Umberto Pesco – Ryba płynie za mordercą 367/2025

  • Autor: Umberto Pesco
  • Tytuł: Ryba płynie za mordercą
  • Wydawnictwo: Iskry, Świat Książki
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1959, 2008
  • Recenzent: Mariusz Młyński

LINK Recenzja Rafała Figiela

Na okładce wydania z 2008 roku czytamy, że mamy do czynienia z utrzymanym w lekkim tonie czarnym kryminałem w którym są dowcipny humor i ironiczne dialogi; z kolei w jakiejś recenzji znalazłem, że ta powieść to parodia gatunku – może więc ja czytałem inną książkę, bo ta moja nie wyglądała na parodię i nie było w niej lekkiego tonu, dowcipnego humoru ani ironicznych dialogów; była to raczej cierpka historia stylizowana na czarny kryminał.

Myślę, że gdybyśmy mieli szukać w kryminałach z końca lat pięćdziesiątych jakichś pastiszów czy parodii to prędzej znaleźlibyśmy „Porwanie Brett Macroft”, „Dziewiąte ramię ośmiornicy” czy chociażby powieści Joe Alexa; tutaj mamy zgrabną ale niczym wielkim się nie wyróżniającą opowiastkę.

Zaczyna się klasycznie: w biurze prywatnego detektywa Umberta Pesco w Rzymie zjawia się Carlo Barenzo, znany potentat filmowy, który twierdzi, że otrzymuje telefoniczne ostrzeżenia; proponuje mu wobec tego zamieszkanie z nim w jego willi w miasteczku Lugaro i płaci mu za to dwa miliony lirów. Chwilę po wyjściu Barenza z biura Pesco odbiera telefon: „Niech się pan wycofa z tej imprezy. Czy to takie przyjemne nosić w brzuchu nóż czy kulkę?”. Detektyw udaje się wraz z porucznikiem Franco Gardenem na obiad i ledwo udaje mu się coś zjeść, wypić kawę i dwa koniaki, a dowiaduje się, że Barenzo zostaje znaleziony w obskurnym hotelu Santa Caterina z nożem wbitym prosto w serce. Pesco zaczyna niezależne od policji śledztwo; od deportowanego z USA gangstera o pseudonimie Elegancki dowiaduje się, że Barenzo do 1945 roku przebywał w Chicago i tam był szefem gangu zajmującego się dystrybucją alkoholu; istnieje więc podejrzenie, że ktoś za nim przyjechał z Ameryki. Niedługo potem zwłoki Eleganckiego zostają znalezione w Koloseum; wkrótce też zostaje otruta właścicielka hotelu Santa Caterina.

Czyli tak właściwie to nic odkrywczego; jedyną niespodzianką jest to, że autorem tej powieści jest Ireneusz Iredyński, dramatopisarz i prozaik, a ten kryminał to jest jego książkowy debiut. Osobiście nie jestem tą powieścią zachwycony; wygląda mi ona na pastisz ale nie ma w niej niczego, co jakoś szczególnie by ją wyróżniło. I nawet patrząc na nią pod kątem nowej jakości po październiku 1956 nie jestem przekonany – owszem, jest charakterystyczny główny bohater, który pije wermut i którego pamiętniki Carlo Barenzo chciał zekranizować ale to trochę mało. A może za bardzo wybrzydzam? A może miałem za duże oczekiwania? Cóż, kwestia gustu. Ale są tacy, którym się ta książka podoba – świadczą o tym trzy wydania książkowe i audiobook oraz dwa słuchowiska w Teatrzyku Zielone Oko: w 1993 roku w roli detektywa wystąpił Krzysztof Gosztyła, a w 2015 roku Wojciech Malajkat – w tym drugim przypadku słuchowisko ma tytuł „Morderstwo w hotelu Santa Caterina” i bez trudu można je znaleźć w czeluściach Internetu.