Szczerba Ryszard „Szakale” – Pierwsza seta 78

  • Autor: Szczerba Ryszard
  • Tytuł: Szakale
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria: seria Labirynt
  • Rok wydania: 1959
  • Nakład: 50000
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki
  • Broń tej serii: Pierwsza seta

LINK Recenzja Waldemara Szatanka

Hieny, szakale, rarogi czyli jak poderwać Igę

Motyw okradania grobów pojawia się chyba po raz pierwszy w powieści milicyjnej w „Szakalach” Ryszarda Szczerby (1959). Dobrze się składa, że akurat teraz będziemy zajmować się „Grobowcem rodziny von Rausch” Jerzego Gierałtowskiego, gdyż  mamy dzięki temu drobny motyw przewodni.

W przypadku powieści „Szakale” chodzi o ukazanie negatywnej wojennej spuścizny, czyli zatarcia wartości, znieczulicy, powszedniości śmierci. Oczywiście ambicje tego rodzaju rozsadzają ramy powieści milicyjnej, Szczerba więc traktuje kwestie etyczno-moralnej kondycji społeczeństwa jako odległe tło i w zasadzie skupia się na śledztwie, którego efektem ma być wykrycie cmentarnych szakali grasujących w miastach powiatowych na Ziemiach Odzyskanych. Niestety brak tu mocnego osadzenia w szczegółach. Nie pojawiają się nazwy. Notabene warto wspomnieć, że obecnie nazwa „szakal” nie występuje we wspomnianym kontekście. Została zastąpiona przez „hienę” cmentarną. Poza tym szakal najmocniej literacko kojarzy się z „Dniem szakala” Fredericka Forsytha.  Jak pamiętamy tytułowym bohaterem był tam zawodowy morderca, a nie cmentarny rabuś.

Autor umie, jeżeli chce radzić sobie z opisem. Oto przykład: „Poczekalnia dworcowa, do której weszli, nie różniła się zbytnio niczym od poczekalni innych dworców kolejowych na Ziemiach Odzyskanych w owych latach. Mimo różnego stylu budownictwa, wielkości i czystości miała wspólne cechy dla wszystkich dworców tamtych lat. Można w niej było znaleźć nad ranem wielu pijanych i liczne reprezentowany światek włóczęgów i prostytutek.” Nieco dalej zaś: „Pochylił się szybko idąc obok ławek, na których spało mrowie ludzi w najdziwniejszych pozach. Kobiety mężczyźni, dzieci. Nie przeszkadzał im brud i błoto, niedopałki, papiery, plwocina…”. Mamy więc prawdziwy ochłap życia, rodem z mocnej prozy realistycznej. To tylko wyimki jednak. Zaraz bowiem wracamy na słuszne tory śledztwa. Oprócz ogołacanych grobów pojawia się także trup kobiety, zakopany w ogrodzie. Trudno ustalić, kim była niewiasta. Dopiero po wielu trudach udaje się dojść, że ciało kobiety umieścił w ogrodzie były mąż. Najpierw jednak uciekł. Dopiero odnaleziony przez małżonkę uznał, że pozostaje tylko jeden sposób odzyskania wolności. Ach ci porywczy mężczyźni z tą ich dosłownością. Zaraz by tylko tępym narzędziem, najlepiej ostrokrawędzistym, w tył głowy.

Śledztwo prowadzi kapitan Jerzy Moczarski, oficer pracowity doświadczony i mający powodzenie u kobiet. Ten ostatni wątek też niestety został zaznaczony jedynie szkicowo. Cieszmy się jednak, że w ogóle jest i wyciśnijmy ile się da. Na imię było jej Iga, a zapoznanie nastąpiło na wczasach w Szklarskiej Porębie za sprawą powieści Stefana Zweiga. Kapitan Moczarki w krytycznym momencie okazał się nie lada znawcą literatury niemieckiej i to przesądziło o wszystkim. ”Pewnego dnia leżąc na skraju basenu spostrzegł młodą kobietę, wysoką, wspaniale zbudowaną, o długich kształtnych nogach i złocistych włosach, upiętych wysoko z tyłu głowy.”  Po tych zdaniach wiemy już, że Moczarski zrobi wszystko by poderwać tę małą. Co tu zrobić? Jak podejść? Od czego zacząć? Kłębiło się w jego kapitańskiej głowie. Uwaga. Jest. „W pewnym momencie wzrok jego spoczął na okładce odłożonej przez nią książki. Wychylając się z leżaka zdołał odczytać tytuł i autora Stefan Zweig – Gwiazdy ludzkości. – Ma niezły gust. Gdzie ona wytrzasnęła książkę od lat wyczerpaną?”. Moczarski wyczekał jeszcze jeden dzień. Następnego podszedł pod pozorem użyczenia swojego olejku do opalania. I tu następuje perfekcyjne zagranie: „ -To wszystko przez Zweiga, proszę pani.(…) Chce pan go ode mnie pożyczyć? – Ależ nie! Mam go na własność. Wracałem do niego wiele razy. To urocza książka! Czy pamięta pani ten wspaniały wstęp do opisu bitwy pod Waterloo? – I nie czekając na jej odpowiedź zaczął cytować odnośny ustęp z pamięci”. Nie muszę dodawać, że po takiej zagrywce poszło już jak po maśle (zaznaczam, że nie ma tu zamierzonej aluzji do pewnej sceny ze znanego filmu Bertolucciego).

Do zbliżenia dochodzi w schronisku Śnieżne Kotły. Niestety Szczerba poskąpił szczegółów. „Gdy zostali sami, Moczarski mocno przytulił Igę do siebie i zgasił światło”. Cóż może brak talentu, a może czuwanie cenzury. Podobnie wykręcają się inni autorzy (patrz „Czarny mercedes” Zeydlera Zborowskiego).

Mimo trudnych czasów milicja nie była tak niedofinansowana jak dzisiaj policja. Tu pragnę się odnieść do osobistych doświadczeń. Jak ukradziono mi samochód niezwłocznie udałem się na Cyryla by zgłosić ten fakt. Wysłuchujący mnie policjant siedział przy starym biurku ustawionym tuż obok rozsypującej się szafy. Pisał odręcznie na papierze kancelaryjnym, który dostał od żony z firmy. Biurko zorganizował z kumplem na wyprzedaży, a długopis służący do spisywania moich zeznań stanowił dar jednej z firm. Zwątpiłem wówczas dokumentnie w szanse odnalezienia mojego pojazdu. Całe szczęście został porzucony w Wawrze i jakiś patrol w końcu się o niego potknął. Tak jest obecnie. A jak było u Szczerby? „Po powrocie do Komendy Wojewódzkiej zebrałem całość tych materiałów (…)_wykupiłem bilet na samolot i poleciałem z całym tym majdanem do Warszawy.” Kto nie wierzy może sprawdzić słowa kapitana Moczarskiego (str. 28-29).

Z kolei dwoje wywiadowców oddelegowanych do inwigilacji jednego z cmentarzy zamieszkuje w hotelu w miasteczku. Problemu z kasą nie ma. Raczej z czym innym. „W hotelu nie mieli pokoi jednoosobowych . Wspólnego lokum nie dało się wynająć. Brak nam aktu małżeństwa, a oni są bardzo skrupulatni . Chciałem dać w łapę, tylko nie wiedziałem, czy to można zaliczyć do wydatków służbowych”. Dzisiaj zupełnie nie do pomyślenia. Jedno i drugie. Teraz policja kasy nie ma chyba nawet na sznurówki do służbowego obuwia, za to można spokojnie meldować się w dowolnym hotelu z kim ma się tylko ochotę. Sam to sprawdziłem. Nie dalej jak dwa lata temu mieszkałem przez jedna noc w hotelu „Felix”  na Grochowie. Byłem w towarzystwie damy nie związanej ze mną węzłem małżeńskim. Nikogo także nie raził mój warszawski meldunek. Recepcjonistka zachęcała jedynie do skorzystania z pokoju trzyosobowego, który to w ramach promocji był w cenie dwuosobowego. Hotel zresztą niczego sobie, tylko cholernie zwalisty, bo to dawny robotniczy. W cenę noclegu wliczono śniadanie typu szwedzki stół.

Czy ktoś się orientuje, co to takiego raróg? Oto słowa wywiadowcy Borowskiego: ”Było gorąco, więc Hela nałożyła szorty. Ciut, ciut to one są na nią przykuse, toteż nic dziwnego, że ludziska oglądali się jak za rarogiem”. Raróg – ptak drapieżny z rodziny sokołów, o upierzeniu szarobrązowym i głowie białej, przelotny; zamieszkuje Eurazję oraz Meksyk. W Polsce rzadki. Fraz. Patrzeć na kogoś jak na dziwne zjawisko, jak na dziwoląga.

Dowiadujemy się także, ze już roku 1945 polska milicja współpracowała z Interpolem w zakresie listów gończych.

Pojawia się też rzadko spotykany wątek niskich uposażeń milicjantów. Można nawet uznać to za lekki wydźwięk społeczny „Szakali”. Oto zastępca kapitana Moczarskiego, kapitan Podgórski już około 20. nie ma pieniędzy i żona ciosa mu kołki na głowie. Biedak czasem nawet nie ma przełknąć. „Zjadłoby się coś na mieście, tylko nie ma za dużo pieniędzy – pomyślał smętnie.” Sytuacja ta zostaje skontrastowana z mocnym materialnie życiem przestępców. „Niejaki Roman Węgliński, bez stałego zajęcia, żyjący ponad stan, właściciel motocykla”. Komentując ten stan rzeczy Moczarski teoretyzuje: W Polsce nie ma rentierów i teoretycznie rzecz biorąc nie da się żyć nigdzie nie pracując”.

Ostatnie zdania powieści to połączenie liryki męsko-damskiej z gloryfikacją pracy oficera śledczego, dla którego służba społeczeństwu przynosi dumę. I tak powinno być. Prawdziwy mężczyzna musi być dumny z tego, co robi.