- Autor: Lengren Zbigniew
- Tytuł: Borek, Topek i Aza
- Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
- Rok wydania: 1975
- Nakład: 30000 + 277
- Rencenzent: Rafał Dajbor
LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego

Prywatni detektywi w realiach PRL-u
Jak zapewne wiedzą wszyscy Klubowicze, prywatna działalność detektywistyczna była w PRL-u zakazana. Monopol na ściganie przestępców miała Milicja Obywatelska. No chyba, że przestępcą okazałby się jeż zakradający się do magazynu, sikorka kradnąca kiełbasę lub też należałoby przeprowadzić śledztwo w sprawie zaginionego prosiaka, albo kuponu toto-lotka zjedzonego – jak się okazuje – przez kozę.
Trochę sobie żartuję, ale tylko trochę, ponieważ „Borek, Topek i Aza” autorstwa Zbigniewa Lengrena z ilustracjami autora (co jest oczywiste, mówimy wszak o wybitnym rysowniku, twórcy „Przekrojowego” profesora Filutka) to naprawdę udana fuzja literatury dziecięcej i literatury milicyjnej, choć MO jest tu tak naprawdę na drugim planie. Rzecz cała zaczyna się, gdy dziewczynka imieniem Dorotka ratuje wilka z kłusowniczych wnyków (już na wstępie mamy więc przestępstwo, które jednak pozostanie nieukarane – personaliów kłusownika nie poznamy). Wilk, który – jak się okazuje – nie posiada specjalnie drapieżnego charakteru, idzie za dziewczynką do miasteczka i zatrzymuje złodzieja rabującego mieszkanie babci Dorotki. Na miejsce przyjeżdża milicja, a sierżant sugeruje, że przed Borkiem – bo takie imię Dorotka nadaje spontanicznie swojemu nowemu przyjacielowi, musi oczywiście udawać, że to owczarek niemiecki, a nie wilk – otwiera się kariera psa milicyjnego. W szkole Borek trafia pod skrzydła plutonowego Kazia. Na początku jest uczniem raczej niezdarnym, ale jego pozycja rośnie, gdy ratuje z powodzi małego pieska, który przywiązuje się do Borka i otrzymuje imię Topek. Borek wciąż jednak nie radzi sobie z np. z obowiązkowym torem przeszkód, co sprawia, że z odznaką Pies-Ratownik (i Topkiem) zostaje odesłany do cywila. Czyli do Przyborza, bo tak zwie się miasteczko, w którym mieszka Dorotka i jej babcia. I to właśnie z inicjatywy babci powstaje biuro detektywistyczne „Borek i spółka”, do którego z czasem dołącza przywieziona przez Dorotkę znad morza papuga Aza.
Zaletą „Borka, Topka i Azy” jest język – Lengren wspaniale bawi się słowem, co docenić można w pełni czytając tę książkę już w dorosłym wieku, a jednocześnie nie łamie reguł literatury dziecięcej oraz unika dydaktyki i jakichkolwiek wtrętów propagandowych. Oczywiście plutonowy Kazio jest postacią przesympatyczną, ale trudno sobie wyobrazić, by w książce dla dzieci miało być inaczej, nie da się więc uznać owego elementu za tzw. „ocieplanie wizerunku milicji”. Zwłaszcza, iż autor zręcznie i szybko odsuwa przedstawicieli MO od głównego nurtu akcji. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w 1975 roku; można więc podejrzewać pewną luźną inspirację serialem Krzysztofa Szmagiera „Przygody psa Cywila”, zaś pomysł, by zwierzęta rozwiązywały zagadki kryminalne, w których zarówno przestępcami, jak i ofiarami są także zwierzęta, sprawdza się u Lengrena doskonale.
Jako dziecko zaczytywałem się tą książką nieprzytomnie. Trafiwszy na nią w jakiejś makulaturze kilka lat temu zostawiłem ją sobie i przeczytałem po raz pierwszy od około trzydziestu lat z okładem. I czasem lubię sobie do niej wrócić. Polecam „Borka, Topka i Azę” wszystkim fanom kryminału milicyjnego, bo o ile dość łatwo znaleźć połączenie gatunkowe między literaturą milicyjną a młodzieżową – by przywołać tu choćby komiksy o kapitanie Żbiku – o tyle fuzja kryminału milicyjnego z literaturą dziecięcą to już coś naprawdę nietypowego, a jakże interesującego. Zwłaszcza, iż – jak podkreślam – jest to fuzja ze wszech miar udana.
