Dominik Wacław – Śmierć po dancingu 147/2026

  • Autor: Dominik Wacław
  • Tytuł: Śmierć po dancingu. Zbiór reportaży
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: Literatura Faktu
  • Rok wydania: 1984
  • Nakład: 50250
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Zosia po zabawie do domu już nie wróciła

Recenzowana pozycja liczy 132 strony, a jej cena okładkowa to 80 zł. Składa się na nią 15 opowiadań obyczajowych, kryminalnych, sensacyjnych i wojennych. Jest wśród nich „Lot na Tempelhof”, który recenzowałem z „Ekspresu Reporterów”. Najbardziej kryminalnym z nich jest tytułowe, liczące jedynie 8 stron.

8 stycznia 1983 roku, w wolną sobotę, na terenie powiatu bolesławickiego, 15 metrów od drogi zgorzeleckiej, znaleziono ciało młodej kobiety. Na szyi miała zaciśniętą apaszkę. Ekipa milicyjna zjawiła się natychmiast. Odnaleziono torebkę, a w niej dowód osobisty denatki. Okazało się, że ofiarą była Zofia S. z Bolesławca. Pies tropiący doprowadził do pobliskiego „Prnjavora” – restauracji z dansingiem i wyszynkiem. Nie wiadomo było jednak czy był to ślad ofiary czy mordercy. W komendzie MO ogłoszono alarm dla wszystkich funkcjonariuszy służb kryminalnych i dochodzeniowych.

Czynności rozpoczęto od rozmów z personelem restauracji. Ustalono, że na ostatnim dansingu bawiło się około 140 osób, a wśród nich Zosia z dwiema koleżankami. Obie rozpytano, ale nic ciekawego do sprawy nie wniosły. Kolejną grupą, z którą prowadzono rozmowy, byli taksówkarze, ale żaden z nich nie widział samotnej kobiety wychodzącej z restauracji. Kolejnym zadaniem było ustalenie wszystkich mężczyzn biorących udział w dansingu i rozliczenie ich z ostatniej godziny imprezy. Tymczasem sekcja zwłok wykazała, że mordu dokonano z pobudek seksualnych, a ofiara nie stoczyła z napastnikiem żadnej walki. We wtorek na liście podejrzanych pozostało tylko siedem osób, a w środę była już tylko jedna…

Opisane w reportażu przestępstwo na tle jemu podobnych niczym szczególnym się nie wyróżnia. Autor położył szczególny nacisk na tytaniczną i skuteczną pracę milicjantów. To tyle. Jedyny PRL-ogizm to „Gazeta Robotnicza”.