Wnuk-Lipiński Edmund – Wir pamięci 14/2026

  • Autor: Wnuk-Lipiński Edmund
  • Tytuł: Wir pamięci
  • Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza Katowice
  • Seria: Fantazja Przygoda Rozrywka
  • Cykl: Apostezjon (t. 1)
  • Rok wydania: 1988 (wyd. II)
  • Recenzent: Robert Żebrowski

Happy, happy people, czyli o ludziach należących do szczęśliwej masy

Szukając książek do zrecenzowania w naszym Klubie nie odrzucam, jak można zauważyć, żadnego gatunku literatury. Swoje poszukiwania prowadzę również pośród pozycji o tematyce science-fiction, zarówno rodzimych jak i obcych pisarzy.

Nie znaczy to, że każdą książkę z tego nurtu związaną z zagadką kryminalną recenzuję lub czytam. Odrzucam wszystkie te, które nie pasują mi ze względów nazwijmy to moralno-obyczajowo-światopoglądowych. Niestety fantastyka bazuje przede wszystkim na odlotowych pomysłach, które czasami – delikatnie i oglądnie mówiąc – sięgają zbyt daleko, a raczej tam, gdzie mogą razić część czytelników. „Wir pamięci” do takich książek na szczęście nie należy. Warto przy okazji wiedzieć, jakie serie wydawnicze o tematyce sf i fantasy brylowały w czasach PRL. Były to m.in.: „Nauka Fantazja Przygoda” (Wydawnictwo „Prasa Wojskowa”), „Fantastyka-Przygoda” („Iskry”), „Stało się jutro” („Nasza Księgarnia”), po części „Przygoda. Awantura. Sensacja.” oraz „SF” (Wydawnictwo Poznańskie), „Fantazja-Przygoda-Rozrywka” oraz „Spotkania w przestworzach” (KAW), „Seria z Kosmonautą” („Czytelnik”), „Dawne Fantazje Naukowe” oraz „Biblioteka Fantastyki” (Wydawnictwo Alfa).

Edmund Alojzy Wnuk-Lipiński (1944-2015) był profesorem nauk humanistycznych specjalizującym się w socjologii polityk. Był też autorem kilku pozycji z zakresu fantastyki socjologicznej. Cykl „Apostezjon” [nazwę należy tłumaczyć jako miejsce odstąpienia – w tym przypadku od reszty narodów i od zasad obowiązujących w demokratycznych społeczeństwach] składa się z trzech części: „Wir pamięci” (wyd. I – rok 1979; okładka z lewej), „Rozpad połowiczny” (1988) i „Mord założycielski” (1989). Na tylnej okładce mamy zamieszczony fragment wypowiedzi Andrzeja Urbańskiego na temat przedmiotowej powieści. Pierwsze zdanie w nim brzmi: „”Wir pamięci” to kryminał, powieść sensacyjno-polityczna i antyutopia zarazem” (to tak dla uspokojenia Klubowiczów odnośnie typu recenzowanej książki i odparcia ewentualnych oskarżeń wobec mnie o działanie dywersyjne na rzecz fantastyki naukowej). Powieść liczy 255 stron, a cena okładkowa to 550 zł.

Akcja toczy się na Apotezjonie, wyspie położonej gdzieś w rejonie wybrzeży Europy (inne państwa na świecie to m.in.: Neostezjon, Omastezjon, Kosmostezjon i Albertslund), najprawdopodobniej w latach 30. XXI wieku, co można wnioskować dopiero na podstawie informacji zawartych w ostatniej części trylogii, której akcja dzieje się w roku 2044.

Epoka postsuperindustrialna, po Wielkiej Zmianie i po Exodusie. Na Apotezjonie rządzą technokraci z Zespołu Ekspertów pod nadzorem Służby Specjalnej odpowiadającej za bezpieczeństwo Wyspy. Podlegają im Pokorni (czyli normalni ludzie), Temporyści (subkultura żyjąca sentymentem do czasów minionych) i Lovvici (żyjący w skrajnej nędzy i niewykształceni). Życie tam jest zautomatyzowane, jedzenie syntetyczne i ujednolicone, a wszelkie emocje tonowane pastylkami tonizującymi, które nabywa się w automatach farmaceutycznych. Po mieście można się poruszać ekwipartami, czyli pojazdami elektrycznymi z automatycznym pilotem. Nad miastem zaś krążą wiroloty – aparaty latające Specsłużby. Wykształcenie obywatel zdobywa najpierw w Ośrodku Wstępnego Wychowania, a potem w Szkole Podstawowej. Najzdolniejsi trafiają do Zespołu Ekspertów. Ci którzy nie potrafią żyć zgodnie z ustalonymi regułami, spożywają alkohol lub zażywają energosol mogą trafić do Ośrodka Resocjalizacji. Mniej zdolni, ale ambitni mogą wstąpić do Ośrodka Specjalnego, a stamtąd – po praniu mózgu – do Służby Specjalnej. Jeśli zaś ktoś chciałby posiadać potomstwo, musi zawrzeć związek małżeński.

Albert Wardenson (lat 48) był jednym z najzdolniejszych członków Zespołu Ekspertów. Miał jednak zbyt krytyczne i zbyt nowatorskie podejście do niektórych spraw na Wyspie, dlatego też zadecydowano o przymusowym i trwałym usunięciu go z Zespołu. Nie skierowano go jednak do OR, ale postanowiono przeprowadzić na nim bezprecedensowy zabieg modelowania osobowości. Dokonał tego profesor Marten, najznakomitszy teoretyk psychosyntezy, dyrektor naczelny Szpitala Miejskiego nr 7. W ramach modelowania dokonał zmian w osobowości „pacjenta” i wgrał mu kilka scenariuszy fałszywych wspomnień. W ten sposób zdolny technokrata stał się zwykłym kurierem – Irą Drogowem. Nad przebiegiem rekonwalescencji eks-Wardensona czuwała bezpośrednio pomocnica profesora – Ann Duray, która była też pracownikiem Służby Specjalnej.

Eksperymentem tym był również żywo zainteresowany sam szef Służby, w stopniu generała. Warto w tym miejscu przedstawić strukturę tej instytucji bezpieczeństwa. Dzieliła się ona na trzy sekcje: Operacyjną (szefem jej był kapitan Vittolini), Badań i Oceny (major Sartor) oraz Przesłuchań (stosowano tam takie środki, że każda osoba, którą poddano przesłuchaniu, musiała w końcu powiedzieć prawdę, i to dość szybko). To właśnie generał polecił, tak na wszelki wypadek, sprawdzić dokumentację związaną z przebiegiem modelowania osobowości Wardensona. Okazało się, że nosiła ona ślady kopiowania. Wkrótce spotkał go drugi cios. Otóż Irze Drogowowi, który miał jakieś niejasne przebłyski wspomnień i wątpliwości odnośnie swojej przeszłości, udało się uciec spod opiekuńczych skrzydeł Ann Duray. Ktoś też uprowadził niedoszłą żonę Wardensona – Matildę Lorret, wcześniej pozbawiając przytomności nadzorujących ją niejawnie funkcjonariuszy Służby.

Okazało się, że za wszystkimi tymi (i jeszcze innymi) działaniami stoi grupa „Długiego”, do której poza nim należeli też: Webb, Cox i Karden. Działali oni na zlecenie tajemniczego Sponsora, który zadania zlecał im listownie, oczywiście dobrze za to płacąc. Wśród zleceń było też umieszczenie pod jednym adresem eks-Wandersona, jego narzeczonej Lorret oraz profesora Martena. Grupa przystąpiła do realizacji zlecenia. Jednak na ich drodze stanął kapitan Vittolini razem ze swoimi najbardziej zaufanymi ludźmi, a byli to Cown, Dreger, Swen i Pino.

Sporo się w tej książce działo. Były zaskakujące wydarzenia, zwroty akcji, błędne podejrzenia, nieplanowane sytuacje, zmagania mózgów. Były też wpadki z obu stron. Samo zakończenie – jak dla mnie – wprost rewelacyjne, a do tego z lekką dozą humoru. Z początku nie byłem przekonany do tej książki, ale z biegiem czasu, a raczej stron, coraz bardziej mi się podobała i coraz szybciej ją czytałem, nie mogąc się doczekać rozwiązania zagadki.

W wizji tego utopijnego świata najbardziej zdziwił mnie brak … wizji, czyli wszechobecnego monitoringu. Bardzo by to ułatwiło śledztwo Służby, ale znacznie utrudniło autorowi jego koncept. Zabrakło też, co chyba jeszcze bardziej dziwi, na wyposażeniu „bezpieczniaków” psa służbowego. Bo to legendarne zwierzę śledcze, rozwiązałoby sprawę raz dwa.

Kolejnych tomów tej trylogii czytać już nie będę, bo są one nie w konwencji kryminału, ale political fiction. Natomiast nie rezygnuję z kolejnych pozycji kryminalno-fantastycznonaukowych.