Helena Sekuła „Kieliszek Bordeaux” – Trzecia seta 84

  • Autor: Sekuła Helena
  • Tytuł: Kieliszek Bordeaux
  • Wydawnictwo: Ilustrowany Kurier Polski
  • Seria:
  • Rok wydania: 1963
  • Nakład:
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki
  • Broń tej serii: Trzecia seta

LINK Recenzja Moniki Przyguckiej

 wyd. klubowe

NIEMOŻEBNA NAMIĘTNOŚĆ DO KOBIET, WINA I CERAMIKI

Wielu miłośników talentu Heleny Sekuły zna zapewne pierwszą powieść tej Autorki  – wydany w 1962 roku „Tęczowy cocktail”. Mało kto natomiast miał okazję czytać „Kieliszek Bordeaux”, dzieło opublikowane jedynie  w odcinkach w Ilustrowanym Kurierze Polskim w toku 1963. Całe szczęście powieść tę wykrył niezrównany Klubowicz Kornaś z Oddziału Kraków, a nowo pozyskana Klubowiczka Gryguc (Oddział Warszawa) była uprzejma wykonać ksero, natomiast ja niezwłocznie zapoznałem się z liczącym 87 odcinków tekstem i już go recenzuję.

„Kieliszek Bordeaux” może z powodzeniem uchodzić wraz z „Tęczowym cocktailem” za dylogię. Łączy te dzieła czas powstania, trunkowy tytuł oraz osoba śledczego – majora Korosza – „jednego z najzdolniejszych oficerów dochodzeniowych Komendy Głównej Milicji”. Tym razem major Korosz musi odkryć, któż to był łaskaw otruć tytułowym kieliszkiem wina, wzbogaconym, o stosową porcje cyjanku potasu, niejakiego Igora Ordona – z zajęcia producenta ceramiki, z zamiłowania zaś hurtowego łamacza serc niewieścich. Wokół pana Ordona kręcił się nieustannie wianuszek kobiet – młodszych i starszych, mężatek i stanu wolnego, ale nieodmiennie atrakcyjnych. Zachodzi więc podejrzenie, że to któraś zawiedziona w swoich uczuciach pani postanowiła raz na zawsze położyć kres życiu mistrza ceramiki. Mnóstwo ludzi odwiedzało pracownię denata, żadna z nich nie wylewała za kołnierz, nawet jeżeli było to wino bordeaux. W kręgu podejrzanych znalazła się zarówno Ewa Kowalska, Monika Vessal (charakterystyczne zbitki spółgłoskowe w nazwiskach, dodające tajemniczości,  to jeden ze znaków firmowych  Heleny Sekuły – w „Tęczowym cocktailu” mamy trzy takie panie), Ilona Opałko, Jerzy Vessal, Maciej Rawski a nawet dozorca Wincenty Aniołek. Mogło zatem iść o namiętność albo o kasę, czyli  dwa podstawowe motywy mordu od zarania ludzkości. To nadaje klasyczny wymiar „Kieliszkowi Bordeaux”.
Powieść ta opiera się na dwóch podstawowych filarach – dialogu, których autorka używa jako budulca napędzającego akcję oraz przemyśleń majora Korosza na temat poszczególnych podejrzanych. W tych chwilach akcja nieco siada, gdyż czytelnik skłaniany jest do analizowania po wielekroć tych samych, znanych już uprzednio ustaleń. Nie brakuje natomiast smacznych zdań przynoszących radość prawdziwym koneserom gatunku milicyjnego.
Na przykład Monika Vessal, świadoma swego powabu, mówi do Korosza: „- Widzi pan, kobieta nie umalowana to kobieta bezbronna”. Tu warto wspomnieć, że kobieta ta jest tuż po wypadku, któremu ulegała w rejonie Morskiego Oka (te partie tekstu polecam w szczególności Klubowiczowi Glogowskiemu, klubowemu mistrzowi egzegezy wątków tatrzańskich), gdzie to w górskiej atmosferze następuje zawiązanie akcji. Wszystko zaczyna się bowiem od lawiny od Żabiego, a potem oczywiście jak u Hitchcocka, napięcie musi rosnąć i rośnie – do pierwszego trupa.
Do rangi mocnej postaci drugiego planu urasta często obecna w milicyjniaku postać dozorcy. Tym razem wspomniany fach reprezentuje jowialny Wincenty Aniołek, chętnie dzielący się swa wiedzą o życiu nieboszczyka
Na pytanie majora, czy przychodziły do Ordona kobiety odpowiada: ” – Ale tam przychodziły. To drzwi się za nimi nie zamykały”. W innym zaś miejscu dzieli się swą dogłębną wiedzą o płci pięknej: ” – Kapusty nie przekwasisz kobiety nie przekonasz”.
Z kolei z zapisków majora Korosza dowiadujemy się, że miłość do kobiet i ceramiki często chodzą w parze: „Jerzy Vessal kochał swoją żonę. Oprócz ceramiki była jego jedyną namiętnością”. Ze słowa „oprócz” można  wnosić, że ceramika była nawet ważniejsza od żony.
W pewnej chwili pojawia się wzmianka, że zamordowany po wiktoriańsku Ordon opracował jakiś nowatorski wynalazek z zakresu ceramiki. Zaniepokoiłem się, że zaraz fabuła zweksluje w kierunku szpiegowskim, na szczęście tak się nie stało.
Autorka daje  druzgocącą ocenę pewnego typu grup młodzieży, której przedstawicielką jest postać Ewy Kowalskiej, asystentka denata. Otóż Ewa „jest zdolna do wielkiego świństwa dla małej korzyści”, traktuje samą siebie jako element bohemy artystycznej i ma wielkie aspiracje, za to żadnych osiągnięć. Pozostaje jedynie „kandydatką na kandydata satelitów bohemy”. Ta prekursorska w gatunku milicyjnym krytyka młodzieżowych postaw pojawi się potem wielokrotnie. Wystarczy wspomnieć choćby poświęconą w założeniu środowiskom hipisowskim „Wrak” Anny Kłodzińskiej czy „Zaproszenie do podróży „ Jerzego Siewierskiego.
Kobiety w twórczości Heleny Sekuły zazwyczaj w ogólne są przesiąknięte złem do szpiku kości, a co gorsza są, jak to się czasem określa „łatwe”: „Był przystojny i za bardzo przeżyty. Zmęczony i zepsuty łatwością kobiet” – to o Ordonie rzecz jasna.  Dając takie rysy psychologiczne kobietom Helena Sekuła niewątpliwie nawiązuje do „czarnego kryminału”, gdzie wprost roi się od perfidnych niewiast. Do tego oczywiście alkohol. Nie bez kozery trafiamy w odcinku 50 na „trzylitrowy oplatany baniaczek oryginalnego koniaku Meukow”. No i na każdym kroku ta ceramika. Niezawodny dozorca Aniołek wylicza także, że jak tylko nieboszczyk miał kasę to posyłał nie tylko po Meukowa, ale także po Armagnaca, Salignaca czy Martella. A zatem mistrz ceramiki był koneserem w każdym calu, nie tylko na wąskim odcinku kobiecym. Prawdziwy miłośnik kryminału milicyjnego nie powinien  przegapić lektury „Kieliszka Bordeuax”. Należy smakować odcinek po odcinku.  Ja czyniłem to z rosnącym zainteresowaniem przemieszczając się wahadłowo autobusem linii „170” na od przystanku „Stawki” do pętli Chomiczówka”.