Jeruta Rafał – Co lubią tygrysy? 74/2026

  • Autor: Jeruta Rafał
  • Tytuł: Co lubią tygrysy?
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Morskie
  • Seria: seria z Konikiem Morskim
  • Rok wydania: 1975, 1977
  • Nakład: 100000, 50000
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Ewy Adamczewskiej

Sześciu naukowców od pięciu lat rezygnuje z pracowniczych wczasów i na własną rękę organizuje sobie „męskie rekolekcje” nad jednym z mazurskich jezior; ten kilkudniowy biwak połączony z łowieniem ryb wieńczy wielkie pijaństwo po którym następuje wspólne nocne pływanie.

Rano skacowane towarzystwo odkrywa w szuwarach zwłoki jednego z kolegów; sekcja zwłok wykazuje, że nie doszło do utonięcia ale do morderstwa. Wszystko wskazuje na to, że Gustawa Norskiego zamordował jeden z towarzyszy biwaku; miejscowy sierżant brutalnie to wszystkim uświadamia („Tak, tak, obywatele naukowcy, macie wśród siebie niezłą świnię”) ale kapitan Bronisław Zaliwski z komendy wojewódzkiej otrzymuje polecenie, by sprawę prowadzić w białych rękawiczkach („Trzeba będzie wykazać maksimum taktu, bo wiecie, jak to jest z naukowcami – cenieni pracownicy, dobrze sytuowani, uspołecznieni, w większości członkowie Partii”).

Zaliwski jest świadomy tego, że ma nie do końca wolne ręce („Szef łatwiej by mi wybaczył poszkapienie się w śledztwie niż nastąpienie na odcisk temu środowisku”) i w pewnym momencie sam stwierdza: „Mam czasem chęć zapudlić ich wszystkich i pogadać w zupełnie innej tonacji”. Sprawa idzie bardzo opornie; pojawiają się rozmaite wątki – zazdrość Norskiego o byłą żonę, obozujący niedaleko biwaku jego współpracownik, a nawet Polak proponujący mu w Wiedniu grubsze pieniądze za jakieś informacje. Wszystko jednak sprowadza się do krzyżówki w „Sztandarze Młodych” w której Norski nie mógł znaleźć odpowiedzi na pytanie: „Co lubią tygrysy?”.

Czy to znaczy, że znajomość przez Zaliwskiego „Kubusia Puchatka” posunęłaby śledztwo do przodu? Wydaje mi się, że nie, bo z tego, że tygrysy lubią tran nie wynika absolutnie nic – dla profesora pomagającego kapitanowi jest to podstawa do wysunięcia dość karkołomnej i niczym nie popartej teorii. W ogóle całe rozwiązanie sprawy opiera się na jakichś dziwacznych przypuszczeniach; niby Zaliwski ma w kieszeni nakaz aresztowania mordercy ale wszystko jest jakieś mało konkretne. O co więc w tej książce tak właściwie chodzi? Może o krytykę kadry naukowej, która uważa się za ulepioną z lepszej gliny i szydzi z milicji, kiedy tak naprawdę jest w niej tyle samo hipokryzji i obłudy co w reszcie świata? Takie odniosłem wrażenie, a czy jest ono słuszne? Nie wiem i nie chce mi się roztrząsać tego problemu, bo książka jest po prostu słaba; Rafał Jeruta – swoją drogą, kolejna literacka enigma – stworzył powieść z której nic nie wynika; myślę więc, że jej czytanie jest zwykłą stratą czasu – chyba, że ktoś cierpi na bezsenność, bo zasypia się nad nią leciutko.