Ścibor-Rylski Aleksander – Złote Koło 11/2026

  • Autor: Ścibor-Rylski Aleksander
  • Tytuł: Złote Koło
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07
  • Zeszyt nr 31
  • Rok wydania: 1971
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Anny Raczyckiej

Nie ma kiedy się wyspać na wersalce z Wyszkowa, ale całe szczęście Kasia Raz-Dwa-Trzy czeka ze schaboszczakiem

Aleksander Ścibor-Rylski podchodzi do budowy kryminału milicyjnego w iście filmowy sposób. Zanim napisał typowo milicyjne „Złote koło” był już uznanym prozaikiem, zaczynał wszak głośnym”Węglem” w socrealizmie, następnie bardzo zdolnym scenarzystą, np. „Cień”, a potem reżyserem, np. „Ich dzień powszedni”. Słowem człowiek wszechstronnie utalentowany. Dlatego nie dziwimy się, że kryminał milicyjny „Złote koło” zaczyna się następująco:

„Myślałem, że wrócę wcześniej, ale tak się jakoś złożyło, że wpadłem do domu dopiero koło pierwszej. Czasu było mało , a roboty mnóstwo. Jeszcze w płaszczu rozwiązałem nylonowy woreczek z obranymi kartoflami, które kupiłem w delikatesach, wrzuciłem kartofle do garnka, zalałem wodą, posoliłem i podpaliłem po nimi gaz”.
Oto i mamy od razu głównego bohatera, jak się za chwilę okaże, kapitana Budnego z wrocławskiej milicji. Dowiadujemy się, że jest zawalony robotą, ale pragnie także ugotować obiad. Domyślamy się, że nie tylko dla siebie, ale i dla syna. W tekstu wnioskujemy także, że gotowanie obiadu nie należy raczej do codziennych czynności Budnego, ale stanowi swoiste wyzwanie,. Gdyby tak nie było, to nie celebrowałby tak detalicznie czynności, typu: wlewanie do garnka i podpalanie gazu.
Niestety nie dane będzie kapitanowi zjeść pełnego obiadu z synem, mimo że kotlety były jego autorstwa, a jedynie krupnik „produktem państwowym”. W trakcie celebracji rodzinnego obiadu dzwonią z komendy – młodociany z rozbitą głową znaleziony na ulicy tytułowej – Złote Koło. Nie wiadomo, czy to wypadek czy wynik bójki, ale jak młodzian umiera, sprawa staje się poważna i kapitan Budny musi niezwłocznie ruszyć w miasto i wraz z porucznikiem Traszką oraz innymi funkcjonariuszami przystąpić do penetracji. Najpierw trzeba znaleźć właściciela spartaka, który przywiózł chłopaka do szpitala i ulotnił się. Potem następują przesłuchania kolejnych podejrzanych, którzy mogli mieć coś wspólnego ze sprawą. A to niejaki Aleksander Semko, widziany w okolicy i zamieszkujący z niejaką Kasią Raz-Dwa-Trzy i znany organom władzy. A to grupa czterech kolesi, co to nie bardzo wiadomo, czego się imają w życiu. A to inwigilacja bliskich zmarłego, żmudne zbieranie danych. Cały czas natomiast towarzyszymy kapitanowi Budnemu, podążamy za bohaterem i to jest główny atut tej „Ewy”. Tym bardziej, że Budny to milicjant z krwi i kości, znamy jego sposób działania, etos pracy, życie rodzinne. Książeczka ta jest czymś więcej niż typowym milicyjniakiem. To całkiem niezły kawałek prozy społeczno-obyczajowej, silnie osadzonej we Wrocławiu wczesnego Gierka, kiedy to zdobycie serka brie graniczyło z cudem, a słowo „Delikatesy” podawano tu dużą literą. I właśnie to pochylanie się nad szczegółem, detalem, ten zapach służbowej rutyny, wynosi „Złote Koło” ponad milicyjną średnią. Rozmowa z patologiem: „-Uderzenie tępym narzędziem. – Może pan określić jakim? – Oficjalnie nie.- A prywatnie? – Wygląda na butelkę z grubego szkła”.
Albo taki dialog ze wspomnianym Semką: -Powiedz mi jeszcze z kim teraz mieszkasz. – Z Kasią Raz-Dwa -Trzy. Pan kapitan zna? – Ze słyszenia. – Bardzo dobrze wychowana kobieta. Czekała na mnie z zupką i schaboszczakiem; może pan sprawdzić”. Tu dobrze zestawić starania kapitana Budnego o własny obiad i można by nawet stwierdzić, że widzimy pewien kontrast. No, ale cóż, taka to służba. I nawet żona odeszła z pewnym brunetem, co jest z dość cierpką ironią skomentowane przez Budnego, gdzieś mimochodem, jednym daniem. Ale czytelnik wie, że chodzi tu o bezwzględne oddanie robocie, czego nie odbieramy jako perswazję tylko raczej jako świadomy wybór losu Syzyfa we wrocławskiej dżungli. Zresztą Budny wcale nie ma lepiej niż inni, bo taki na przykład kierowca Felek też nie może zejść ze służby o czasie: – Czuję, że to jeszcze nie był ostatni kurs. A jak, jak na złość, kupiłem sobie wczoraj piękną wersalkę z Wyszkowa. Pan wie, jak się śpi na czymś takim?”. Aż żal, że Aleksander Ścibor-Rylski nie napisał wielu kryminałów. Możemy tu oczywiście dodać „S.O.S.” , sfilmowany jako serial oraz kilka filmów, których scenariusze Ścibora-Rylskiego były jak najbardziej kryminalne – wspomniany „Cień”, „Wilcze echa” oraz „Morderca zostawia ślad”. Z całą pewnością „Złote Koło” warte jest lektury. Natomiast oparty na tym tekście film zdecydowanie wytrzymał próbę czasu i również dziś może zainteresować. Tadeusz Janczar jako kapitan Budny wypadł świetnie. Gra tu zresztą z własnym synem – Krzysztofem. W tle również plejada świetnych aktorów.