- Autor: Mike W. Kerrigan (Andrzej Wydrzyński)
- Tytuł: Porwanie Brett Macroft
- Wydawnictwo: Śląsk
- Seria: z buźką
- Rok wydania: 1959
- Nakład: 40253
- Recenzent: Mariusz Młyński

Brett Macroft, hollywoodzka pin-up girl, a od roku kochanka Artura O’Connoly’ego, redaktora naczelnego tygodnika dla somnambulików „New Moon”, znika w tajemniczych okolicznościach. Nazajutrz redaktor otrzymuje depeszę wysłaną z Kanako, miasta w Karmelii w południowej Afryce; z treści wynika, że dziewczyna została porwana, a pięćset tysięcy dolarów okupu ma zostać złożone o drugiej w nocy pod jednym z pomników w portowej miejscowości Palmoronto.
O’Connoly wysyła do Karmelii Joego McLeana, kierownika działu reportaży tygodnika; oficjalnie w celu zebrania materiału o życiu miejscowych lunatyków, a faktycznie w celu trafienia na ślad Brett Macroft. W rzeczywistości jednak O’Connoly podejrzewa McLeana o zbałamucenie dziewczyny i zaplanowanie ucieczki z nią na Kubę; w ślad za nim wysyła więc do Palmoronto sławnego detektywa Krzysztofa Kolumba.
Joe McLean po przybyciu do Palmoronto melduje się w Domu Radosnego Wypoczynku; prawie wszystkie poznane przez niego w tamtejszym barze osoby wspominają o tajemniczej platynowej blondynce mającej na imię Brett i mówią, że mają na oku biznes, który może im przynieść pięćset tysięcy dolarów zysku. Z kolei Kolumb opracowuje listę podejrzanych – znajduje się na niej dwadzieścia osób.
Książka Andrzeja Wydrzyńskiego to groteska w czystej postaci; sęk tylko w tym, że dobra groteska powinna śmieszyć i nie powinna być za długa, a określone teksty nie powinny się powtarzać – a tak, niestety, mamy tutaj. Pomysł na powieść był świetny, cały korowód podejrzanych postaci również jest ciekawym rozwiązaniem ale wszystko jest trochę za bardzo rozmemłane i wręcz karykaturalne. Czyta się to dobrze, do głowy wchodzi lekko ale nie ukrywam, że treść uleciała z niej dość szybko; po prostu brakuje tu jakiegoś błysku. Można tę książkę przeczytać, głowa po niej nie boli, ale nie jest to nic nadzwyczajnego – szkoda. Ciekawostką jest fakt, że powieść była drukowana w odcinkach w 1959 roku w „Trybunie Robotniczej” pod tytułem „Tino był jedenasty”; jej książkowe wydanie pierwotnie było zapowiadane jako „Ardengo strzela pierwszy”.


