- Autor: Kodym Wiesław, Nowak Edward
- Tytuł: Tycjan przekracza granicę
- Wydawnictwo: Wielki Sen
- Seria: Seria z Warszawą (wolumin # 91)
- Rok wydania: 2016
- Nakład: nieznany
- Recenzent: Robert Żebrowski
LINK Klubowa Księgarnia
LINK Recenzja Grzegorza Cieleckiego

Przekracza czy nie przekracza – oto jest pytanie
Wiesław Kodym ma w swoim dorobku pięć książek, z czego dwie wydane były w monowskim „Labiryncie”; Edward Nowak zaś cztery, w tym jeden „Labirynt”, a także „Pani profesor ulica” – o przestępczości nieletnich. Recenzowana pozycja liczy 91 stron. Opowiadanie drukowane było w „Sztandarze Młodych” w roku 1965.
Tycjan – żyjący na przełomie XV i XVI wieku – był czołowym przedstawicielem szkoły weneckiej włoskiego malarstwa renesansowego. Jedynym obrazem Tycjana, jaki na stałe znajduje się w Polsce (od roku 1946), jest „Alegoria miłości” prezentowana w Krakowie na Wawelu. W czasie II WŚ z naszego kraju zrabowano co najmniej dwa obrazy tego malarza: „Portret mężczyzny” oraz „Salome” i nie wiadomo było o tym, aby jakikolwiek inny jego obraz pozostał w Polsce.
Recenzję tę piszę z pewną dozą niechęci, gdyż spośród tych tomów „Serii z Warszawą”, które czytałem, ten jest najgorszy pod względem fabularnym.
Akcja toczy się w Krakowie i Warszawie, w pierwszej połowie lat 60.
Grupa, niczym jakiś klub, rodzimych koneserów, kolekcjonerów i handlarzy utraconymi w czasie II WŚ arcydziełami sztuki malarskiej, kierowana przez Adama Sokolskiego miała przemycić do Włoch, na zamówienie pewnego rzymianina, zbiór obrazów Kossaka, Michałowskiego i Gierymskiego, a także pojedynczy obraz Tycjana przedstawiający Chrystusa, należących do ich „galerii”. Pojawił się tylko jeden problem – nabywca żądał potwierdzenia autentyczności obrazów u eksperta. Szef wpadł na pomysł, aby klubowicz Jerzy Kęstowicz skontaktował się z pewnym profesorem, swoim przedwojennym wykładowcą na Jagiellonce. Zbajerowany emerytowany profesor podjął się wykonania ekspertyz. Gdy wydawało się, że wszystko jest już na właściwej drodze, pojawiły się komplikacje. Profesor zidentyfikował obrazy Michałowskiego jako przedwojenną własność jego znajomej hrabiny, którą o tym niezwłocznie powiadomił. Adam zwrócił na siebie uwagę milicji posiadaniem znacznej kwoty dolarów, co zostało ujawnione podczas zatrzymania go po popełnionym przez niego wykroczeniu drogowym. Lokaj hrabiny – bez wiedzy i zgody swojej pani – powiadomił dzielnicowego o tym, że ktoś jej groził. Adam, przeczuwając, że coś mu może grozić, razem z Jerzym wyjechali do Warszawy, by tam sfinalizować przerzut dzieł sztuki przez naszą granicę.
W opowiadaniu pojawiło się kilku mundurowych: major – komendant, kapitan prowadzącego sprawę, starszy sierżant Karol Witkowski – dzielnicowy, który pierwszy trafił na trop, sierżant i plutonowy ze służby ruchu (wszyscy z Krakowa), porucznik Lewczuk i podporucznik (ze stołecznej milicji), a także porucznik z WOP (z warszawskiego oddziału).
Słabiutka ta książka, słabiutka. Wydaje się, że trochę się w niej dzieje, bo choć na szczęście nie ma w niej trupa to są inne przestępstwa: oszustwo, wymuszenie rozbójnicze, porwanie, kradzież, przemyt. Jednak wszystko to jakieś takie nijakie, mdłe, bez ikry, a do tego naiwne i bez odpowiedniego napięcia. No cóż, nie zawsze musi być kawior.
PRL-ogizmy: krakowska restauracja „Wierzynek”, samochody – „Fiat 1300” (produkowany – co ważne odnośnie czasu akcji opowiadania – od roku 1961), „Wartburg” oraz milicyjne – „Warszawa” i „Nysa”, skuter „Lambretta”, kiosk „Ruchu”, papierosy „MDM”.
