Koźniewski Kazimierz – Sztyletem w serce 538/2025

  • Autor: Koźniewski Kazimierz
  • Tytuł: Sztyletem w serce
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07…
  • Rok wydania: 1968
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki

Tylko hotelowych dziewczyn moc

W roku 1968 startowała seria wydawnicza „Ewa wzywa 07..” i Kazimierz Kożniewski załapał się jako drugi autor tytułem „sztyletem w serce”. Był to zresztą jego pierwszy z trzech kryminałów (później ukazały się: „Śmierć w trójkącie błędów” oraz „Dwie kobry”).

Proza kryminalną to był zresztą margines twórczości autora, znanego przede wszystkim ze sfilmowanej „Piątki z ulicy Barskiej”. Koźniewski był także bardzo aktywnym dziennikarzem. Z Poznania przyjeżdża na wybrzeże pracownik zakładu budowy maszyn, Andrzej Koszuch. Zatrzymuje się po raz kolejny w tym samym hotelu . I tu pewnego poranka znajduje go martwego obsługa hotelowa. Ktoś użył tytułowego sztyletu. Mamy zatem w tytule i narzędzie zbrodni i sposób jego użycia. Sprawa trafia w ręce porucznika Lewandowskiego z komendy miejskiej. W rutynowym dochodzeniu pojawia się od razu wątek niemiecki – sztylet miał usunięte hitlerowskie symbole, załoga hotelu była rozpytywana, czy aby goście odwiedzający ofiarę byli Polakami; dowiadujemy się również, że niedawno wyszedł z portu niemiecki drobnicowiec. Wszystko to bardzo banalne, ale okazuje się, że przeszłość wedrze się do fabuły nieco inną drogą. Trzeba odnaleźć wszystkie osoby, z którymi denat widział sie w hotelu, niezależnie od ich narodowości. Major Kiedrowski rozsyła ludzi w różne rejony kraju. W popielniczce pokoju hotelowego znaleziono kilka rodzajów niedopałków, choć sam denat nie palił. Najwyraźniej jednak dłuższy czas nikt nie opróżniał popielniczki, żeby dać sugestie śledczym. Kto palił sporty, kto giewonty, a kto carmeny? Podobno Koszuch zachowywał się tak, jakby się kogoś bał. Ale chyba nie w pracy? Tam nie było żadnego punktu zaczepienia., przecież obrabiarek, ani wagonów raczej nie kradną. Trzeba jednak szukać w przeszłości. Porucznik Lewandowski ujawnia w archiwum, ze odcisk palca w kenkarcie, a następnie dowodzie osobistym denata to nie są te same odciski. Teraz tylko należy powiązać przeszłość Koszuta z konkretnym gościem odwiedzającym go w hotelu feralnego dnia. A zatem tak czy inaczej, musimy szperać w przeszłości okupacyjnej. Okazuje się, że tajemnicą denata było również noszenie peruki. Stąd już oczywista konkluzja, że mamy do czynienia z kimś o podwójnej tożsamości. Tylko co ukrywał Koszuch? Pada znamienne zdanie: „Jeżeli ktoś ma dwie twarze, powstaje pytanie, kim jest naprawdę?” Nie można się oprzeć wrażeniu, ze Kazimierz Koźniewski w sposób zawoalowany pisał tu o samym sobie (jak obecnie wiemy, przez wiele lat był tajnym i bardzo aktywnym współpracownikiem służby). Zresztą w innym kryminale Koźniewskiego – „Śmierć w trójkącie błędów” też dostrzegłem elementy, które można by uznać za rozrachunkowe. „Sztyletem w serce” jest fabularnie utworem przeciętnym. Brakuje tu zdecydowanie narracyjnej dyscypliny – partie sugerujące głębszy psychologizm utworu, zresztą niepotrzebne, są zbyt chaotyczne, a sam styl za ciężki, jak na potrzeby serii „Ewa wzywa 07”. Ale, żeby nie było iż nie dostrzegam radości dialogowych, tam gdzie one występują, zacytuję (w kontekście odwiedzin w hotelu): „- W dzień wolno każdemu…Regulaminowo…- pokazał ręką na wiszącą w ramce instrukcję. – Tylko dziewczyny, wieczorem, no… – Dziewczyny? – porucznik pokazał zabitego. – Boże uchowaj! Nigdy, żadne. Nie! Bardzo przyzwoity człowiek.”
Trafiłem także na dwa intrygujące słowa – „tyrpać” – tu w znaczeniu: szturchać, popychać oraz „kamulet” – w zdaniu: „Taki kamulet drogi”. Możemy zrozumieć z kontekstu, że chodzi o dużą odległość, ale definicja wskazuje na rodzaj fajki wykonanej z wydrążonej trzciny. Zatem tu zostało użyte bez sensu lub wystąpił błąd w druku. Trudno dociec.
Po „Sztyletem w serce” sięgnąłem z klubowego obowiązku. Jakiś czas temu Klubowicz Robert Żebrowski zwrócił uwagę, że brakuje recenzji tej „Ewy”. Jakoś nikt nie pisał i nie pisał. I wtedy pomyślałem sobie, nie pytaj komu bije dzwon. Bije on tobie. No i się podjąłem.