Domańska Antonina – Historia żółtej ciżemki 534/2024

  • Autor: Domańska Antonina
  • Tytuł: Historia żółtej ciżemki
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Rok wydania: 1990 (wyd. VII)
  • Nakład: nieznany
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Czarny Rafał i złoty trzewik

Antonina Domańska (1853-1917) mieszkała w Krakowie. Pisała przede wszystkim książki historyczne dla dzieci, w tym m.in. zekranizowaną powieść „Paziowie króla Zygmunta”. „Historię żółtej ciżemki” po raz pierwszy wydano w roku 1913.

Od tamtej pory miała ona wiele wydań – zarówno przed jak i po wojnie (powyżej reprodukcje okładek wydań z następujących lat: 1938, 1939, 1939, 1946, 1959 i 1990). Recenzowana pozycja liczy – wraz z posłowiem Antoniny Jelicz – 244 strony, a ilustracje do niej wykonał Wiesław Majchrzak. Zgodnie z nową, po peerelowską rzeczywistością, nie ma w jej stopce podanego nakładu ani też ceny okładkowej. Natomiast na stronie przedtytułowej znajduje się doskonale wszystkim znany symbol „lektura szkolna”, w którego „okienku” figuruje liczba „V”. Warto też dodać, że pozycję tę podpisano do druku w lipcu 1990 roku, natomiast do składu oddano w listopadzie 1988. Taka to była kiedyś nasza polska cecha wydawnicza.

Akcja toczy się w latach: 1479-1489, w kilku miejscach na terenie ówczesnej Polski (m.in. w Porębie – obecnie wieś w gminie Alwernia, Krakowie i Wilnie).

8-letni Wawrzek z Poręby [leży około 30 km od Krakowa] regularnie sprawiał w domu kłopoty. Zamiast pomagać rodzicom w gospodarce i obrządku wolał rzeźbić kozikiem w drewnie różnorakie figurki. Jego ojciec – Wojciech lał go niemiłosiernie, jednak upodobań chłopaka nie zmienił. Któregoś dnia tak się Wawrzuś zastrugał, że obie krowy – Gwiazdula i Krasa, których miał pilnować, poszły w szkodę w plebańskie żyto. Przewidując, co spotka go z ręki ojca, umknął do lasu. Tak się jednak tam zakręcił, że zgubił drogę do domu.

Kiedy wyszedł już z lasu trafił do jakiegoś miasteczka. Z uwagi na to, że zapadał zmrok znalazł sobie miejsce na nocleg pod ścianą kościoła. Obok miejsca, w którym się położył leżały czyjeś rzeczy: płaszcz z kapturem, kapelusz z muszelkami i kij. W pewnej chwili okienko kościelne się otworzyło, a po grubym sznurze zjeżdżał jakiś mężczyzna z tobołkiem w zębach. Na widok chłopca człowiek krzyknął, a tobołek wypadł mu z zębów i upadł na ziemię. Wyleciały z niego złote naczynia kościelne i monstrancja. Kiedy człowiek dotknął stopami ziemi rzucił się na chłopaka, mówiąc mu, że już nigdy nic na tym świecie nie zobaczy. Okazało się wówczas, że złodziej nie miał lewego ucha [obcięcie ucha, czyli szelmowanie, było karą za popełnienie przestępstwa]. Wawrzek zaczął uciekać, a szelma widząc, że go nie dogoni, zebrał złotości i zniknął w pobliskiej ulicy. Krzyki chłopca zaalarmowały stróżów nocnych, a wokół szybko zebrała się ciżba. Dzieciak opowiedział, co się stało i podał rysopis sprawcy. Po „przesłuchaniu” młodzianka udano się na miejsce i dopiero widząc zwisający z kościelnego okna sznur dano wiarę słowom chłopca. Wkrótce pod kościołem pojawił się burmistrz z ceklarzami, czyli strażą policyjną. Zarządził on „działania pościgowe” polegające na odcięciu sprawcy przestępstwa od lasu, w kierunku którego niechybnie musiał się udać. Następnie burmistrz razem z proboszczem weszli do kościoła. W wyniku dokonanych „oględzin” ksiądz stwierdził, że skradziono dwa kielichy, relikwiarz i monstrancję. Było to niejako oficjalne „zawiadomienie o przestępstwie” złożone głowie miasta. Niewiele czasu upłynęło jak „zatrzymano” osobę podejrzaną, a w wyniku „penetracji terenu” odnaleziono zrabowane mienie. Pojmany – w obecności tłumu – złożył „wyjaśnienia”, w których nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Postanowiono wówczas dokonać „okazania” zatrzymanego małoletniemu świadkowi. Wawrzek rozpoznał go bez żadnych wątpliwości. Dano mu wiarę, bo człowiek ten nie miał lewego ucha. Zanim odprowadzono świętokradcę do więzienia w podziemiach ratusza, ten rzekł do chłopca: „Do widzenia, malućki …” Słowa ten nabrały dodatkowego wydźwięku, gdy okazało się, że Pielgrzym – jak go nazwali mieszkańcy – dał w nocy drapaka, przecinając ukrytą w płaszczu piłką kraty w więziennym oknie. Trudno się mu dziwić, gdyż za świętokradztwo groził mu katowski topór.

Wawrzek po jakimś czasie znalazł się w Krakowie. Natrafił na niego pod klasztorem zakonnik Szymon z Lipnicy, który przekazał go pod opiekę księdzu kanonikowi Janowi Długoszowi. Stamtąd trafił pod skrzydła Wita Stwosza z Norymbergi i brał udział w tworzeniu detali ołtarza budowanego w kościele Panny Maryi. Miał też raz okazję usługiwać do stołu, przy którym zasiadali: król Kazimierz Jagiellończyk, jego żona Elżbieta Habsburżanka, synowie Olbracht, Aleksander, Zygmunt i Fryderyk, a także 8-letnia córka Elżbieta. W Wilnie zaś spotkał się z innym synem króla – królewiczem Kazimierzem, od którego w prezencie dostał parę żółtych ciżemek [były to pochodzące z Polski, płytkie, płaskie buty bez obcasa, z krótką cholewką, o bardzo wydłużonych noskach, wykonywane z różnych materiałów, w tym przypadku z safianu].

W ówczesnej stolicy naszego kraju spotkał Wawrzek swojego kolegę z Poręby – Jaśka, którego akurat przyłapał na „gorącym uczynku” kradzieży kieszonkowej. Okazało się, że Jasiek „zatrudniony” był u niejakiego Hincza Bartnika. Wawrzek nie wydał jednak sąsiada strażnikom miejskim, choć na początku miał taką chęć. Kolega musiał w zamian przysiąc, że już więcej żadnej kradzieży nie dokona. W drodze do Wilna zaś chłopak i jego towarzysze spotkali się z Majstrem, czyli Hetmanem i jego bandą, którzy ich napadli i usiłowali okraść. Okazało się, że Pielgrzym, Hincz Bartnik oraz Majster – Hetman, a ponadto Wojewoda, Piskorz i Czarny Rafał to jedna i ta sama osoba – złodziej, rozbójnik i morderca, za którym starosta królewskiego miasta Krakowa wydał „list gończy”, w którym tenże zbój zaocznie został skazany na karę pręgierza i śmierci szubienicznej. Decydująca akcja wątku kryminalnego rozegrała się na położonych tuż przed murami Krakowa Brzegach, niedaleko cmentarzu św. Gertrudy.

Liczne wydania „Historii żółtej ciżemki” świadczą o tym, że mimo upływu ponad 100 lat od czasu pierwszego jej wydania, powieść ta wciąż jest atrakcyjna. Zresztą trudno się temu dziwić. Wartka akcja, niecodzienne klimaty, sławne historyczne postacie, ciekawe elementy staropolskiego słownictwa, a także bardzo sympatyczny główny bohater, co jakiś czas konfrontujący się z czarnym charakterem. Czytając tę książkę poznajemy „barwną, interesująco przedstawioną epokę naszych dziejów, życie codzienne w średniowiecznym Krakowie, dwór królewski Kazimierza Jagiellończyka i sprawę w tej opowieści najważniejszą – jak to pracowano w warsztacie słynnego rzeźbiarza nad jednym z najcenniejszych klejnotów sztuki średniowiecznej, ołtarzem w kościele Panny Maryi w Krakowie” [z posłowia].

Mediewalizmy: monety – denar (1/18 grosza czeskiego), grosz, skojec (dwa grosze), trojak (trzy grosze), czerwieniec (czerwony złoty – szczerozłoty, dukat), napoje – kordiał (aromatyczna, orzeźwiająca i wzmacniająca nalewka) i małmazja (wyborne, słodkie i aromatyczne wino), obuwie – ciżemki, wysokie buty z cholewami, sandały, szerokie trzewiki zapinane na dwa rzemyki.

Recenzowana powieść została sfilmowana w roku 1961. Reżyserem był Sylwester Chęciński, a autorami scenariusza Zdzisław Skowroński i Wanda Żółkiewska. Rolę Wawrzka zagrał 11-letni Marek Kondrat, a jego oponenta – Andrzej Szczepkowski. Poza nimi w filmie tym wystąpiła cała plejada gwiazd: Gustaw Holoubek (jako Wit Stwosz), Bogumił Kobiela, Bronisław Pawlik, Beata Tyszkiewicz, Ignacy Machowski, Tadeusz Białoszczyński (król), Janusz Kłosiński, Michał Szewczyk. Film ten po raz pierwszy oglądałem w kinie, mając kilka lat. Pamiętam, że Czarny Rafał wzbudzał wówczas we mnie lęk. W sumie oglądałem go kilkukrotnie, a ostatni raz parę dni temu, na potrzeby tej recenzji. Scenariusz filmu w porównaniu z książką jest mocno skrócony i pozbawiony kilku elementów z wątku kryminalnego. Niektóre zdarzenia są przedstawione inaczej, jak chociażby akcja kończąca tenże wątek. Wszystko to niestety na niekorzyść filmu, który mimo wszystko oceniam wysoko. Podobnie wysoko oceniło go w roku 1962 jury XIX Festiwalu Filmów dla Dzieci i Młodzieży w Wenecji, gdzie zdobył on I miejsce. Warto wiedzieć, że u naszych południowych sąsiadów film był wyświetlany pod tytułem „Czarny Rafał i złoty trzewik”, co kładzie większy akcent na historię kryminalną. Postać łotra na czechosłowackim plakacie jest bardzo sugestywna. Inną ciekawostką jest to, że w filmie pojawiła się tytułowa książka w wydaniu z roku 1959 (okładka druga od lewej).