Kowalewski Stanisław – Kiedy mija noc 507/2025

  • Autor: Kowalewski Stanisław
  • Tytuł: Kiedy mija noc, Dramat w 5 aktach
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Seria: Biblioteka Świetlicowa „Czytelnika”
  • Rok wydania: 1957
  • Nakład: 1705
  • Recenzent: Robert Żebrowski

LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego (pierwsza)

O powrót junkrów, baronów i grafów, czyli zdrajcy na niemieckiej służbie za amerykańskie dolary w walce przeciw własnemu narodowi

Stanisław Kowalewski jest autorem zbioru opowiadań pt. „Kiedy mija noc”, wydanego w roku 1955, z którego tytułowe opowiadanie niedawno zrecenzowałem. I właśnie na jego motywach oparty jest przedmiotowy dramat. Liczy on 132 strony, z czego 38 stron zajmują uwagi inscenizacyjne. Autor napisał go w okresie: listopad 1952 – luty 1958.

Akcja rozgrywa się na Mazurach, w roku 1952.

Pegeery w Serwianach i w Wilkowie należały do tego samego zespołów mazurskich Państwowych Gospodarstw Rolnych. Kierownikiem pierwszego był Pakuła, a drugiego – Kurpiewski. Pakuła nie radził sobie jednak na swoim stanowisku. Podlegli mu pracownicy nie wykonywali jego poleceń, ociągali się z pracą lub bumelowali. W chlewni, oborze, stajni i na podwórzu panował nieporządek. Podobnie było i na polu, gdzie konie wchodziły w szkodę, podżerając buraki. Do złej sytuacji przyczynili się też hydraulicy z Okręgu, którzy zamiast naprawić zepsuta pompę, nic przy niej nie robili, nic nie sprawdzali, a jeszcze odłączyli od niej motor i zabrali go ze sobą. Co ciekawe, przyjeżdżając do PGR-u mieli już ze sobą papiery, w których była decyzja o zdemontowaniu i odebraniu motoru. Choć trudno w to uwierzyć działanie to było zakamuflowanym sabotażem. Z uwagi na to pracownicy gospodarstwa zmuszeni zostali do przywożenia wody z daleko położonego jeziora.

Nadzór PGR-ów postanowił zastąpić dotychczasowego kierownika nowym – towarzyszem Okoniem, który wcześniej zapisał chlubną kartę w Milicji Obywatelskiej. Wyznaczono mu zadanie uporządkowanie spraw i wykonanie planów gospodarczych. Okoń już na samym początku usiłował wysondować pracowników, jak to naprawdę jest – w objętym przez niego folwarku – odnośnie ludzi, pracy, atmosfery i przyczyn spadku produkcji. Szybko zorientował się, że największym problemem są pracownicy pochodzenia mazurskiego. W czasach, kiedy ich krainą władali Niemcy, traktowani byli przez nich jako Mischvolk, czyli Mieszańcy, natomiast Polacy uważali ich za Niemców. Stąd obecne animozje i brak porozumienia odnośnie wpółpracy. Nowy kierownik dolał jeszcze oliwy do ognia, gdy skutecznie zachęcił jedną z mazurskich pracownic, by podpisała ankietę o przyjęciu obywatelstwa polskiego. Była to stara Kozłowska, oborowa, której mąż zginął za Polskę w czasie trwającego na Mazurach plebiscytu. Podpisana ankietą najbardziej zbulwersowały się jej dorosłe dzieci – Johann i Margerita, również pracownicy PGR-u.

W niedługo potem na rozmowę z Okoniem umówił się kierownik z sąsiedniego gospodarstwa. Kurpiewski, wraz z trzema innymi gospodarzami z Wilkowa, skrytykował jego działania, zarówno związane z prowadzeniem PGR-u i podejściem do Mazurów, jak też zachęcaniem do podpisywaniem ankiet. Ostrzegli go, że w ten sposób niczego dobrego nie osiągnie. Kiedy Wilkowianie pozostali sami stwierdzili, że dalej konsekwentnie muszą działać zgodnie z instrukcją polecającą obniżać poziom produkcji pegeerów, wszędzie tam, gdzie kierownikami są Polacy, i czekać aż wrócą nasi. Kurpiewski choć był Polakiem to popierał te działania jako członek byłej Brygady Świętokrzyskiej NSZ powiązanej z Niemcami. Niezwłocznie skontaktował się on z chlewmistrzynią Tucholską wydając jej rozkaz do dokonania sabotażu. Miała ona doprowadzić do tego, by prosięta wolno przybierały na wadze. Przypomniał jej, że w czasie wojny służyła Niemcom jako telefonistka. Tucholska nie poddała się jednak szantażowi i odmówiła wykonania tego polecenia. Nie chciała ona niszczyć tego, co osiągnęła swoją pracą po wojnie, tym bardziej, że doskonale pamiętała działalność Geheimsstaatpolizei, Sonderdienst, Sicherheitspolizei, Gewerbepolizei, Feldgendarmerie i Abwery.

W niedługim czasie od tej rozmowy Ewa Tucholska i brygadzista Paweł Nurczyk zniknęli. Zbiegło się to z wyjazdem Okonia wozem do Wilkowa po mieszankę paliwową do nowych Ursusów [typ C-45, produkowany w Czechowicach od roku 1947]. Sabotażyści postanowili sięgnąć po broń i zrobić z Okoniem porządek. Doszło do tragicznych wydarzeń, na które zareagowała milicja.

Recenzowana pozycja to „dramat o trudnej drodze Mazurów do swej odzyskanej ojczyzny”. Mocno wybrzmiała w nim powojenna kwestia mazurska. Muszę przyznać, że czytałem go z dużym zainteresowaniem, a to z uwagi na ciekawe dialogi poruszające ważne ówcześnie kwestie z różnych punktów widzenia. „Kiedy mija noc” należy, podobnie jak niedawno zrecenzowana przez mnie książka „Gwiazdy i ziemia” z roku 1955, do elitarnego – z uwagi na swą szczupłość – grona dramatów produkcyjno-kryminalnych (przy okazji – niskonakładowych). I z tego powodu, a także dla całości obrazu literatury sensacyjno-kryminalnej w PRL, warto po tę pozycję sięgnąć.