- Autor: Safjan Zbigniew
- Tytuł: Strach
- Wydawnictwo: Iskry
- Seria: Klub Srebrnego Klucza
- Rok wydania: 1973
- Nakład: 100000
- Recenzent: Mariusz Młyński
LINK Recenzja Tomasza Bujaka
LINK Recenzja Adama Sykuły

Wojciech Wilak po odsiadce wychodzi z więzienia i przyjeżdża do ciotki do miejscowości Dębniki („Przedziwna mieszanka prowincjonalnej starzyzny i nowoczesności”); do rodzinnego Lublina nie ma po co wracać, bo matka w międzyczasie zmarła, a narzeczona zostawiła dla innego.
W Dębnikach Wilak staje w obronie Agnieszki Pawełczyk; dziewczyna jest zaszczuta i z dnia na dzień zostaje zupełnie sama, bo całe miasto jest przekonane, że zamordowała Witolda Kujawskiego, naczelnego inżyniera Miejskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego, którego była sekretarką i narzeczoną. Dziewczyna nabiera przekonania, że komuś zależy, aby ona była winna – Kujawskiemu skradziono nieprzychylny dla Przedsiębiorstwa referat, który miał zostać następnego dnia wygłoszony w Warszawie, a który ona pisała.
Kujawski był w Dębnikach nielubiany ze względu na swoją niezdolność do kompromisów oraz za to, że był „nonkonformistą nie z poglądów, lecz z charakteru”; prowadzący śledztwo porucznik Węglewski nagina rzeczywistość do przyjętej przez siebie teorii o winie Agnieszki Pawełczyk, a prokurator Grzybin, który sam był w 1950 roku aresztowany pod idiotycznymi zarzutami, zauważa, że społeczność miasta chce skazania dziewczyny, „byle nie grzebać w tutejszych nienawiściach, grzeszkach i przyjaźniach” i nie wystawia nakazu aresztowania. Grzybin otrzymuje od dyrektora przedsiębiorstwa delikatną sugestię, by zatrzymać dziewczynę; gdy pyta go: „Uważasz, że nawet nie będąc w pełni przekonany, powinienem zamknąć śledztwo, bo tak będzie lepiej dla tutejszych ludzi i dla miasta”, słyszy w odpowiedzi: „Nie wysyłasz jej przecież na stos!”.
Powiem krótko – pierwsza klasa! Zbigniew Safjan świetnie pokazał małomiasteczkową atmosferę, ale myślę, że równie dobrze akcja książki mogłaby się dziać w jakimś dużym mieście – i nie chodzi tu tylko o postać zaszczutej Agnieszki ale o osoby uznawane za nobliwe i szanowane. Jedna z postaci („Chodząca uczciwość i lojalność”) ewidentnie kłamie w zeznaniach, bo przecież „jakże mógł powiedzieć, że ma odmienny pogląd? Przeciw wszystkim? On był zawsze z wszystkimi, zawsze mu wierzyli i ufali mu. Miał to teraz zmarnować, żeby bronić jakiejś dziewczyny?”. Porucznik Węglewski, młody milicjant, zachowuje się jak stalinowski prokurator – nagina rzeczywistość do przyjętej przez siebie i akceptowanej przez miejscowe grube ryby teorii, a kierującego się trzeźwą logiką i zdrowym rozsądkiem sierżanta Swidora uważa za mało pożytecznego dziwaka. Ale to właśnie ten mało pożyteczny dziwak w obliczu bezradności porucznika przejmie śledztwo i doprowadzi do jego sprawiedliwego finału, możliwe, że nawet kosztem własnego życia – no cóż, wiadomo, sierżant:-) Myślę, że wiarygodne oddanie tej atmosfery bliskiej linczu jest największą wartością tej świetnej książki; poza tym mamy dobre tempo, wiarygodną intrygę i rzetelnie pokazane postacie.
Jest tu jeszcze coś intrygującego – powieść wydano w 1973 roku, a pierwotnie drukowano ją w dwóch dziennikach już w 1972 roku czyli w pierwszej połowie dekady Edwarda Gierka, przez wielu do dziś postrzeganej jako złote lata PRL-u. I cóż my widzimy? „W Delikatesach stała długa kolejka przed stoiskiem z wędlinami”; po trzech tygodniach akcja znowu skupia się wokół tego sklepu, do którego „przywieźli właśnie wędliny; zanim towar rzucono na lady, stała już długa kolejka”. Jest też mały epizod historyczny: jeden z bohaterów mówi, że nosił tymi ulicami broń i biegał z granatami do lasu, potem się tego wyparł, a potem sobie o tym przypomniał; można się też zastanawiać za co prokurator Grzybin siedział do 1956 roku w więzieniu.
Ogólnie jest więc dobrze i myślę, że warto tę książkę poszukać w jakimś antykwariacie. Możliwości przeczytania jest kilka: w 1973 roku wydano ją Klubie Srebrnego Klucza, a w 1990 roku w Klubie Złotego Klucza; poza tym można ją przeczytać po niderlandzku („De grijze vingers van de angst”), po niemiecku („Angst”) i po słowacku (tak jak po polsku czyli „Strach”). Można też obejrzeć dość dobry film ze scenariuszem Zbigniewa Safjana, scenografią Allana Starskiego i w reżyserii Antoniego Krauzego; w roli Wojciecha Wilaka wystąpił Grzegorz Warchoł, a jako Agnieszkę Pawełczyk widzimy niezmiennie bardzo uroczą Joannę Żółkowską.


