- Autor: Ziemski Krystyn
- Tytuł: Sejf ukryty w ścianie
- Wydawnictwo: MON
- Seria: Labirynt
- Rok wydania: 1977
- Nakład: 120000
- Recenzent: Grzegorz Cielecki
LINK Recenzja Moniki Wilczarskiej
LINK Recenzja Mariusza Młyńskiego

Na kogo wypadnie na tego bęc
Polska myśl techniczna od zawsze cieszyła się przemożnym zainteresowaniem wrogich służb, szczególnie niemieckich. Co więcej szpiegostwo przemysłowe często łączyło się z wątkiem historycznym. Szpiedzy okazywali się byłymi hitlerowcami. A zatem ślad prowadził w przeszłość, w wariancie okupacyjnym. Z tych schematów upitraszona została powieść Krystyna Ziemskiego „Sejf ukryty w ścianie”
Oto inżynier Lech Stawiński udaje się na branżowe sympozjum do Berlina Zachodniego i doznaje zawodowego szoku, gdyż prezentuje się tam aparaturę bliźniaczo podobną do tej, którą w Polsce opracował jego zespół. Chodzi mianowicie o „typ radiolokatora bliskiego zasięgu” o tajemniczej nazwie ERA-13. Domyślamy się, że urządzenie to może mieć zastosowanie szczególnie w wojskowości, gdyż to zapewne rodzaj radaru. Inżynier od razu zgłasza sprawę właściwym organom i do akcji wkracza major Jerzy Bieżan (jeden z głównych – obok Korcza, rzecz jasna; oficerów śledczych w powieściach Ziemskiego). Ktoś przecież musiał dobrać się do tajnej dokumentacji w instytucie inżyniera i przemycić do Niemiec. Ale kto, gdzie, jak, kiedy?
W zasadzie do szczegółów dokumentacji miały dostęp tylko trzy osoby pracujące w zespole Laskowskiego. Samego inżyniera musimy od razu wyłączyć. Przecież nie donosiłby na samego siebie? Chociaż kto wie, ludzie przecież mogą zachowywać się w zupełnie absurdalny sposób, szczególnie w powieściach milicyjnych. Pozostają jeszcze dwaj koledzy – Stawiński – szef zespołu i i docent Stefan Kłosek. Może któryś z nich? No, bo kto? Major Bieżan nie ma łatwego zdania i zaczyna jeszcze więcej palić, a wspomnijmy, że i tak palił dotąd czterdzieści dziennie.
Pojawia się kilka dodatkowych tropów, które mają uwieść czytelnika. Na przykład syn inżyniera Laskowskiego jest narkomanem. Dwóch ludzi z kręgu bliskiego tajnym pracom leczy się u tego samego lekarza. Może jakieś znaczenie ma tu żona dyrektora Mleczki? Wszak to ciekawa postać: „-Kim z zawodu jest żona pańskiego dyrektora? – Dyrektorową. Pracuje jako kierowniczka sklepu w czeskim ośrodku kulturalnym i snobuje się na znajomości wśród artystów”. Czyżby jakieś związki z Bareją? Ludzie majora Bieżana nie zasypiają gruszek w popiele. Inwigilacja jednego z podejrzanych zmusza wywiadowców do bytności w „Bristolu”, „Baszcie” w Pyrach , a potem nawet w „Złotym Linie” w Serocku. Książka została wydana przez 49 laty. „Baszta” upadla kilkanaście lat temu i ten okazały obiekt obecnie niszczeje, natomiast „Złoty Lin” ma się dobrze, że o „Bristolu” nie wspomnę. Mijam go zresztą niemal codziennie w drodze do pracy i może kiedyś skusze się na śniadanie za 56 zł plus nie wiem ile za kawę. Tylko stosowny grosz odłożę. Natomiast „Złoty Lin” to faktycznie miejsce kultowe. Nie dalej jak w ubiegłym roku trafiłem na ten lokal u Andrzeja Zarzyckiego w „Śladzie prowadzącym w przeszłość” (recenzja 513/2025). Natomiast krążąc po Warszawie trafiamy do: kawalerki na Hożej, na Piękną 18, na Jotejki, na nawet na Odyńca. A zatem spacer śladem „Sejfu ukrytego w ścianie” można by spokojnie wypełnić.
Główne nici intrygi są niestety sztampowe i każą plasować tytuł Ziemskiego na styku drugiej i trzeciej ligi. A wzmianki o ziomkostwach i wojennej przeszłości to wyraźna danina pańszczyzny dla Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, upychana nachalnie w tym Labiryncie. Na tym odcinku powieść wydaje się bardziej prostacka niż wynikałoby z formalnych wymogów serii. Do części kryminalnej zostaje dołączony nieco sztucznie nadmiernie duży wsad propagandowy. Sporo jest także dłużyzn, w których poznajemy dogłębnie tok myślenie majora Bieżana i rozkładanie na czynniki pierwsze różnych roboczych hipotez. Po Krystynie Ziemskim spodziewałem więcej, może nie znacznie więcej, ale jednak. Już resztą sam tytuł wskazuje na przyziemność treści. Gdzież „Sejfowi w ścianie” do symboliki „Niewidzialnych kręgów” czy „Tropami cieni”, no gdzież. Dlatego z radością, jak chwile głębszego oddechu, witam wstawki obyczajowe, takie jak spotkanie przez Bieżana dawnej znajomej, Bożeny:”Spotkał ją przypadkowo na korytarzu sądowym (…) -Co u ciebie? – spytał. – Jakoś leci. Rozwodzę się właśnie. Nie wyszło. Wpadłbyś kiedyś do mnie? – podała adres i telefon.” Niestety nie dowiadujemy się, co oznacza to „kiedyś”, gdyż do końca powieści do spotkanie nie dochodzi. Cóż, służba przede wszystkim. A może po prostu major Bieżan nie był bliżej zainteresowany Bożeną. Ta kwestia wydaje się bardziej interesująca, niż wykrycie wycieku dokumentacji radiolokatora bliskiego zasięgu.
