Maciej Patkowski – Człowiek w tajnej misji 506/2025

  • Autor: Maciej Patkowski
  • Tytuł: Człowiek w tajnej misji
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Rok wydania: 1967
  • Nakład: 10000
  • Recenzent: Mikołaj Kwaśniewski

Piotr Szmidt, polski lotnik, który po II wojnie światowej znalazł się w Chicago, podejmuje się lotu w tajnej misji do Moskwy. Lot zakończył się powodzeniem, ale w drodze powrotnej dostaje ataku ślepej kiszki i ląduje w szpitalu w Warszawie. Po operacji poddaje się rekonwalescencji, co jest powodem do wspomnień, podróży sentymentalnej na Podhale
i odkrycia pewnej nieznanej historii rodzinnej.

Z początku myślałem, że to po prostu nieudana powieść. Ni to szpiegowska, ni to sensacyjna, polana propagandowym sosem, taki polityczny produkcyjniak z czasów PRL, w którym biali Amerykanie, także polskiego pochodzenia, wpadają w panikę na wieść, że w ich sąsiedztwie zamieszka czarnoskóry i masowo wyprzedają mieszkania(!), co miało chyba w zamyśle pokazać, jak rasistowskim krajem była Ameryka lat 60-ych. Jako przeciwwaga występują radzieckie dzieci, które na brudnych samochodach wypisują apel, że potrzebują pokoju, świadczący, zdaje się, o poczuciu zagrożenia i głębokim pacyfizmie. Jak zwykle w takich powieściach bohaterowie poświęcają wolny czas kulturze wysokiej– tu oglądają w Moskwie operę „Kopciuszek”.

Główny bohater to „człowiek ze skazą”, samotny ale wrażliwy, postać pełna sprzeczności. Z jednej strony pragnie poznać kraj Rad, „o którym głośno w Ameryce” (s. 65) i nie chce wcale go opuszczać, z drugiej strony głęboko, wręcz mistycznie, przeżywa mszę. Co więcej – prosi znajomą dziewczynę o modlitwę, ta się za niego modli, a bohater czuje, że to odniosło natychmiastowy skutek. Szkoda, że autor nie przekazał, na czym ten skutek polegał.

Bohater chce utrzymywać bliskie kontakty z owym czarnoskórym jegomościem – przyczyną paniki, nota bene też uciekającym przed czarnoskórymi – a jeszcze bliższe z jego żoną, która jest Polką, i na koniec powieści, w przypływie patriotyzmu, wraca do swego nazwiska i do kraju ojców by „popatrzeć jak budują socjalizm” (s. 223), co jest wzruszające.
Z drugiej strony Piotr Szmidt cieszy się, że nie ma domu w sąsiedztwie jegomościa, bo też musiałby go sprzedać – z oczywistą stratą materialną.
Powieść jest pełna opisów jesieni na Podhalu, ma to się nijak do akcji powieści, miało jednak świadczyć o głębokim patriotyzmie bohatera, który wszakże sam nie spieszy się z powrotem do kraju.

Fakt, że Amerykanie tajną misję powierzyli Polakowi, tylko dlatego, że zna kilka słów po rosyjsku, pokazuje, jak głęboko w realiach ówczesnego świata jest osadzona ta powieść. Inne przykłady – nasz bohater jest pierwszy raz w Moskwie, ale nie przeszkadza mu to świetnie znać topografii miasta; grupa pilotów amerykańskich bez problemu dostaje się na Kreml, by tam pogawędzić z Chruszczowem, który poradził im, by przed odlotem zjedli bliny; bohater powieści spędza kilka tygodni w Polsce, nie niepokojony przez pracodawcę czy służby specjalne (w końcu był w tajnej misji), za to troskliwie zaopiekowany przez konsula i jego żonę; w Bukowinie Tatrzańskiej od ręki w Radzie Narodowej kupuje ziemię, żeby postawić pomnik, który również bez najmniejszych problemów, i w czasie rzeczywistym, zamawia u miejscowego, wziętego – także za granicą – artysty. Artysty, dodajmy, „o wyraźnie chłopskich rysach” (str. 207).

W powieści jest mnóstwo niedoróbek i niedopowiedzeń. „Skaza” to przykra historia z czasów wojny, ale nie wiadomo, jak rzutuje na psychikę bohatera, oprócz złych wspomnień, i czy miało to konkretne skutki, np. karne czy osobiste. Podczas wizyty na Podhalu odnajduje miejsce związane z jego wojennymi losami i coś wykopuje z ziemi, nie wiadomo jednak, ani co to jest, ani po co to wykopał (s. 153). Pojawiają się postaci, jak sekretarka w jego amerykańskiej firmie, czy pułkownik służb specjalnych Aberg, które nagle znikają i nie odgrywają roli w powieści, choć pozornie są ważne. W tekście jest pełno dziwacznych przemyśleń, na przykład o nożu, podczas pobytu w szpitalu, co można wyjaśnić właśnie pobytem w szpitalu, ale nic nie wnoszą do akcji.

I kiedy już byłem bliski wystawienia oceny niedostatecznej (w starej skali ocen), zastanowiło mnie, dlaczego tak czujne na punkcie przyjaźni polsko-radzieckiej wydawnictwo jak „Iskry” opublikowało w 1967 roku powieść, której jednym z drugoplanowych, ale bezsprzecznie pozytywnych bohaterów jest Chruszczow, trzy lata wcześniej odsunięty od władzy. Zresztą akcja samej powieści dzieje się w roku 1964, czyli pod koniec jego rządów.

I wtedy mnie olśniło – człowiekiem w tajnej misji wcale nie jest bohater powieści, Piotr Szmidt, lecz… Czytelnik, a sama powieść może nie być zwykłym gniotem, lecz fascynującą opowieścią pełną ukrytych znaczeń. W tekście są – muszą być – ukryte znaki, wskazówki, tropy, które po rozszyfrowaniu prowadzą do rzeczywistej zagadki i sensacyjnego rozwiązania. Znalazłem kilka:

– na str. 51 mowa o godzinie „jedenastej po południu”, wprawdzie autor zastrzega, że „czasu miejscowego”, więc może gdzieś na świecie jest strefa czasowa, która ma taką godzinę;
– na str. 68 autor wspomina o „amerykańskiej budowli z lat piętnastych”(?);
– na str. 71 jest zdanie „Wzdłuż całej karoserii pisało wielkimi, koślawymi literami (…)” – niemożliwe, żeby autor i wydawnictwo nie dostrzegło błędu, za który każdy uczeń szkoły podstawowej dostałby obniżoną ocenę ze sprawdzianu;
– na str. 85 bohater wybudzany z narkozy zapytuje dwukrotnie „Where I’m?”, co nie jest ani poprawne gramatycznie ani łatwe do wymówienia.
Na pewno takim znakiem jest zdanie ze str. 64: „Bieriozy – odrzekł po rosyjsku i zastanowił się, dlaczego machinalnie przypomniał sobie ich właściwą nazwę, którą nigdy się przedtem nie posługiwał, nawet w myślach.” Tropiciele zagadek muszą rozstrzygnąć, dlaczego bohater nigdy nie posługiwał się taką nazwą drzewa nawet w myślach i dlaczego rosyjska nazwa jest właściwa.

A może takim tropem jest też podwójne znaczenie napisu na samochodzie „My triebujem mira” (str. 71), wszak „mir” po rosyjsku znaczy i pokój, i świat.
Niżej podpisanemu nie starczyło ani spostrzegawczości, by znaleźć inne ślady, ani inteligencji, by tą zagadkę rozwiązać. Ale może są Czytelnicy, którzy się o to pokuszą?