Wojt Albert – Pan dyrektor jest zajęty 60/2008

  • Autor: Wojt Albert
  • Tytuł: Pan dyrektor jest zajęty
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07
  • Zeszyt nr 129
  • Rok wydania: 1983
  • Nakład: 150000
  • Recenzent: Jarosław Kiereński
LINK Recenzja Gustawa Czerwińskiego (Grzegorza Cieleckiego)

Pan Dyrektor i dwa Szatany czyli jak zarządzać Przedsiębiorstwem Socjalistycznym …

Albert Wojt jest autorem 129 – tego zeszytu z serii Ewa wzywa 07, tym razem w skromnych ramach niebieskiego zeszytu poruszono temat nadużyć gospodarczych.

Rok 1983 w którym ukazała się ta pozycja to lata ciężkie, lata w których z lubością tropiono różnego rodzaju nieprawidłowości i afery w gospodarce socjalistycznej jakby pragnąć udowodnić iż to nie system jest zły a jedynie wąska marginalna grupa malwersantów sypiąca piasek w łożyska gospodarki. I powstaje pytanie czy to się udało w tej powieści ?
Prawdę mówiąc nie za bardzo. Zaczyna się dość mocno i obiecująco , znaleziono bowiem zwłoki kierownika działu kontroli wewnętrznej dużego przedsiębiorstwa eletro – technicznego ,zwłoki znaleziono w ubikacji. Przed rozwiązaniem takiej to zagadki zabójstwa staje porucznik MO Mazurek ,któremu z entuzjazmem pomagać będzie chorąży Pozorski. Fabuła rozwija się spiralnie czyli obserwujemy wędrówki śledcze funkcjonariuszy od Annasza do Kajfasza – w wydaniu złodziejaszków podprowadzających z magazynu przedsiębiorstwa elementy elektrotechniczne i sprzedających je na czarnym rynku,niby nic niezwykłego jednak celowe pokomplikowanie fabuły i wprowadzanie nowych postaci pośrednich może znużyć, jednak wiele akcji po Warszawskich ulicach będzie na pewno zaletą dla miłośników Stolicy. Wiele też można dowiedzieć się na temat jakości i standardów życia w 1983 roku i tu ciekawy cytat opisujący życie denata:
-”Jakie kłopoty może mieć kawaler z własnościowym mieszkaniem i dużym fiatem?”, okazuje się że jednak może, głównym jego kłopotem jest to że nie żyje , jednak jak żył miał lepkie paluszki i co nieco chciał sobie dorobić na państwowej posadzie i brał się za to co miał w przedsiębiorstwie.
Dalsze obserwacje realiów są nie mniej ciekawe , bazar na Pradze też ciekawie opisuje scenka rodzajowa oto :„ przed budką zatrzymała się szczupła blondynka w krótkim kożuszku – Ma pani austryjackie ? ( pończochy ) – tylko krajowe – handlarka schyliła się – wyciągając z jakiegoś kąta dwa opakowania – Ale w dzisiejszych czasach i to rarytas ,moja złociutka !  ”.
Łatwo jest ulec złudzeniu że wśród morza nieprawości i wszelkiego zła jedynie milicjanci są normalni, nie ma  normalnych obywateli właściwie wszystkie postacie mają jakieś mniejsze lub większe problemy z prawem. Autor nawet nawet sam to sugeruje doborem nazwisk oto na przykład główna księgowa nosi wdzięczne nazwisko Picer , a chorąży będący pomocnikiem porucznika nazywa się Pozorski … ciekawe czemu ? I o mało by brakowało by kryminał ten stał się brzydko nazywanym „jednotrupowcem” jednak jest jeszcze jedna ofiara w zakładach a mianowicie samobójstwo popełnia magazynier, właściwie tego można było się spodziewać szkoda jedynie że po lekturze tytułu wiadomo kto za wszystkimi tymi zabójstwami stoi, tak dyrektor … po to by ukryć swe machloje zabija kolejno zamieszanych w nieprawości pracowników, jest to o tyle konstrukcja dziwna że na zdrowy rozum powinien on właśnie dbać o ich zdrowie bo to oni wszak są jego wspólnikami w całym brudnym interesie, pomijając jednak brak logiki fabuły z zalet to muszę wymienić to że te peregrynacje porucznika Mazurka po Warszawie mogę zaciekawiać, odwiedza on po drodze np. lokal o jakże wdzięcznej nazwie „ Balaton „ Ciekawe czy z okien lokalu tego widział porucznik jak  wali się w gruzy rzeczywistość, bo przedsiębiorstwo enigmatycznie nazywane elektro-techicznym służy do zaopatrywania rynku ale czarnego … czyli działa już jakby nowocześnie – szkoda że tylko na marginesie i to w formie działalności przestępczej zawiadowanej przez dyrektora. I nawet dwa „szatany” – czyli mocne kawy ( ulubiony napój dyrektora) nie postawią na nogi po tej całej mizerii tego zeszyciku …