- Autor: Furmaga Lesław
- Tytuł: Skarb z piaszczystego półwyspu
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Morskie
- Rok wydania: 1976
- Nakład: 50250
- Recenzent: Robert Żebrowski

Jacek z Bródna, Teo z ferajny, WOP z Helu i Deutsche Krone z Wałcza
To pierwsza książka Lesława Furmagi (ur. 1933) z jaką mam do czynienia i prawdopodobnie ostatnia. Liczy ona 156 stron, a jej cena okładkowa to 25 zł.
Akcja toczy się w Warszawie, Helu, Gdyni, Gdańsku i Olsztynie, w latach 1964-1965.
Osierocony 14-letni Jacek Parnicki z Bródna trafił do rodzinniaka, czyli bidula, a oficjalnie – Domu Dziecka. W czasie grupowej wycieczki zorganizowanej z sierocińca na Hel, wymknął się ze szkoły, w której kwaterowali, i wykorzystując sen wachtowego zamelinował się na kutrze wyruszającym w rejs, aby na nim pracować. Znaleziono go już na pełnym morzu, po tym jak przez radio nadano komunikat o poszukiwaniach. Z portu odebrał go wychowawca, który czekając na niego zapoznał miejscowego rybaka – kapitana Rafała Kamkelę, który miał swoją łódź i rybackiego psa „Radara”. Rafał zapytał Jacka, czy chciałby z nim mieszkać i pracować. Chłopak zgodził się od razu. Dla załatwienia formalności kapitan udał się do stolicy. Przy okazji zwiedził ją. Na Hel wrócił już z Jackiem. Ten szybko zaprzyjaźnił się z miejscowymi chłopakami, byli to: Kubek Canka, Maciek – syn bosmana oraz Julek Hencel.
Któregoś dnia przypłynął kuter z RFN. Rybacy z niego kręcili się w nocy koło latarni morskiej. Przepędził ich patrol WOP, a później milicja. Kiedy powrócili na to miejsce, szperając w rozwalonym bunkrze, tym razem wpadli w ręce patrolu, zabrano ich na wartownię, a po zrewidowaniu nakazano opuścić kutrem port. Okazało się, że pomiędzy jedną, a drugą wizytą przy latarni, Niemcy usiłowali spić Julka i oferując mu dolary oraz szwajcarskie zegarki prosili go o pomoc w odnalezieniu skrzyni, w której były pamiątki rodzinne. Dali mu nawet plan z zaznaczeniem miejsca, gdzie została zakopana. Chłopcy postanowili namierzyć skrzynię. W tym celu postanowili przeprowadzić operację „Jesienny camping”, operację pomysłową, ale trudną, wymagającą wysiłku, a do tego odważną i ryzykowną, i to pod samym nosem WOP. „Zapomnieli” tylko powiedzieć o niej Rafałowi. Jak się zakończyła i co z niej wynikło – przeczytajcie sami. Mogę jedynie dodać, że włączyła się w nią MO z Gdańska.
Któregoś dnia, po trudnym połowie, Rafał dostał zawału i na dłuższy czas wylądował w szpitalu. Jacek został w domu jedynie z „Radarem”. W niedługo potem chłopak będąc w Gdyni trafił na starszego od siebie o kilka lat znajomego z Bródna o nazwisku Kłys, na którego mówiono wówczas „Bizon”. On to bronił młodsze dzieci przed osiedlowymi chuliganami. Okazało się, że Kłos pracuje w Gdyni w warsztacie u Fruzi i ma nową ksywkę – „Teo”. Kiedy dowiedział się, że Jacek dysponuje łodzią motorową bardzo się tym zainteresował i powiedział chłopakowi, że go odwiedzi na Helu. Tak też uczynił. Zaproponował Jackowi pracę w warsztacie oraz poprosił o pomoc w zrobieniu pewnego oszusta i złodzieja w „rydwan”, a potem udział w tzw. skoku z „chłopcem”. Ten zgodził się, nie orientując się, że właśnie zgłosił akces do groźnej, zbrojnej, „wielobranżowej” szajki złodziei, oszustów i przemytników. Kiedy wreszcie zorientował się, że coś nie gra, „Teo” dał mu do zrozumienia, że współpracuje z milicją w rozpracowaniu gangu. Na początek chłopak wziął udział w tzw. teatrze, w którym grali „turyści” i „milicjanci”, a gdzie jego zadaniem była podmiana tablic rejestracyjnych w samochodzie używanym przez chłopców Fruzi, który to okazał się szefem całego tego „interesu”. Potem nastąpiły kolejne, pomysłowe „numery”, z czasem coraz bardziej niebezpieczne, bo „ostre” i „wystrzałowe”. Jacek niewiele z tego rozumiał, ale zarabiał coraz lepiej…
Mimo, że jest to książka dla młodzieży to wątek kryminalny jest „dorosły”, długi i mocno rozwinięty, a do tego całkiem poważny. Szajka jest nieźle zorganizowana, dobrze dowodzona, a przestępstwa pomysłowe i skutecznie realizowane. Jest też dintojra. Ogólnie powieść jest dramatem obyczajowym z wątkiem sensacyjno-kryminalnym, marynistycznym oraz wojennym (wspomnienia kapitana). Czytałem to z zainteresowaniem, choć mocno mierziła mnie głupota Jacka.
PRL-ogizmy: warszawskie – Ściana Wschodnia (budowana w latach 60.), pomnik Nike, czyli Bohaterów Warszawy (w latach 1964-1995 stojący przy placu Teatralnym), reklamy na placu Konstytucji (ORBIS, LOT, KLM, SABENA), papierosy „Camel” i „Pall Mall”, statek żeglugi przybrzeżnej „Panna Wodna” (wycofany w roku 1965), samochody – Opel, Renault („Reno”), Morris, Fiat, Ford Taunus, Simca, Wartburg i Warszawa, lody „Bambino”, pszenne paluszki z solą i kminkiem, a także szkoła stopnia licealnego z klasami VIII-XI.
