Georges Simenon – Maigret na wakacjach 278/2026

  • Autor: Georges Simenon
  • Tytuł: Maigret na wakacjach
  • Cykl: Komisarz Maigret (28)
  • Wydawnictwo: C&T
  • Seria: z Puzzlami
  • Rok wydania: 2019
  • Przekład: Włodzimierz Grabowski
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

Śledztwo zanurzone w białym winie

Rasowy policjant,jak komisarz Jules Maigret nie miewa wakacji, gdyż w zasadzie jest na służbie cały czas. Nawet w trakcie urlopu, nawet jak nie prowadzi śledztwa oficjalnie, tylko niejako na uboczu, z doskoku. A przecież wiemy, że i tak to on zagra główną rolę. Nie inaczej mają się sprawy w powieści „Maigret na wakacjach”, który to utwór popełnił Georges Simenon w roku 1947.

Nie ma tu natomiast ani słowa o wojnie. Rzecz dzieje się na francuskiej prowincji – w Sables-d Olonne (cóż za pisownia) – mieście liczącym około 40 tys. mieszkańców. I zamiast rozkoszować się pogodą i faktem, że miasto leży na wybrzeżu Maigret musi zaglądać do szpitala, gdzie przebywa jego żona złożona naglą chorobą, a jakby tego było mało to w krótkim czasie pojawiają się dwie ofiary śmiertelne i trzeba znowu prowadzić śledztwo, mimo, że Sables ma własnego komisarza, a z Lotnej Brygady (w której też kiedyś działał Maigret) przysyłają dalszych dwóch. A co do wspomnianych ofiar, to pewna kobieta jest umierająca – niejaka Helena Godreau. Przed śmiercią przekazuje jednak Maigretowi intrygujący list, z sugestią że jej możliwa śmierć to nie przypadek. Niewiele później zostaje we własnym domu uduszona czternastoletnia dziewczynka. Czy te sprawy maja ze sobą coś wspólnego? Maigret snuje się po mieście, rozmawia z dziesiątkami osób, odwiedza kolejne szynki, tawerny, bistra i kasyna. Wszędzie pije białe wino albo calvados. Można wręcz odnieść wrażenie, że to jego główne zajęcie, a nie jakieś tam śledztwo. No cóż, wszak są wakacje, coś trzeba z nich mieć. Zresztą sam Simenon dziwi się Maigretowi, stwierdzając że ten chyba nigdy tyle nie pił, co na obecnych wakacjach. Jakże inaczej zachowuje się podczas urlopu nasz rodzimy major Stefan Downar z książek nieocenionego Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Mamy wszak naszą odpowiedź na „Maigreta na wakacjach”. Chodzi rzecz jasna o „Nieudany urlop majora Downara”. Komisarz Maigret mając kontakt ze światem lekarskim wspomina, że też być może zostałby chirurgiem, gdyż studiował medycynę, ale musiał przerwać naukę po trzecim roku z uwagi na śmierć ojca i wówczas przypadkiem trafił do policji, przestawiając radykalnie zwrotnię zawodowej kariery. Komisarz sięga w myślach jeszcze głębiej w przeszłość i wspomina nawet jak to był ministrantem w swej rodzinnej wsi Allier. Tak więc w tym tomie znacznie poszerzamy wiedzę o życiu prywatnymi komisarza. W toku śledztwa tylko raz komunikuje się z centralą i rozmawia chwilę z Janvierem, zlecając sprawdzenie pewnego drobiazgu. Oczywiście, jak to u Simenona, zawiłe relacje miedzy postaciami kryją kolejne warstwy zależności, które nie umkną uwadze Maigreta, krok po kroku zbliżającemu się do rozwiązania. Kto wie może właśnie sączone po całych dniach białe wino wyostrza umysł komisarza i jego niezawodny zmysł obserwacji raz umiejętność wiązania ze sobą faktów pozornie bardzo od siebie odległych. To już pozostawiam każdemu czytelnikowi do samodzielnego rozstrzygnięcia. A jak się rozchodzi o medycynę, to wspomnijmy, że porucznik Szczęsny z powieści Anny Kłodzińskiej, zanim został milicjantem, też studiował medycynę, a z kolei dr Kostrzewa z dzieł Tadeusza Kosteckiego, to nawet praktykował jako lekarz. Być może za wiele tu tych skojarzeń, ale nic nie poradzę. Czytając kolejne „Maigrety” szukam oczywiście wątków polskich, których zwykle brak, czasem jednak się pojawiają jako dość istotne elementy, a innym razem jako ledwie zauważalne wzmianki. I taką oto wzmiankę wypatrzyłem. Mianowicie, inspektorzy Piechaud i Boivet, którzy przybywając na pomoc Maigretowi opisywani są jako wielcy spece. Szczególnie Piechaud, gdyż: „omal nie stracił życia aresztując jakiegoś Polaka, stąd ma na prawym policzku bliznę od kuli”. No cóż, aresztować Polaka, nawet tylko jakiegoś, to nie bułka z masłem, to nie w kij dmuchał, to wyczyn, który pozostawia ślad już do końca kariery i to nie tylko w psychice, ale też i na ciele.