Maj Sjöwall, Per Wahlöö – Śmiejący się policjant 96/2026

  • Autor: Maj Sjöwall, Per Wahlöö
  • Tytuł: Śmiejący się policjant
  • Wydawnictwo: Amber
  • Seria: Kryminał z klasą
  • Tłumaczenie: Halina Thylwe
  • Rok wydania: 2010
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Doroty Wizner
LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

Pod powierzchnią morderstw

„Śmiejący się policjant” uchodzi za najgłośniejszą powieść kryminalną szwedzkiego duetu Maj Sjowall i Per Wahloo. Stworzyli dziesięciotomowy swoisty cykl o pracy grupy policjantów ze sztokholmskiego wydziału zabójstw.

Omawiany tytuł to czwarty tom, opublikowany w 1969 toku. Książka została nagrodzona Edgar Eward oraz sfilmowana przez Amerykanów. Zapewne z tych dwóch powodów jest najczęściej wskazywana, choć cały cykl jest bardzo równy, acz widać w nim pewien rozwój w zakresie krytyki społecznej. I tu dochodzimy do sedna. Intryga kryminalna to jedna sprawa, ale nie mniej ważne okazuje się tło społeczne.

Policja ukazana jest jako opresywny instrument władzy. Już na początku książki mamy opis tłumionej demonstracji, gdzie prawdopodobnie (wiemy to z innych wzmianek) chodzi o sprzeciw wobec wojny w Wietnamie. Z kolei jeden z drugoplanowych bohaterów wypowiada zdanie: „Szwecja to zły kraj. Sztokholm to złe miasto. Tylko przemoc, narkotyki, złodzieje i alkohol”. Niezależnie od tego jak czytelnik odniesienie się do poglądów autorów, zapewne bardziej Pera Wahloo, wprowadzenie tła społecznego w tak intensywny sposób było nowością w powieści kryminalnej i nadało nowy kierunek gatunkowi. Z tego narodziła się cała szkoła kryminału skandynawskiego z Mankellem i Larssonem na czele. Kolejnym fundamentalnym elementem było wprowadzenie do fabuły całej grupy policjantów, działający tu dla wspólnego śledztwa, każdy na swoim odcinku – od policjantów patrolowych – Kvanta i Kristkianssona, aż po Martina Becka i Kollberga, głównodowodzących dochodzeniowców. Robota policyjna zostaje pokazana jako żmudna, męcząca i pełna potknięć. Logika jest ważna, ale nie byłoby wyniku bez kolejnych hipotez, przypadkowych rozmów, nagłych skojarzeń, weryfikacji zeznań świadków.

W „Śmiejącym się policjancie” (tytuł nawiązuje do starej piosenki) mamy intrygę z rozmachem. Ktoś zabija z broni maszynowej wszystkich pasażerów autobusu miejskiego zbliżającego się do pętli, na peryferiach Sztokholmu. Mamy łącznie 9 ofiar i to jest najkrwawsze żniwo w całej serii książek Sjowall-Wahloo. Rozpoczyna się żmudna policyjna robota. Trzeba ustalić tożsamość wszystkich ofiar, zbadać powiązania między nimi i zastanowić się, o co w tym wszystkim chodzi. Czy sprawca chciał zabić wszystkich bo był szaleńcem, czy tylko wybraną osobę, a jeżeli tak, to dlaczego strzelał w autobusie. Punktem wyjścia jest fakt, że jedna z ofiar była policjantem. Przez trzy czwarte książki gromadzone są fakty i poszlaki, ale nie wyłania się żadne rozwiązanie. Natomiast atmosfera, życie policjantów, opis miasta, nawet wzmianki o czasie i pogodzie, wszystko to powoduje, że czytelnik wsiąka w tę książkę, napisaną rzeczowo i precyzyjnie, z wyczuciem każdego zdania. Jest miejsce zarówno na cierpką ironię, delikatny humor i scenki z życia osobistego stróżów prawa. Mamy pełną świadomość, że obcujemy z czymś więcej, niż powieścią kryminalną. Można nawet odnieść wrażenie, że samo ustalenie sprawcy zbrodni nie jest tu najważniejsze, choć do tego oczywiście zmierzamy.

„Śmiejący się policjant” miał u nas kilka wydań, począwszy od kultowego Jamnika. Ja natomiast czytałem wydanie Amberu, w twardej oprawie, z lakierowaną okładką (cały cykl ukazał się w tej pięknej formule). Mamy także do dyspozycji dwa tłumaczenia tego tytułu. Ja obcowałem z Haliną Thylwe. Zacna robota. Są nawet przypisy. Drugi to przekład Ewy Olszańskiej. I w zasadzie należałoby tę książkę przeczytać dwa razy, bo szczególnie tam, gdzie chodzi o język potoczny czy frazy slangowe to tekst bardzo się różni. Ostatnie zdanie książki u Olszańskiej brzmi: „- Ładnie – powiedział Kollberg. – Śmiejący się policjant. – Pogrzebał w kieszeni. – Masz tu piątaka”. Natomiast u Thylwe mamy tak: ” – Pięknie – skwitował Kollberg, grzebiąc w kieszeni spodni. – Śmiejący się policjant. Naści koronę w dowód uznanka”. Kupując „Śmiejącego się policjanta” wysupłałem z kieszeni dychę.