- Autor: Kormik Anna
- Tytuł: Cicha śmierć
- Wydawnictwo: Czytelnik
- Seria: Seria z Jamnikiem
- Rok wydania: 1980
- Nakład: 100320
- Recenzent: Mariusz Młyński
LINK Recenzja Wiesława Kota
LINK Recenzja Marzeny Pustułki

Pod pseudonimem Anna Kormik kryje się Irena Szymańska (1921 – 1999), która na koncie ma dwa kryminały oraz dość sporo tłumaczeń – między innymi Patricka Quentina, Georgesa Simenona czy Agaty Christie. A co można powiedzieć o „Cichej śmierci” czyli jednym z tych kryminałów jej autorstwa?
Gdybym był lekarzem, to przeczytanie tej książki zalecałbym moim pacjentom cierpiącym na bezsenność; zacząłem ją czytać jakiś miesiąc temu, dojechałem do połowy kilka razy przy niej zasypiając i odłożyłem; wczoraj się zaparłem i zacząłem ją czytać od początku – i znowu mi się oczy zamknęły. A może to wina pogody? Możliwe, bo sama intryga kryminalna nie jest zła ale żeby dotrwać do jej rozwiązania trzeba przebrnąć przez trochę pretensjonalny i nijaki tekst.
Mamy oto małżeństwo Rucińskich – ona, Ewa, to malarka, a on, Krzysztof, to architekt; ich związek przechodzi właśnie mały kryzys i dlatego on wyjeżdża sam na spływ kajakowy, a ona pod pretekstem namalowania dwóch obrazów na wystawę w Paryżu zostaje w domu. Jej przyjaciółka, Jadwiga, wyciąga ją jednak na wyjazd do Nieborowa – jej mąż, Lucjan, chce odwiedzić tamtejszą filię Muzeum Narodowego, gdyż ma zamiar odnawiać meble i chce zobaczyć jak to się robi. Ewa była wychowywana w atmosferze pogardy dla tchórzostwa; teraz ona wstydzi się bać ale jednocześnie bardzo łatwo wzbudzić w niej strach – i tę fobię wykorzystuje ktoś, by ją solidnie przestraszyć wiszącym w pokoju nietoperzem i głuchymi telefonami. Wkrótce Jadwiga zostaje znaleziona martwa; zażycie przez nią kilkukrotnej dawki lekarstwa na serce oraz pozostawiony list ewidentnie wskazują na samobójstwo. Śledztwo w tej sprawie prowadzi kapitan Stanisław Kawecki, który przed kilku laty, jeszcze jako porucznik, prowadził sprawę śmierci Stefana Szaleja; pomaga mu emerytowany major milicji, a obecnie profesor, Andrzej Bartosz.
I na papierze wygląda to jako tako, ale w rzeczywistości już trochę mniej. Kryminalna intryga zmienia się we wspominki o denatce i dywagacje o słuszności popełniania samobójstw – a gdzieś tam w tle toczy się dochodzenie, które wieńczy finałowa scena w której kapitan i profesor, niczym dwaj wirtuozi gitary na jednej scenie, toczą między sobą swoisty dialog. Ale jedno muszę przyznać – opisany w tym finale sposób postępowania przestępcy jest wielce pomysłowy; sęk tylko w tym, że ciężko do tego wyjaśnienia dotrwać. Książka jest po prostu trochę za bardzo pretensjonalna i manieryczna; toczy się wszystko niemrawo i trochę nijako. Jako ciekawostka pojawia się tutaj „Intryga rodzinna”, ostatni film Alfreda Hitchcocka na który Rucińscy idą do kina; jest też mądre spostrzeżenie: „Próbowałam zagłębić się w lekturze ostatniego Rossa MacDonalda – kłopoty Lwa Archera często pomagały mi zapomnieć o własnych” – pewnie był to „Błękitny młoteczek” i tylko szkoda, że nie przełożyła go Irena Szymańska 🙂 Generalnie więc „Cicha śmierć” jest książką więcej niż przeciętną; można ją przeczytać ale czy koniecznie trzeba?
