Edigey Jerzy – Mister MacAreck i jego business 429/2025

  • Autor: Edigey Jerzy
  • Tytuł: Mister MacAreck i jego business
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Seria: Z jamnikiem
  • Rok wydania: 1964
  • Nakład: 20290
  • Rok wydania: 1970
  • Nakład: 40265
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Anny Lewandowskiej
LINK Recenzja Roberta Żebrowskiego

Wędkarz łowiący ryby na bulwarze Vasco da Gama (dziś Nabrzeże Wieleckie) w Szczecinie wyławia z Odry głowę Walentyny M.; niedługo potem nurkowie wydobywają z wody dwie walizki z poćwiartowaną resztą ciała kobiety. Aresztowany zostaje Józef M., mąż denatki; wkrótce zaczyna się jego proces, więc redaktor naczelny wysyła Jerzego Edigeya do Szczecina, by stamtąd go relacjonował. Już na miejscu autor spotyka Henryka Makarka, swojego starego, szkolnego kolegę; ich drogi rozeszły się we wrześniu 1939 roku, a teraz Henio, już jako Henry MacAreck, jest przemysłowcem i milionerem z USA i opowiada jak potoczyły się jego losy.

I jest to trochę zwariowana ale sympatyczna historia według zasady „od zera do milionera”; Henry MacAreck dorobił się majątku dzięki instynktowi i zawziętości – ale też i dzięki temu, że wyprowadzał w pole ludzi, którzy chcieli w pole wyprowadzić jego. On mówi wprost, że zrobił pieniądze „na chciwości i zachłanności ludzkiej; na tym, że bogaty człowiek nie pominie żadnej okazji, aby biedniejszego od siebie wyzuć z resztek jego dobytku”. Udaje mu się więc oskubać lichwiarza, który chciał go oszukać przy handlu skrzypcami Stradivariusa; przechytrzyć milionera, który chce od niego kupić pierścień z brylantem czy okpić właścicieli kopalni złota w Nebrasce – ale też i stawia na nogi plajtującą fabrykę przetworów rybnych na Alasce oraz ratuje od nędzy i lansuje w Nowym Jorku pewnego polskiego malarza (wydaje mi się, że jest to postać autentyczna ale nie udało mi się jej rozszyfrować).

I tak czytamy te w sumie dość zabawne opowiastki w stylistyce niemalże baśni – pan Henio nie jest oprychem polującym na pieniądze staruszek, tylko sprytnym cwaniakiem, który daje nauczkę innym cwaniakom. Książka została wydana najpierw w 1964, a później w 1970 roku – i w drugim wydaniu mamy dodatkowe cztery rozdziały, a wśród nich ten o biedującym polskim malarzu: ciekawe, czy Edigey napisał ten rozdział sam z siebie czy mu ten pomysł podsunięto. Oprócz drobnych, wręcz kosmetycznych, różnic między wydaniami znajdujemy dość intrygujący szczegół: w 1964 roku boje o bilety wstępu do sądu na proces są równie zacięte, co o cytryny – a w 1970 roku boje się toczą o pomarańcze. W obydwu wydaniach rzuca się w oczy coś, co dziś jest chlebem powszednim biznesu: reklama – MacAreck ratuje firmę na Alasce dzięki ryzykownej strategii marketingowej, a malarzowi tłumaczy, że aby się wybić musi mieć dobre „publicity”. Ogólnie więc ta książka to naprawdę fajna zabawa – można się trochę zżymać na trochę naciąganą historię Henia jeszcze w czasie kampanii wrześniowej, ale i tak czyta się to wszystko dobrze. I aż szkoda, że nie powstał z tego jakiś film – niektóre sceny są wręcz stworzone do ekranizacji. Ale Teatrzyk Zielone Oko o tej powieści pamiętał: najpierw w 1986 roku powstało słuchowisko „Zielony diament” z Tadeuszem Borowskim jako Edigey i Jerzym Kryszakiem jako MacAreck; dziewięć miesięcy później „Mister MacAreck i jego interesy” – tu zagrali odpowiednio Stefan Knothe i Wacław Szklarski, a z kolei po roku powstał „Szary mercedes”; tu jako Edigey jest znów Stefan Knothe, a jako Henia słyszymy Włodzimierza Pressa – i za każdym razem słyszymy jakąś inną historyjkę pana Henry’ego.

W wydaniu gazetowym tej książki jeszcze nie znalazłem; wydań zagranicznych oprócz, rzecz jasna, rosyjskiego nie ma – w 2022 roku wydano ją pod tytułem „Миcтep Maкapeк и eгo бизнeс” jako pierwszy tom dzieł zebranych Edigeya razem z „Czekiem dla białego gangu” i „Sprawą Niteckiego”. Ale za to znalazłem węgierskie wydanie gazetowe: w 1979 roku kilka dzienników drukowało powieść pod tytułem „Mister MacAreck üzletei”. I jeszcze jedna ciekawa rzecz: Edigey między opowiastkami Henia opisał przebieg procesu w sprawie „zbrodni na bulwarze Vasco da Gama” – i jest to opis tak rzeczowy i konkretny niczym w pitawalu; pomyślałem więc, że mogło to być zdarzenie autentyczne – w końcu Edigey zanim został pisarzem był reporterem sądowym. I znalazłem! Walentyna Mazur została zamordowana, a następnie poćwiartowana przez swojego męża, Józefa Mazura; 22 września 1957 roku nieszczęsny wędkarz wyłowił z Odry jej głowę. Po niemal roku zaczął się wspomniany proces; zainteresowani mogą znaleźć szczegóły w internetowym archiwum „Kuriera Szczecińskiego”, który szczegółowo przytacza zeznania świadków – jedna z sąsiadek mówi, że najpierw słyszała w mieszkaniu Mazurów awanturę, a po pewnym czasie usłyszała odgłos „jakby rąbania kości”.