Leżeński Cezary – Strachy z pałacowej wieży 520/2025

  • Autor: Leżeński Cezary
  • Tytuł: Strachy z pałacowej wieży czyli Filip detektywem
  • Wydawnictwo: Śląsk
  • Rok wydania: 1983
  • Nakład: 30300
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Szukanie umarłych pośród żywych tam, gdzie rośnie pruski mur, czyli major, kapitan, porucznik i sierżant w akcji

Cezary Leżeński (1930-2006) najbardziej znany jest chyba z tetralogii wojennej dla młodzieży „Jarek i Marek” („Jarek i Marek na tropie szpiega”, „Jarek i Marek bronią Warszawy”, „Jarek i Marek wyruszają na zachód” oraz „Marek na wyspie nadziei”). Recenzowana pozycja liczy 140 stron, a jej cena okładkowa to 40 zł. Autor napisał ją w Kołobrzegu w roku 1980. Jej to czysty kryminał widziany oczami nastolatka.

Akcja toczy się na Mazurach, najprawdopodobniej w roku 1980, ale równie dobrze mogą to być lata 70.

Nastoletni Filip Konarski, mól książkowy, fan Agathy Christie, zamiast do Kołobrzegu, wyjechał na wakacje do wuja Alfreda Paszkowskiego, w czasach wojny kapitana „cichociemnych”, a obecnie dyrektora Państwowej Stadniny Koni z siedzibą w pałacu Stieglitzów (Szczygliców) w mazurskiej kniei. Już na wstępie dowiedział się od starego masztalerza Józefa, że w rejonie pałacu pojawił się biały baron, czyli duch zmarłego pruskiego właściciela posiadłości. Poza Filipem w pałacu gościli też czterej obcokrajowcy: Anglik Harry, Austriak Kurt, Niemiec z NRF – Juergen i Francuz Jean oraz troje Polaków – pani Nina, a także panowie Szur i Boczek. Pierwszy z Polaków był wysoki i chudy, a drugi niewysoki i okrągły – wg chłopaka przypominali Flipa i Flapa [to błąd, gdyż Flap był i wysoki, i korpulentny, a Flip niższy i szczuplejszy].

W niedługo po przybyciu Filipa, Juergen – doskonały jeździec, został znaleziony, gdy nieprzytomny, z rana głowy leżał na ziemi obok budynku. Wyglądało to tak, jakby spadł z konia uderzony czymś w głowę. Niemca zabrano do szpitala. Sprawą zajął się wiejski Sherlock Holmes, czyli sierżant z pobliskiego posterunku milicji. W pałacu przesłuchał wszystkich poza Filipem, czyli wuja, stajennych i masztalerzy, a także gości. Nikt z nich zdarzenia nie widział. Chłopak widząc nieudolność funkcjonariusza podjął własne śledztwo. Rozpoczął je od przeszukania pokoi gości. U Niny znalazł mały pistolet z zapasowym magazynkiem, u Kurta walizeczkę zamykana na zamek szyfrowy, a u Szura ukryty w pudełku ciężki kamień. Szur, uzbrojony w pistolet, przyłapał go w czasie myszkowania w jego pokoju. W czasie rozmowy z chłopakiem stwierdził, że jest on dość rozsądny, dlatego wyjawił mu, że jest majorem milicji z Komendy Głównej, który tropi groźną szajkę międzynarodowych przemytników dzieł sztuki i cennych starodruków literatury polskiej, kamień zaś ukrył jako dowód rzeczowy w sprawie zamachu na Juergena. Dodał też, że podejrzewa, że miejscowy sierżant jest w zmowie z szajką. Zobowiązał Filipa do zachowania tajemnicy co do jego misji, a także do niekontaktowania się z nim i uważania na swoje bezpieczeństwo. Chłopak przejęty całą sytuacją nadal podejrzewał wszystkich dokoła, także Szura i swego wuja, a nawet … siebie samego, nie wyłączając również koni ze stadniny. Wkrótce doszło do kolejnych zamachów na życie gości, a co za tym idzie ich liczba w pałacu się zmniejszała. Przybyła natomiast jedna osoba – ciocia Filipa – Aurelia zwabiona do stadniny fałszywym telegramem. Okazało się, że jeden z gości też jest milicjantem, w stopniu kapitana, ale jedynie przebywającym na urlopie. Z tymi ofiarami, milicjantami i podejrzanymi zrobiło się porządne zamieszanie, a Filip niczego nie był już pewien, a jeśli już był, to zazwyczaj faktycznie było na odwrót.

W mojej ocenie to nienajgorszy kryminał, a z uwagi na przemyślenia i odzywki nastolatka, bardzo humorystyczny. Intryga jest całkiem poważna, akcja dobrze zakręcona, a postacie „zakonspirowane”. Gdzieś już coś tego typu czytałem, ale wydaje mi się, że zamiast nastolatka była jakaś starsza pani. Niestety jego zakończenie rozczarowuje, choć sama finałowa akcja jest dynamiczna. Czegoś tu jednak zabrakło, może bardziej skomplikowanego rozwiązania zagadki, która wg mnie została tak jakoś spłaszczona. Mimo wszystko cieszę się, że udało mi się wyłowić tę pozycję i przeczytać ją.

Cytat z rozmowy sierżanta z Filipem: „- Nie pracuję w cyrku, tylko w milicji. – To jasne. W cyrku trzeba mieć więcej zręczności”.

PRL-ogizmy: samochody – mały i duży Fiat, Ford, Austin, Opel, film „Klub kawalerów” z roku 1962, książki – Kastnera „Emil i detektywi” (wydana w roku 1969 i 1980 oraz Agathy Christie „Dziesięciu Murzynków” (wydana w „Kluczyku” w roku 1960).