Kowalewski Stanisław – Kiedy mija noc 505/2025

  • Autor: Kowalewski Stanisław
  • Tytuł: Kiedy mija noc. Opowiadania
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Rok wydania: 1955
  • Nakład: 5176
  • Recenzent: Robert Żebrowski

LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego (druga)

Szakale, hieny i sępy

Stanisława Kowalewskiego (1918-2003) znam jako autora powieści dla młodzieży „Nie ma ceny na miód akacjowy”, w której pojawił się wątek kryminalny dotyczący kradzieży ikon. Recenzowane tytułowe opowiadanie znajduje pośród trzech innych: „Pozory mylą”, „Dwa pokoje” i „Listy”. Liczy ono 97 stron, a powstało w roku 1953. Całość zaś liczy 233 strony, a cena okładkowa to 9,50 zł.

Akcja rozgrywa się na Mazurach, w roku 1952.

PGR Serwiany miał swoją siedzibę w dawnym pałacu pruskiego junkra. Gospodarstwo obejmowało oborę, chlew, stajnię i pole. Kierował nim Pakuła, a głównym agronomem był Dylkiewicz. Wśród pracowników byli: brygadzista Paweł Nurcyk, traktorzyści – Konrad Baziok i Johann Kozłowski, chlewmistrzyni Ewa Tucholska, oborowa Maria Kozłowska, kowal Franz Schircke, a także Margerita Kozłowska (córka Marii, siostra Johanna), Emil Kołek, Zając i Czaja. Czynności nadzorcze pełnili: wójt Baraniagłowa, przewodnicząca Gminnej Rady Narodowej – Teresa Bożek i jej zastępca – Bziarski, sekretarz Powiatowego Komitetu PZPR – Milewski, a także przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Zespołów PGR-ów – Galant. Z uwagi na to, że gospodarstwo od dłuższego już czasu osiągało słabe wyniki produkcyjne i nie wypełniano wyznaczanych mu norm, wierchuszka postanowiła dokonać zmiany kierownika. Nowym został towarzysz Okoń z Łodzi, który wcześniej był milicjantem, a dla którego był to awans społeczny. Pakuła natomiast został przeniesiony na stanowisko kalkulatora.

Nowy kierownik rozpoczął swoją pracę od zapoznania się z sytuacją, w jakiej znajdował się PGR. W tym celu prowadził rozmowy z pracownikami. Okazało się, że jednym z głównych powodów obniżki wydajności było pozbawienie gospodarstwa pompy wodnej, którą zamiast naprawić to zabrano do Okręgu, w związku z czym wodę trzeba było dowozić z odległego o dwa kilometry jeziora. Innym powodem była postawa niektórych pracowników niewykonujących z zaangażowaniem swoich obowiązków. Kolejną przyczyną niepowodzeń produkcyjnych były rozdźwięki między polskim kierownictwem a mazurskimi pracownikami. Nie poczuwali się oni do obywatelstwa polskiego, nie dawali się „spolszczyć”, wciąż podkreślali swoją odrębność, a niektóre decyzje kierownictwa traktowali jako wyzysk i godzenie w ich pochodzenie. Okoń szybko popadł z nimi w konflikt. Otóż namówił on – oporną wcześniej – Marię Kozłowską do podpisania ankiety przyjęcia obywatelstwa polskiego, czemu ostro sprzeciwiły się jej dorosłe dzieci, uważające się za Mazurów, a nie Polaków. W sprawie tej interweniował sąsiad PGR, mieszkaniec Wilkowa – Kurpiewski, najlepszy obok Delenhofa, gospodarz w okolicy. Umówił się on na spotkanie z kierownikiem na osobności, gdzie wytłumaczył mu specyfikę zachowań ludności mazurskiej. W czasie rozmowy, niby przypadkiem, nadeszło trzech indywidualnych, mazurskich gospodarzy z Wilkowa: Raginis, Smenda i Polkowski, którzy przyłączyli się do rozmowy. Wraz z Kurpiewskim zdecydowanie potępili działania Okonia odnośnie namawiania Mazurów do przyjmowania polskiego obywatelstwa. Kierownik wzburzony tą rozmową zakończył ją i odszedł. Gospodarze jeszcze trochę razem podebatowali, zastanawiając się co zrobić z nowym kierownikiem. W pewnej chwili Polkowski wyciągnął spod kurtki pistolet, zadając wcale nie retoryczne pytanie: „Może zabić?” Okazało się, że zarówno oni, jak i część pracowników w Serwianach, realizuje instrukcję: „Obniżyć poziom produkcji PGR-ów wszędzie tam, gdzie kierownikami są Polacy”.

Wkrótce w Serwianach doszło do sabotażu. Paliwo przeznaczone dla pegeerowskich traktorów przejął Kurpiewski. W związku z tym Okoń pojechał do Wilkowa, aby odzyskać i przywieźć tę benzynę. Dwoje jego pracowników, kojarząc fakty, w obawie przed zamordowaniem kierownika, wyruszyło mu naprzeciw. Niestety polała się krew. Okazało się, że Kurpiewski to inspirowany przez Niemców członek byłej Brygady Świętokrzyskiej NSZ…

Opowiadanie to, samo w sobie, jest dość ciekawe. Porusza bardzo ważny i delikatny tzw. problem mazurski. Mazurzy przez Niemców byli traktowani jako Polacy, a przez wielu Polaków jako Niemcy. Stąd też brała się ich nieufność i niechęć do osób pojawiających się po wojnie na terenach przez nich zamieszkiwanych, a także obawa przed gorszym i niesprawiedliwym ich traktowaniem. Wydaje mi się, że rozmowy prowadzone w książce oddają ducha tamtych czasów, tamtego miejsca i tamtych problemów. Jeśli chodzi o wątek stricte kryminalny to jest on niedługi, ale wyraźny i dramatyczny. Prawdę powiedziawszy opowiadanie to już od samego początku prowadzi do tragedii, która się wydarzyła. Myślę, że warto sięgnąć po tę pozycję.