Georges Simenon – Maigret i Szaleniec 480/2025

  • Autor: Georges Simenon
  • Tytuł: Maigret i Szaleniec
  • Przekład: Włodzimierz Grabowski
  • Wydawnictwo: C&T
  • Seria: Maigret (tom 16)
  • Rok wydania: 2022
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Adama Sykuły

Leduc, emerytowany, stary przyjaciel Maigreta informuje, że zaczął się sezon na łososie i dlatego zaprasza go na kilka dni do siebie; komisarz korzysta z okazji, że niedaleko ma sprawę do załatwienia i postanawia wyrwać się z Paryża. Towarzyszący Maigretowi w przedziale lekko uciążliwy mężczyzna w pewnym momencie wyskakuje w czasie jazdy z pociągu na nasyp kolejowy; Maigret długo się nie zastanawia i sam skacze za nim. Wkrótce jednak komisarz zostaje przez niego postrzelony i nieprzytomny trafia do szpitala w miejscowości Bergerac; tu jednak okazuje się, że w okolicznych lasach ukrywa się szaleniec, który zamordował dwie kobiety i wszyscy sądzą, że to Maigret jest zabójcą, który został ranny przy próbie dokonania nowej zbrodni.

Po wyjaśnieniu pomyłki lekarz orzeka, że komisarza czekają dwa tygodnie leżenia; w miejscowym hotelu Maigretem opiekuje się przybyła z Paryża żona. Wkrótce w lesie zostaje znaleziony zastrzelony mężczyzna z pociągu; okazuje się nim Samuel Meyer, który pod przykrywką handlu znaczkami pocztowymi zajmował się w Algierze fałszowaniem dokumentów i tam został skazany na karę śmierci za zamordowanie dwóch swoich wspólników. Lekarz namawia Maigreta do odpoczynku, ale komisarz postanawia przy pomocy żony oraz Leduca wyjaśnić sprawę; dodatkowym bodźcem do działania jest jego pomyłka przy wstępnym założeniu, co wywołuje pewną niechęć do niego mieszkańców Bergerac.

To jest dość dziwna książka; trochę mi przypomina „Córkę czasu”, a trochę film „Okno na podwórze” – Maigret siedzi w oknie pokoju i prowadząc całą sprawę rozporządza żoną i przyjacielem. Tylko dlaczego on ją prowadzi? przecież jest w Bergerac komisarz policji, który pojawia się w kilku scenach – i właśnie przez to ta powieść wydaje mi się jakaś nierzeczywista; poza tym trochę naciągane wydaje mi się to, że Maigret rozwiązuje tę historię nie mając żadnych dowodów – on ma tylko przypuszczenia, które są potwierdzane przez osoby z którymi rozmawia. Mamy też ciekawy element: pani Maigret, która po przyjeździe do Bergerac „przyjęła sytuację tak jak wszystko inne, bez zdziwienia, bez wzburzenia” tak właściwie najbardziej przyczynia się do rozwiązania sprawy – rozgląda się po mieście, podsuwa mężowi pomysły i naradza się z nim, a w finale wykazuje się dużą przytomnością umysłu. Jest też mały polski motyw: wytwórnia fałszywych dokumentów służyła do tego, by wygłodniali emigranci ze wschodniej Europy mogli ruszać we wszystkie strony – w Chicago Polaków jest już więc więcej niż Amerykanów, a „Francja przyjęła ich całe pociągi i w merostwach wielu miasteczek urzędnicy sylabizują te obce nazwiska”. Samuel Meyer miał więc swoich wspólników w Warszawie i na Śląsku, a Maigreta interesowała „ta sieć powiązań między Warszawą a Algierem zbiegająca się teraz w Bergerac”.

Najbardziej więc w tej książce zaskakuje to dziwne śledztwo – ale przez to, że jest ono dziwne, to jest tak bardzo zaskakujące. A poza tym – typowy „Maigret”: tekstu jest tu niewiele ponad 100 stron, ale jest on treściwy i wymaga uwagi; dialogi są konkretne, miejscami zabawne, a postacie są wyraziste i nie ma ich zbyt wiele. A w Polsce książka ukazała się w wersji gazetowej pół wieku przed książkową i pod tytułem (właściwym) „Szaleniec z Bergerac” w pięciu dziennikach; miała też cztery ekranizacje, które w dwóch przypadkach miały zastanawiające tytuły: „Szaleniec z Vervac” i „Maigret i szaleniec z Saint-Clothilde” – czyżby władze miasta Bergerac sprzeciwiły się używania tej nazwy?