Wołowski Jacek – Porwano dziecko 473/2025

  • Autor: Wołowski Jacek
  • Tytuł: Porwano dziecko
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria: Labirynt
  • Rok wydania: 1959
  • Nakład: 30000
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Grzegorza Cieleckiego
LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego

Czternastoletnia Irena K. o godzinie siedemnastej idzie do koleżanki mieszkającej przy ulicy Puchatka i do wieczora nie wraca do domu przy ulicy Freta; wkrótce do jej rodziców dzwoni jakiś mężczyzna, który mówi, że dziewczyna została porwana, a warunkiem jej powrotu jest okup w wysokości 60 000 złotych.

Po dwóch dniach ojciec przekazuje okup, ale dziewczyna nie wraca do domu; po kolejnych czterech dniach milicja stwierdza, że Irena K. prawdopodobnie została zabita. Milicja urządza obławę na porywaczy; o określonej godzinie zostaje przeprowadzony szturm na kompleks budynków w okolicach Cmentarza Powązkowskiego.

Twórczość Jacka Wołowskiego to historie sugestywne, ostre, drapieżne i surowe; tak jest też tutaj – zaledwie 76 stron tekstu, a wygląda to wszystko jak film kręcony z ręki. I dlatego myślę, że to opowiadanie bardziej sprawdziłoby się jako filmowy scenariusz – oczami wyobraźni zobaczyłem nakręcony na jego podstawie jeden z odcinków serialu „Pitbull”; kto go pamięta, ten zapewne przypomina sobie odcinek w stylistyce Sama Peckinpaha o szturmie policji na dom w środku lasu, gdzie ukrywają się uzbrojeni przestępcy. W formie literackiej ta opowiastka mnie nie przekonuje – tej surowości jest, moim zdaniem, trochę za dużo; owszem, w powieściach wskazane jest pewne niedopowiedzenie ale tutaj wszystko jest jednym wielkim niedopowiedzeniem. Tekst jest mało powieściowy: nie ma tu jakiejś finezji, płynności i potoczystości, wszystko jest rwane i chaotyczne, a o postaciach nie wiemy tak właściwie nic. A może właśnie tak miało być? Po tej surowości oraz nieujawnionych pełnych personaliach porwanej i niemal całkowitej anonimowości milicjantów widać, że mamy do czynienia z autentyczną historią i może autor chciał w ten sposób pokazać autentyzm i sugestywność całej akcji? Ja osobiście nie jestem jednak zachwycony, ale wiem, że są w internecie entuzjaści twórczości Jacka Wołowskiego – niestety, ja się do nich nie zaliczę. I na koniec ciekawa rzecz: znalazłem to opowiadanie w archiwalnych wydaniach „Życia Warszawy” – było tam drukowane od 22 listopada do 21 grudnia 1958 roku; tekst jest jeszcze bardziej surowy, jest trochę zmian, niektóre wątki są rozwinięte, a niektóre skrócone, a na koniec czytamy zapowiedź wydania tego opowiadania w formie książkowej pod tytułem „Milicja ujęła” – ostatecznie, jak widać, tytułu nie zmieniono.