerwieniał ze złości.” Jak widać, w każdym ustroju i w każdych warunkach Polak potrafi być istotą zaradną i obrotną. Ale przezorność nie zawsze jest najmocniejszą cechą naszych rodaków. Pasażerowie, których okradziono, martwią się, bo zostali bez grosza (prywatnego lub cudzego) przy duszy. Jak sobie poradzą u celu podróży bez pieniędzy? Wyjątkiem jest udająca się na wymarzone wczasy emerytka.

„… Na szczęście biletu mi nie skradziono. A że starsi ludzie są zwykle przezorni, więc mam książeczkę PKO w walizce. Pomimo więc dotkliwej straty, jaką poniosłam, nie znalazłam się w położeniu bez wyjścia.” Wspomniana przezorność starszych ludzi to już przeszłość, o czym świadczy ogromna liczba starszych ludzi okradanych obecnie metodą „na wnuczka” lub namawianych na zakup różnych dziwnych rzeczy za ogromne sumy (zwykle są to rzekome leki na wszelkie choroby, lecznicze kołdry czy poduszki i tym podobny chłam). Coraz mniej ludzi wie też dzisiaj, co to była książeczka PKO. Przez nowelę Edigeya przewija się też jeszcze jeden relikt przeszłości – czasopismo „Burda”. Kto je jeszcze pamięta? A był to obiekt pożądania wielu pań, rzecz trudna do zdobycia i droga. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że wznowienia dawnych milcyjniaków powinny zawierać obszerne przypisy, bo wkrótce nie będą już zrozumiałe. Pisząc swój kryminał Jerzy Edigey uznał się widać za klasyka, bo cytuje sam siebie. Podporucznik mówi: „… To nie jest zresztą wynalazkiem naszego złodzieja. Już przed wielu laty zdarzył się bardzo podobny wypadek. W pewnym wagonie pocztowym znaleziono trzech nieprzytomnych ludzi i cztery butelki z resztkami piwa. Trzy z tych butelek były, jak to stwierdziła analiza, zatrute, czwarta zawierała normalne piwo. Tam także przestępca uśpił swoich kolegów, okradł wagon pocztowy z przesyłek pieniężnych, ukrył te pieniądze i potem wypił zatrute piwo.” Poznajecie? Chyba tak.